Europejski konsument redukuje wydatki w sklepach

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2024-01-08 20:00

Niedobry sygnał z punktu widzenia krótkookresowych perspektyw polskiego eksportu, aczkolwiek można uznać, że to pokłosie walki z inflacją i próba jej ostatecznego zdławienia – tak można interpretować słabe dane o sprzedaży detalicznej z krajów Unii Europejskiej (UE). Wolumen obrotów sklepów spada, mimo że dochody konsumentów rosną. Możliwe, że konsumenci więcej oszczędzają. Zmieniają się też ich preferencje. W końcu jednak wzrost dochodów powinien przełożyć się na wzrost sprzedaży.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Obserwujemy osiemnasty miesiąc spadku sprzedaży detalicznej w UE. W listopadzie obniżyła się o 1 proc. r/r, po spadku o 0,6 proc. w październiku. Wprawdzie na wykresach widać, że dołek jest za nami, ale wyjście z niego następuje bardzo powoli. Głębokie zniżki zanotowała sprzedaż w dwóch największych krajach UE – Niemczech i Francji.

Te zmiany mają duże znaczenie dla firm w Polsce, ponieważ wiele jest uzależnionych od popytu konsumentów zagranicznych bardziej niż od krajowych. Słabość konsumpcji w UE jest czynnikiem negatywnie wpływającym na polski eksport. Tym bardziej, że owa słabość jest skoncentrowana w sektorach, które stanowią o polskiej specjalizacji produkcyjnej – towarach wyposażenia domu (meble, sprzęt RTV/AGD).

Dlaczego sprzedaż spada? Nie wynika to ze zmian dochodów ludności, te rosną dzięki obniżeniu się inflacji. Zwykle wzrost dochodów przekłada się na wzrost wydatków, ale tym razem jest inaczej.

Najważniejszym powodem mogą być wysokie realne stopy procentowe. Stopa depozytowa Europejskiego Banku Centralnego znajduje się na poziomie 4 proc., a inflacja znajduje się poniżej 3 proc., więc konsumenci mają coraz więcej bodźców do oszczędzania. Ponadto wysokie stopy procentowe prowadzą do znaczącej redukcji aktywności w budownictwie mieszkaniowym, co przekłada się na niski popyt na towary związane z wyposażeniem domu. W tej dziedzinie sprzedaż spada w tempie ok. 9 proc. rocznie (ostatnie dane mamy za październik).

Relatywnie niska sprzedaż towarów jest zatem ceną, którą gospodarka płaci za dławienie inflacji. Pytanie, czy nie jest to cena wygórowana. W analizach ekonomicznych zaczyna dominować teza, że wysoka inflacja z ostatnich lat była przede wszystkim zjawiskiem wywołanym zaburzeniami podaży, a nie popytu. Bank centralny, dławiąc popyt, może dawać wyraz swojemu opóźnieniu w reakcji na zmieniające się perspektywy i interpretacje. Inflacja w strefie euro w najbliższych miesiącach będzie szybko spadała i nie ma już prawdopodobnie sensu utrzymywać tak wysokich stóp. EBC wkrótce to dostrzeże.

Wysokie stopy procentowe nie muszą być jednak jedynym wyjaśnieniem spadku sprzedaży. Zmieniają się też preferencje konsumentów, wciąż trwa relokacja popytu od towarów do usług. Wyraźnie spada na przykład sprzedaż paliw, mimo że ich ceny nie są wysokie na tle poprzednich lat. Wiele więc wskazuje, że konsumenci częściej wybierają usługi transportowe zamiast transportu własnego.

Na wielu rynkach utrzymuje się też nasycenie towarami z lat 2020-21, kiedy sprzedaż artykułów domowych była bardzo wysoka.

Dlatego sprzedaż detaliczna może nie doceniać ożywienia popytu konsumentów. Ten popyt może się ujawnić w miejscach, których nie widzimy w comiesięcznych statystykach – głównie w usługach.