Ale tylko do godzin południowych. Później nastąpił silny kontratak ze strony podaży. Dopiero tuż przed otwarciem sesji na Wall Street indeksy zaczęły zmniejszać straty. W dwóch przypadkach CAC i DAX udało się wyjść na finiszu nad kreskę zyskując odpowiednio 0,15 i 0,34 proc. Takiego szczęścia nie miał londyński FTSE spadając o 0,09 proc.
Kupujących nie były tym razem w stanie wesprzeć ani dane makro (nadspodziewanie dobry odczyt wskaźnika nastrojów niemieckich inwestorów ZEW za kwiecień i cięcia stóp procentowych w Szwecji oraz Indiach)), ani wyniki kwartalne Tesco. Brytyjski gigant detaliczny co prawda nie sprostał oczekiwaniom analityków odnośnie zysku, jednak przebił prognozę przychodów. Ich wzrost może przy tym sugerować, że coraz więcej osób, z uwagi na pogłębiający się kryzys, zmuszonych było zaopatrywać się w najtańszych sieciach.
Silnie traciły na wartości akcje Deutsche Telekom. Największy na Starym Kontynencie operator telefoniczny obniżył prognozę oczekując w bieżącym roku spadku zysku od 2 do 4 proc. Pociągnęło to w dół wyceny takich potentatów jak BT Group czy Vodafone.
Gracze pozbywali się też udziałów w instytucjach finansowych. Spore zniżki
kursu dotknęły m.in. papiery HSBC i Lloyds Banking Group oraz ubezpieczyciela
Prudential. W przypadku banków zawiniły słabe rezultaty i redukcja dywidendy
przez Bank of New York Mellon. Z kolei Prudential otrzymał obniżoną ocenę
inwestycyjną od analityków Morgan Stanley, rekomendujących obecnie
„niedoważanie” tych walorów w portfelach.