Parlament Europejski jest w zasadzie jednomyślny i rozumie, że wszelkie tradycyjne sankcje są mniej istotne niż odcięcie Rosji od przychodów ze sprzedaży ropy i gazu. To kraje członkowskie mają wątpliwości — tak mówił w poniedziałek Jerzy Buzek, były polski premier, obecnie europoseł, przed odlotem do Brukseli.
Czwartkowe głosowania to potwierdzają. Przy aż 516 głosach za, 25 przeciwnych i 15 wstrzymujących się Parlament Europejski (PE) zagłosował za przyspieszeniem uzupełniania strategicznych rezerw gazu w Unii Europejskiej.

Kto zapłaci za zakupy?
PE chce ustanowić obowiązkowy minimalny poziom 80 proc. gazu w magazynach do 1 listopada 2022 r. i 90 proc. w kolejnych latach. Wszystko po to, by zapewnić bezpieczeństwo dostaw podczas kolejnej zimy. Wspólne stanowisko muszą jeszcze uzgodnić ministrowie krajów członkowskich.
Za napisanie nowych reguł i obowiązków związanych z magazynowaniem gazu w Europie odpowiada właśnie Jerzy Buzek. Ma to być projekt błyskawiczny i wejść w życie już w lipcu, czyli przed sezonem zimowym.
— Jeśli napełnimy magazyny w 90 proc., to mamy zapewnione dostawy na 2-3 miesiące, a jeśli dodamy do tego nowe kontrakty z innych kierunków, to na dłużej — mówi Jerzy Buzek.
Przedmiotem negocjacji będzie to, kto zapłaci za te zakupy. Projekt zakłada bowiem zmasowane zakupy latem, podczas gdy trudno przewidzieć ceny sprzedaży w zimie.
Solidarna ochrona wrażliwych
O ile Litwa, Łotwa, Estonia, Hiszpania i Portugalia są w stanie szybko i całkowicie odciąć się od dostaw gazu z Rosji, o tyle dla Niemiec i Austrii jest to trudne.
— Pamiętajmy jednak o znaczącym osiągnięciu regulacyjnym UE: odbiorcy wrażliwi są w ramach wspólnoty obowiązkowo chronieni — podkreśla Jerzy Buzek.
Oznacza to, że jeśli danemu krajowi zabraknie dla gazu dla gospodarstw domowych, szpitali czy żłobków, to inne kraje maja obowiązek go wesprzeć.
Efektem odcięcia dostaw z Rosji będzie wzrost cen.
— Spójrzmy na Mariupol i uznajmy, że to nasza opłata za bezpieczeństwo. Nie mamy zniszczeń, ale będziemy mieć droższą energię — uważa Jerzy Buzek.