Polska zacznie zarabiać na nowych technologiach, jeśli usunie bariery rozwoju funduszy VC, a świat nauki wejdzie w projekty komercyjne.
W lecie 2005 r. niemiecki MAN ogłosił zamiar budowy fabryki ciężarówek w podkrakowskich Niepołomicach. Jesienią LG Philips LCD oficjalnie złożył propozycję budowy fabryki paneli ciekłokrystalicznych w podwrocławskich Kobierzycach. Są jednak tacy, którzy uważają, że nie ma większych powodów do radości. Należy do nich Marcin Hejka, dyrektor inwestycyjny Intel Capital na Europę Środkowo-Wschodnią i wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych, zrzeszającego działające w Polsce fundusze venture capital (VC) i private equity.
— W krótkim okresie liczy się każdy zainwestowany dolar i stworzone miejsce pracy. Ale dlaczego inwestor decyduje się na budowę fabryki? Ze względu na tanią siłę roboczą, przejęcie lokalnego rynku i ominięcie barier celnych. Który z tych powodów jest dobry dla Polski w długim okresie? Żaden — mówi Marcin Hejka.
Nie przekonuje go nawet nowoczesna propozycja LG.
— Czy będziemy produkować cegły czy promy kosmiczne, niewiele to zmienia. Gdzie zostaną skumulowane zyski z tej inwestycji? Czy Polacy zajmą wysokie stanowiska w LG? Powstanie jakaś polska marka? — pyta retorycznie Marcin Hejka.
Prawo pełne kuriozów
Jego zdaniem, każdy kraj stoi przed wyborem, czy stanie się jedynie źródłem taniej siły roboczej, czy też innowacji technologicznych. Do stworzenia z Polski nowoczesnego, zamożnego kraju potrzebne jest wspieranie innowacyjności.
— Z tymi cechami utożsamia się sektor VC. Istnieje korelacja między jego rozwojem a strukturą zatrudnienia, eksportu, dochodu narodowego — zaznacza Marcin Hejka.
To fundusze VC inwestują w przedsiębiorstwa opracowujące nowe technologie. I to właśnie w takich firmach pracują ludzie najlepiej wykształceni i najbardziej przykładający się do tworzenia korzystnej struktury bilansu handlowego.
Marcin Hejka podkreśla, że sektor VC nie jest w Polsce rozwinięty. Działa kilkadziesiąt funduszy, w większości private equity, które inwestują większe kwoty w tradycyjne przedsięwzięcia. Nie istnieje segment VC wyspecjalizowany w przedsięwzięciach technologicznych na wczesnym etapie rozwoju.
— Istnieje olbrzymi problem luki kapitałowej. Większość funduszy inwestuje nie mniej niż 2 mln EUR. Przedsiębiorca wynalazca, który potrzebuje 0,5 mln USD na rozruch firmy, nie ma ich skąd wziąć — mówi Marcin Hejka
W czasach komunizmu nie istniała u nas akumulacja kapitału w rękach prywatnych. W Polsce nie ma więc tzw. aniołów biznesu, którzy mogliby zapewnić pierwsze 100 tys. USD dla firmy dopiero powstającej (start up).
Problemem są też przepisy.
— Prawo w zasadzie nie przewiduje formy prawnej dla funduszu VC. Na świecie dochody funduszu są opodatkowane na poziomie inwestorów, a nie funduszu. W Polsce podatki płaci fundusz jako osoba prawna, a później jeszcze inwestorzy — podkreśla Marcin Hejka.
Polski paradoks
Trudności w rozwoju małych innowacyjnych firm mogą odbić się na sytuacji przyszłych emerytów.
— Otwarte fundusze emerytalne (OFE) duszą się od gotówki. Polska giełda nie jest w stanie zaabsorbować ich kapitału. Prywatyzacja się kończy, a jeśli mniejsze spółki prywatne nie zdobędą kapitału, to nie będą rosły i wchodziły na giełdę — uważa Marcin Hejka.
OFE mają też inny problem.
— Na całym świecie jednym z podstawowych źródeł zasilających gotówką fundusze VC są lokalne fundusze emerytalne — mówi nasz rozmówca.
W Polsce OFE mają zakaz inwestowania w spółki niepubliczne. Jednocześnie mają możliwość inwestowania za granicą. Czyli nie mogą zainwestować w polski fundusz VC, ale mogą zainwestować w przedsiębiorstwo zagraniczne.
— To jest chore. Pieniądze polskich emerytów zamiast służyć rozwojowi polskiej gospodarki służą rozwojowi gospodarek innych krajów — twierdzi Marcin Hejka.
Uniwersytecka beznadzieja
Środowiska naukowe też nie pomagają w unowocześnianiu Polski. Brak im tradycji badań komercyjnych.
— Każdy uniwersytet amerykański jest obrośnięty spin outami, czyli firmami, których udziałowcami jest uczelnia, naukowcy pracujący nad projektem i kapitał prywatny. W Polsce, jeśli nawet istnieje taki podmiot, to działa wbrew systemowi, a nie dzięki niemu — uważa Marcin Hejka.
Konieczna jest zmiana systemu finansowania nauki.
— Słyszymy narzekania świata nauki, że zaledwie marny ułamek budżetu państwa przeznaczany jest na badania naukowe, ale jeśli nie będzie transferu badań do biznesu, to choćby cały budżet państwa przeznaczać na ten cel, gospodarka i tak na tym nie skorzysta — mówi Marcin Hejka.
Ośrodki naukowe nie mogą być rozliczane z liczby publikacji i cytowań, ale z liczby spin outów.
— Obecny system prowadzi do tego, że niektórzy naukowcy świadomie wybierają kierunki badań, które są tak teoretyczne, że nikt na świecie się tym nie zajmuje. To gwarantuje jednak dużą liczbę cytowań — dodaje nasz rozmówca.
Okiem eksperta
OFE nie pomogą
Dla rozwoju sektora VC ciągle największym problemem jest podaż kapitału. W Polsce jest zaledwie kilka osób z branży nowoczesnych technologii, które na sprzedaży swoich firm zarobiły duże pieniądze i mogłyby zainteresować się projektami VC, gdyż je rozumieją. Uzyskanie kapitału od OFE wymaga wejścia na giełdę. To jednak kosztuje około 8 proc. zebranych w ten sposób środków. Dla funduszy VC jest to za duży haracz.
Waldemar Sielski, szef rady nadzorczej MCI Management
Okiem eksperta
Problemem są podatki
Polskie regulacje prawne nie zachęcają do tworzenia funduszy VC. W przypadku spółki akcyjnej pojawia się problem podwójnego opodatkowania: najpierw na poziomie spółki, potem na poziomie akcjonariusza. Dlatego wiele funduszy — nawet tworzonych na polskim rynku — rejestruje się poza naszymi granicami. Rozwiązaniem dla polskich funduszy może okazać się spółka komandytowo-akcyjna, niemniej budzi ono jeszcze sporo wątpliwości.
Piotr Pajewski, członek zarządu bmp Polska