Faber: Rynek high tech bardziej przewartościowany niż w 2000 r.

Tadeusz StasiukTadeusz Stasiuk
opublikowano: 2014-02-07 18:35

Ostatnie spadki na rynkach, szczególnie na amerykańskich giełdach, są niczym w porównaniu do skali korekty jaka powinna je dotknąć, uważa Marc Faber, znany inwestor i wydawca popularnego periodyku „Gloom, Boom, and Doom”.

Podczas gdy winą za ostatnie zamieszanie na giełdach niektórzy obarczają rynki wschodzące, inny wskazują na amerykańską Rezerwę Federalną, uważając że to następstwo zmniejszenia skali programu skupu aktywów.

Marc Faber (fot. Bloomberg)
Marc Faber (fot. Bloomberg)
None
None

Z tymi drugimi zgadza się poniekąd Faber, składając winę na karb działań podejmowanych przez Fed. Ale w czym innym upatruje przyczyn przeceny.
W jego opinii, to nie ograniczenie luzowania ilościowego doprowadziło do korekty na parkietach. Przesądzają o tym wcześniejsze decyzje amerykańskich władz monetarnych.  

" Łatwo jest winić kogoś innego" - mówi Faber. " A to Fed spowodowała błąd w gospodarkach wschodzących. Ale nie przez wyhamowanie programu stymulacyjnego. Błąd został popełniony wcześniej, kiedy to pozwolono na stworzenie bańki inwestycyjnej. Inwestorzy kuszeni wysokimi zyskami na nowych rynkach (np. waluty i obligacje) pchnęli ceny tych aktywów na stosunkowo wysokie poziomy" – wyjaśnia inwestor.

Wskazuje, że od marca 2009 r. indeks S&P500 wzrósł z 666 do 1850 pkt.
„A teraz spadek rzędu 7 proc. traktowany jest jako koniec świata. To śmieszne. Odnosząc go do skali poprzedniego wzrostu taka przecena to zupełnie nic” – twierdzi Faber.

Faber uważa, że bańka spekulacyjna ponownie powstała w sektorze technologicznym, szczególnie w przypadku akcji z segmentu mediów społecznych,

„ Akcje spółek z branży mediów społecznościowych są bardziej przewartościowane niż akcje internetowe w 2000 roku" – ocenia inwestor.

W jego opinii gracze powinni ograniczyć zainteresowanie nimi. Nie zabrania ich kupna, ale twierdzi, że rosnąca wycena nie tworzy w ich przypadku dobrej wartości w perspektywie długoterminowej.