Rok temu, gdy przypadała 75. rocznica (brylantowe gody) wspólnotowej deklaracji założycielskiej francuskiego ministra Roberta Schumana z 9 maja 1950 r., Parlament Europejski (PE) postanowił upamiętniać wybitne postaci z różnych państw za ich wkład we wspólnotowe dzieło. W tym celu ustanowił Europejski Order Załugi, podzielony na trzy klasy, wizualnie wzorowany na francuskiej Legii Honorowej, ale sześcioramienny z dwunastką unijnych gwiazdek. To nie pierwsze wyróżnienie przyznawane przez PE. Najstarsza i dotychczas najważniejsza jest od 1988 r. Nagroda za Wolność Myśli imienia Andrieja Sacharowa. W 2007 r. ustanowiona została filmowa Nagroda Lux, mająca charakter plebiscytu widzów – europosłów. Wreszcie od 2021 r. dziennikarzom przyznawana jest Nagroda imienia Daphne Caruany Galizii, zamordowanej w 2017 r. maltańskiej dziennikarki śledczej.
Wyróżniani otrzymują tytuły Wybitnego Członka (order z pozłoconego srebra), Honorowego Członka (także pozłocone srebro) lub Członka (srebro). Struktura personalna większości orderów na świecie to piramida, najbardziej elitarna zawsze jest klasa najwyższa, chociaż istnieją też bezklasowe – chociażby nasz Order Orła Białego. W pierwszej edycji Europejskiego Orderu Zasługi decyzją komisji selekcyjnej PE na wybitność zasłużyli: prezydent Lech Wałęsa, kanclerz Angela Merkel i prezydent Wołodymyr Zełenski. 19 maja 2026 r. do sali plenarnej PE w Strasburgu przywódca heroicznie walczącej Ukrainy osobiście nie dotarł, ma na głowie sprawy znacznie ważniejsze. Dwójka politycznych emerytów natomiast się stawiła, wszak takie eventy to obecnie główny sens ich życia. Ciekawa była klasa druga, nazwana honorową, w której przemieszani zostali politycy emerytowani i czynni. W inauguracyjnej edycji pozłocony order otrzymali m.in. Jerzy Buzek, były premier i przewodniczący PE, kardynał Pietro Parolin, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, Javier Solana, były sekretarz generalny NATO i szef dyplomacji UE, Maia Sandu, prezydent Mołdawii. Do trzeciej klasy członkowskiej zakwalifikowani zostali zaś działacze pozarządowi, sportowcy, artyści – na przykład irlandzki zespół U2 na czele z Paulem Davidem Hewsonem, czyli Bono.
Podobnie jak choćby przy Pokojowej Nagrodzie Nobla – o wyróżnieniach czysto ocennych decyduje wyłącznie skład organu przyznającego. Jego werdykt bardzo często bywa kontestowany i krytykowany. Komisja selekcyjna nowego orderu PE była specyficzna – przewodnicząca Roberta Metsola (Europejska Partia Ludowa), wiceprzewodniczące Ewa Kopacz (również EPL) i Sophie Wilmès (Odnowa Europy) oraz czterech wybitnych polityków spoza parlamentu: Michel Barnier, José Manuel Barroso, Josep Borrell i Enrico Letta. Taki skład komisji, zwłaszcza trzy kierowniczki PE z głównego nurtu, oczywiście zdeterminował pierwszą listę laureatów. Wśród uhonorowanych znaleźli się euroentuzjaści z różnych epok (w tym dopiero marzący o akcesji do UE prezydenci Ukrainy i Mołdawii), natomiast mniejszościowi uniosceptycy w PE nie mieli absolutnie nic do powiedzenia. W takim kontekście nawet nie dziwiła bezprecedensowa pikieta wewnątrz gmachu w Strasburgu, dosłownie przed wejściem do kulistej sali obrad, przeciwko uhonorowaniu orderem Angeli Merkel. Aktywną rolę odegrali europosłowie PiS, którzy generalnie zbojkotowali uroczystość – czyli przy okazji silny akcent polski, docenienie również Lecha Wałęsy i Jerzego Buzka. Notabene trudno powiedzieć, jak zachowaliby się gdyby… nie zaistniał bardzo wygodny pretekst byłej kanclerz.
Angela Merkel rządziła Niemcami aż 16 lat, w tym okresie kierowała dwoma niemieckimi prezydencjami w Radzie UE. Bezdyskusyjnie była decyzyjną potęgą globalną, pod koniec swoich rządów 2005-2021 doprowadziła do całkowicie zaskakującego unijną klasę polityczną wyboru Ursuli von der Leyen na przewodniczącą Komisji Europejskiej. Była niemiecka minister obrony – obiektywnie naprawdę fatalna dla stanu Bundeswehry – została w 2019 r. wyjęta przez niemiecką szefową niczym polityczna króliczka z kapelusza. Po uzyskaniu w 2024 r. reelekcji Ursula von der Leyen obecnie coraz bardziej przytłacza jednoosobowo unijną politykę. Może to tę okoliczność komisja selekcyjna PE uznała za decydującą dla przypomnienia po pięciu latach i tak wybitnego uhonorowania emerytowanej kanclerz?
Podczas ponad dwóch dekad Polski w UE obserwowałem bezpośrednio w Strasburgu wiele uroczystości. Tylko jedna, w 2017 r., miała charakter niekwestionowanego uhonorowania postaci uznanej za Europejczyka pisanego wtedy przez wielkie E. Był to jedyny w dziejach UE taki… pogrzeb. Na środku sali PE ustawiona została okryta unijną flagą trumna Helmuta Kohla, uznanego za kanclerza zjednoczenia nie tylko Niemiec, lecz także Europy.

