Podczas gdy winą za ostatnie zamieszanie na giełdach niektórzy obarczają rynki wschodzące, inny wskazują na amerykańską Rezerwę Federalną, uważając że to następstwo zmniejszenia skali programu skupu aktywów.

Z tymi drugimi zgadza się poniekąd Faber, składając winę na karb działań podejmowanych przez Fed. Ale w czym innym upatruje przyczyn przeceny.
W jego opinii, to nie ograniczenie luzowania ilościowego doprowadziło do korekty na parkietach. Przesądzają o tym wcześniejsze decyzje amerykańskich władz monetarnych.
" Łatwo jest winić kogoś innego" - mówi Faber. " A to Fed spowodowała błąd w gospodarkach wschodzących. Ale nie przez wyhamowanie programu stymulacyjnego. Błąd został popełniony wcześniej, kiedy to pozwolono na stworzenie bańki inwestycyjnej. Inwestorzy kuszeni wysokimi zyskami na nowych rynkach (np. waluty i obligacje) pchnęli ceny tych aktywów na stosunkowo wysokie poziomy" – wyjaśnia inwestor.
Wskazuje, że od marca 2009 r. indeks S&P500 wzrósł z 666 do 1850 pkt.
„A teraz spadek rzędu 7 proc. traktowany jest jako koniec świata. To śmieszne. Odnosząc go do skali poprzedniego wzrostu taka przecena to zupełnie nic” – twierdzi Faber.
Faber uważa, że bańka spekulacyjna ponownie powstała w sektorze technologicznym, szczególnie w przypadku akcji z segmentu mediów społecznych,
„ Akcje spółek z branży mediów społecznościowych są bardziej przewartościowane niż akcje internetowe w 2000 roku" – ocenia inwestor.
W jego opinii gracze powinni ograniczyć zainteresowanie nimi. Nie zabrania ich kupna, ale twierdzi, że rosnąca wycena nie tworzy w ich przypadku dobrej wartości w perspektywie długoterminowej.