Firmy te rozmawiają z bankami o zainwestowaniu w fabrykę, negocjacje zakończą się prawdopodobnie w ciągu 2-3 tygodni. Jak wyjaśnił prezes firmy, jeśli dojdzie do przejęcia, "Agnella" będzie miała szansę odzyskać wiarygodność wobec banków. W innym przypadku przyszłość firmy jest niepewna. W pesymistycznym wariancie firma mogłaby przetrwać zaledwie do kwietnia. Wszystko przez kryzys, jaki dotknął zachodnich klientów firmy.
Odbiorcy ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, do których trafia blisko 50 proc. produkcji "Agnelli", zmniejszyło swoje zamówienia o połowę. Jak mówi Jacek Soboń, w efekcie już teraz w firmie dramatycznie szuka się oszczędności. Całkowicie zahamowano inwestycje.
Prezes firmy wyjaśnił, że będzie musiał także rozważyć ograniczenie zatrudnienia. Redukcje szczególnie dotkną działy, które nie są bezpośrednio związane z produkcją. Zastrzegł jednak, że nie będzie zwolnień grupowych. Jeszcze nie wiadomo, ilu pracowników z ponad 600-osobowej załogi, straci pracę. Już teraz firma nie przedłuża umów zawieranych na czas określony.
Na trudną sytuację na światowych rynkach nałożyła się także plajta formalnego właściciela "Agnelli". Jest nim spółka Drumet z Włocławka, która na początku stycznia ogłosiła upadłość. W związku z tym banki nie chcą kredytować działalności Agnelli.
Firma szykuje się też do realizacji planu "B", który będzie polegał na sprzedaży dotychczasowych budynków i 27 hektarów gruntów, redukcji załogi do 400-500 osób oraz budowie, nowego mniejszego zakładu na terenie Białegostoku.