Przemysłowcy w Europie okazują się zaskakująco odporni na zawirowania na rynkach finansowych. W sierpniu produkcja sprzedana w strefie euro wzrosła o 1,2 proc. wobec lipca — to najlepszy miesięczny wynik od listopada 2010 r., tymczasem przed publikacją danych ekonomiści przewidywali spadek o 0,8 proc.
— Sierpniowa produkcja przyniosła miłą niespodziankę. To zmniejsza prawdopodobieństwo, że gospodarka strefy euro już w trzecim kwartale 2011 r. weszła w recesję— twierdzi Martin van Vietl, ekonomista ING Groep. W ujęciu rocznym obroty przemysłu strefy euro wzrosły o 5,3 proc., a produkcja w całej Unii Europejskiej poszła w górę o 4,3 proc.
Obie dynamiki są najwyższe od kwietnia. Po opublikowaniu danych euro umocniło się do dolara o prawie 1 proc., a europejskie indeksy giełdowe poszły w górę — Euro Stoxx 50 Index wzrósł o 1,4 proc., a WIG20 podskoczył o 1,5 proc. Co ważne, z punktu widzenia polskich firm wyjątkowo mocno trzyma się zwłaszcza przemysł w Niemczech — w kraju, gdzie trafia 26 proc. naszego eksportu.
Co prawda, niemieckie firmy w samym sierpniu zanotowały spadek produkcji o 1 proc., ale w ujęciu rocznym cały czas szybko
się rozwijają — dynamika wyniosła 7,8 proc. Lepszy wynik zanotowały tylko wychodzące z głębokiej recesji Estonia (22,7 proc.) i Irlandia (10,1 proc.). Dobrze wypada też Polska, której produkcja wzrosła o 5,7 proc. (szósta pozycja w UE).
— To jest zbiór naczyń połączonych. W ostatnich miesiącach niemieckie firmy odnotowały silny wzrost popytu zagranicznego, co podbiło obroty w tamtejszym przemyśle. To z kolei zwiększyło polską produkcję przemysłową, bo wielu naszych eksporterów dostarcza materiały i podzespoły dla niemieckich producentów — tłumaczy Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.
Eksperci studzą jednak nastroje. Ostrzegają, że mimo dobrych wyników w sierpniueuropejski przemysł czeka spowolnienie.
— Dobre dane za trzeci kwartał nie oznaczają, że w kolejnych kwartałach
Europa nie wejdzie w recesję — zaznacza Martin van Vietl. Analitycy
przekonują, że napięcia na styku sektora publicznego i bankowego w
strefie euro prędzej czy później odbiją się na kondycji zwykłych firm. —
Po pierwsze, wiele krajów Eurolandu zacieśnia politykę fiskalną, co
będzie schładzać koniunkturę gospodarczą. Po drugie, wstrząsy na rynkach
finansowych sprawią, że obywatele będą mniej konsumować, a banki
ograniczać akcję kredytową — mówi Monika Kurtek.