Europa doceniła polskie drobiazgi

Anna Leder
opublikowano: 2005-06-17 00:00

Brak uporządkowanych danych o producentach i dystrybutorach tzw. małej architektury ogrodowej to problem dla samych przedstawicieli branży.

Nie trzeba daleko jeździć po drewniane meble ogrodowe i elementy tzw. małej architektury. To głównie polskie firmy eksportują je do największych europejskich hurtowni, zajmujących się wyposażeniem domu i ogrodu. Gdzie ich szukać, kogo polecać? Odpowiedź rodzi problem. Ta gałąź rynku jest zupełnie nie opisana.

Drewno górą

Drewniane listwy czy bale są wdzięcznym materiałem używanym przy tworzeniu małej architektury ogrodowej.

— Buduje się z nich domki narzędziowe, altanki, wiaty garażowe, tarasy, werandy, pergole, meble ogrodowe, mostki, drewutnie, śmietniki, boksy i budy dla psów, płoty a nawet całe place zabaw — wymienia Krzysztof Hadryś, prezes spółki Gartenholz H&H.

Architekci przekonują, że stosowanie drewnianej zabudowy pozwala nadać ogrodom indywidualny charakter. Ich wybór jest tak samo ważny jak dobór roślinności. Wielu te argumenty przekonują.

— Rynek wyrobów z drewna, które można umieścić w ogrodzie, w zasadzie rozwija się u nas od 1989 r., a narodził się w Niemczech, w latach 60. XX w. To właśnie Niemcy stworzyli popyt na tego typu produkty i także oni dostrzegli w nas potencjał — zaznacza Krzysztof Hadryś.

Obecnie rynek zbytu dla rodzimych producentów tego asortymentu to przede wszystkim kraje Europy Zachodniej — głównie Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Skandynawia. Po przystąpieniu do Unii Europejskiej coraz więcej eksportujemy także do Hiszpanii, Grecji i Włoch. Na rodzimy rynek trafia zaledwie 15 proc. produkcji.

Forma a klient

W sprzedaży drobnych wyrobów do ogrodów wykonanych zwykle z plastiku dominują super- i hipermarkety. Jest jednak spora grupa klientów, która woli meble z drewna, rattanu czy wikliny.

— Pożądany obecnie asortyment z wyższej półki to systemy pergolowe, płoty ażurowe, domki letniskowe. Są droższe, ale i ładniejsze — zwraca uwagę Krzysztof Hadryś.

Rynek zbytu danego kraju — a nawet regionu — ma swoją specyfikę.

— W Niemczech wyraźnie proste wyroby nawiązujące do chłopskiej tradycji z powodzeniem konkurują z meblami o wyrafinowanych i lekkich kształtach. Na rynku skandynawskim najmilej widziane są jednak te o prostych formach. Do ich produkcji często używam desek nie do końca oheblowanych, z sękami, nie malowanych. Ze względu na swoją fakturę przypominają prymitywne wyroby — podaje przykłady Krzysztof Hadryś.

Ostatnio za idealny został uznany mebel ekologiczny, po którego zniszczeniu nic nie zostaje. Zużytego nie wyrzuca się na śmietnik ani nie pali. On po prostu w miarę upływu czasu staje się kompostem.

Się kręci

Zdaniem przedstawicieli branży, nie brakuje zainteresowanych, gotowych przeznaczyć nawet sporą kwotę na oryginalną aranżację ogrodu. Drewniane akcesoria ogrodowe są kupowane nie tylko przez artystów czy biznesmenów, znajdują również amatorów wśród osób średnio zamożnych.

— Na początku miałem problemy ze znalezieniem odbiorców. Z czasem jednak liczba klientów zaczęła rosnąć. Teraz zlecenia nadchodzą bez przerwy z całego kraju. Realizuję przede wszystkim kompleksowe zlecenia indywidualne w promieniu około 200 km od Kielc — dalej się nie opłaca, głównie ze względu na koszty transportu. Poza tym najpierw trzeba widzieć układ przestrzenny, a dopiero potem wypełniać go małą architekturą — tłumaczy Janusz Kiełb, właściciel firmy produkcyjno-usługowej KJM z Kielc.

Obecnie jego firma wykonuje średnio 20-30 projektów w roku. Chodzi przeważnie o ogrody średniej wielkości, liczące 1-4 tys. mkw., 3-4 duże — powyżej 0,5 ha i kilka małych.

— Na urządzenie ogrodu zabudową drewnianą według już istniejącego projektu trzeba przeznaczyć średnio 10 tys. zł — mówi Janusz Kiełb.

Przyznaje też, że realizuje również zamówienia o wartości i 40 tys. zł.

Drewno w cenie

Asortymentu pod dostatkiem, ale klienci mogą mieć kłopot — czyje produkty wybrać.

— Ta gałąź rynku drzewnego jest zupełnie nieopisana. Nikt nie prowadzi statystyk, badań, nie powstają żadne raporty na ten temat. Firmy zajmujące się projektowaniem, produkcją i dystrybucją małej architektury są rozproszone, nie utworzyły izby gospodarczej czy zrzeszenia — informuje Bogdan Czemko, dyrektor Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego.

Brak uporządkowanych danych o producentach i dystrybutorach tzw. małej architektury ogrodowej to także problem dla samych przedstawicieli branży.

— Naszą działalność cechuje duża sezonowość. Wyż produkcyjny odnotowujemy zwykle w okresie od października do czerwca, wzmożoną sprzedaż — między marcem a majem. Większość czasu produkty musimy magazynować. I tu rodzi się problem. Brak wiarygodnych, zgrupowanych danych na temat branży utrudnia pozyskiwanie kredytów bankowych, za które można by zbudować magazyny mogące pomieścić całość zamawianej produkcji — twierdzi Krzysztof Hadryś.

Przyznaje, że z powodu odmowy banku musiał zrezygnować z olbrzymiego zamówienia produkcyjnego.

W ostatnich latach popyt na drewno wzrósł tak bardzo, że materiału często brakuje. Takiej sytuacji Lasy Państwowe chyba się nie spodziewały i zaproponowały... podwyżki cen.

— Z tym problemem sobie radzimy. Posiłkujemy się surowcem importowanym, najczęściej z Ukrainy i Białorusi. Ponadto mocny kurs złotego spowodował, że import potaniał, a eksport stał się opłacalny. Zdarza nam się sprowadzać też drewno z Niemiec, bo mimo że bywa nawet 10 proc. droższe — jest lepszej jakości — wyjaśnia Krzysztof Hadryś.