Konstytucji stało się zadość — premier Leszek Miller w ciągu 14 dni (dokładnie — dnia szóstego) od zaprzysiężenia przez prezydenta przedstawił Sejmowi program działania Rady Ministrów, wraz z wnioskiem o udzielenie jej wotum zaufania. Wieczorem zaś piętnastu ministrów zostało przesłuchanych przez komisje sejmowe, twórczo rozwijając tezy wystąpienia swego szefa.
Zarówno przebieg dzisiejszej dyskusji plenarnej w Sejmie, jak i wynik głosowania nad wotum zaufania są oczywiste. Merytoryczna ocena exposé zależy wyłącznie od tego, z której strony poselskiej sali recenzent będzie podchodził do mównicy. Przy tak ogromnej przewadze układu SLD-UP-PSL-Samoobrona, rozciąganie procedury zatwierdzania rządu przez posłów na dwa dni jest przerostem formy nad treścią. Konstytucja nie precyzuje pojęcia „program działania Rady Ministrów”, zatem identyczną wagę prawną miałoby jednozdaniowe wystąpienie premiera: „Będziemy rządzić dobrze”.
Czwartkowe exposé zmieściło się w jednej godzinie lekcyjnej, a zatem nie wykroczyło poza zdolności percepcyjne przeciętnego posła. Swoją konstrukcją przypominało szkielet, który dopiero zacznie obrastać w ciało konkretnych ustaw i rozporządzeń. Używając odniesień historycznych — było zbiorem słusznych, kierunkowych tez politycznych. Przypomnijmy, że taka właśnie hasłowość charakteryzowała m.in. uchwały zjazdów i plenów partyjnych w minionej epoce. Na razie dowiedzieliśmy się po prostu, CO rząd chciałby zrobić, natomiast wciąż pozostajemy w niewiedzy, JAK zamierza swój plan wykonać.
Premier zachował wielką ostrożność, aby na starcie kadencji niepotrzebnie nie wypowiedzieć kwestii nadających się później do cytowania — przez złośliwych dziennikarzy i jeszcze bardziej złośliwą opozycję. Widocznie wyciągnął wnioski z rozliczania poprzednika właśnie z jego programowego wystąpienia z 10 listopada 1997 r. Notabene — Leszek Miller wykazał wczoraj wielkoduszność i nie pastwił się nad ekipą Jerzego Buzka, która została ukarana dostatecznie — 23 września AWSP i UW zostały wyeliminowane z parlamentu.
W tytule zauważyliśmy, że exposé było poważne i bon motów nie zawierało. Trafiły się natomiast nawiązania historyczne — do stu dni (ale Napoleona czy Jaruzelskiego?) oraz do Kennedy’ego. W sytuacji zagrożenia oraz niepewności świata zewnętrznego — o czym na każdym kroku przypomina prezydent Aleksander Kwaśniewski — może bardziej właściwa byłaby wersja: „Nie pytaj, co dla Ciebie może zrobić Polska — zapytaj, co Ty możesz zrobić dla... Ameryki”.
Ekonomiści i biznesmeni dobrze przyjęli zapowiedzi premiera. Pozwalają one na lekki optymizm, choć przed rządem stoi teraz najtrudniejsze, czyli realizacja ambitnego programu.
Piotr Kempa
wiceprezes Izby Przemysłowo-Handlowej Inwestorów Zagranicznych
- Inwestorzy zagraniczni od dawna domagali się równego traktowania wszystkich podmiotów gospodarczych w Polsce. Prawo, w tym podatkowe, nie może robić wyjątków dla nikogo. Podobnie traktujemy sprawę transferu zysków — to prawo musi regulować zasady w relacjach przedsiębiorców działających w Polsce z zagranicą. Jesteśmy więc przeciwko wszelkim nieuczciwym działaniom, które łamią prawo i psują opinię dobrym firmom, niezależnie od rodzaju kapitału, jaki posiadają.
Ewa Limańska
ekonomista Merrill Lynch w Londynie
Zapowiedzi i pierwsze decyzje dotyczące gospodarki należy ocenić pozytywnie. Deklaracja o doprowadzeniu finansów publicznych do jako takiego porządku w ciągu najbliższych stu dni wydaje się realna. Tym bardziej, że dość dużo w tej sprawie już zrobiono. W tym roku rząd zamroził wydatki budżetu na kwotę 8,5 mld USD, zapowiada także kolejną nowelizację ustawy budżetowej pod koniec roku. Prawdopodobnie minister finansów będzie dążył do umieszczenia jak najwięcej wydatków i długów w budżecie 2001, tak, by przyszłoroczny był jak najbardziej uwolniony od ciężarów poprzedniego.
Z zadowoleniem przyjmuję także deklaracje o utrzymaniu niezależności NBP i RPP. Co prawda z technicznego punktu widzenia trzeba nie lada wysiłku, by przeprowadzić przez parlament i namówić prezydenta do zaakceptowania zmian w konstytucji. Lepiej jednak, że dziś już wiemy, iż polityka pieniężna w Polsce będzie stabilna. To na pewno zachęci zagranicznych inwestorów.
Henryka Bochniarz
Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych
- Exposé było pragmatyczne, ale też trudno w obecnej sytuacji gospodarczej oczekiwać fajerwerków. Padły zdania istotne dla gospodarki i dla przedsiębiorców.
Najważniejsze, z makroekonomicznego punktu widzenia, to zamrożenie wydatków publicznych w roku 2002, określenie dopuszczalnego deficytu na poziomie 40 mld zł, likwidacja wielu funduszy, fundacji i agencji rządowych, ograniczenie i usprawnienie administracji, zmiana kalendarza wyborczego tak, aby nowy budżet w następnej kadencji przygotowywał nowy rząd i zatwierdzał nowy parlament, przyznawanie świadczeń społecznych wedle kryterium materialnego. Znacząca była też deklaracja o niezależności NBP i Rady Polityki Pieniężnej.
Dla firm, szczególnie małych i średnich, interesujący stanie się program „Przede wszystkim przedsiębiorczość”, wypada jednak poczekać na szczegóły. Premier odpowiedział też, na dawno zgłaszane przez Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych postulaty zmiany ordynacji podatkowej, uporządkowania chaosu przepisów, scalenia służb skarbowych, walki z dowolnością interpretacji i dyskryminowaniem przedsiębiorców przez prawo.
Zabrakło jednak odwagi w sformułowaniu wizji docelowego systemu podatkowego.
Determinacja w dążeniu do zamknięcia negocjacji z UE w 2002 r. budzi szacunek, byleby nie oznaczało to zamykania kolejnych rozdziałów na każdych warunkach.
Iwona Pugacewicz-Kowalska
makroekonomista Pekao SA
- Premier potwierdził dwie bardzo istotne kwestie. Pierwsza z nich to zapewnienie, że w przyszłym roku deficyt budżetowy wyniesie 40 mld zł. Druga kwestia dotyczyła niezależności Rady Polityki Pieniężnej. Premier zapewnił, że nie będzie dążył do ograniczenia jej swobody poprzez zmiany w konstytucji. Była to wiadomość bardzo ważna dla rynku, biorąc pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi polityków z SLD. Niestety, nadal nic nie wiemy o deficycie ekonomicznym.
Nowy projekt budżetu ma zostać przedstawiony w połowie listopada i jeżeli okaże się, że jest on poniżej 3 proc., to przy niskiej inflacji w październiku rada ponownie może zdecydować się na obniżkę stóp procentowych.
Sceptycznie podchodzimy jednak do wypowiedzi dotyczącej wspierania niektórych działów gospodarki, m.in. małych i średnich przedsiębiorstw. Mimo pięknie brzmiących zapowiedzi problem z ich finansowaniem pozostaje.
Piotr Bielski,
ekonomista PKO BP
- Jednym z najważniejszych spraw, jaka została poruszona w exposé nowego premiera, dotyczyła niezależności RPP. Rząd w obecnej sytuacji ekonomicznej nie zdecyduje się na konflikt z radą i to nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem. Tym bardziej, że próbę ograniczenia suwerenności władz monetarnych przeszedł już parlament Czech.
Sejm w Pradze przegłosował taką ustawę. Po blisko sześciu miesiącach ostrych protestów Komisji Europejskiej przywrócono stan pierwotny.
Polski rząd zamierza utrzymywać dobre stosunki z radą, ale to nie oznacza, że próby ograniczenia suwerenności władz monetarnych nie podejmą posłowie.