FAJERWERKI CZEKAJĄ NA SYLWESTRA 2000

Grzegorz Zięba
opublikowano: 1998-12-29 00:00

FAJERWERKI CZEKAJĄ NA SYLWESTRA 2000

Importerzy chcą wprowadzenia koncesji

Handel akcesoriami pirotechnicznymi przypomina sytuację rolnika. „Obrządza” cały rok, by „zebrać” i zarobić w ciągu niecałego miesiąca. W sezonie świątecznym jedna hurtownia może sprowadzić kilkadziesiąt kontenerów, pełnych fajerwerków.

Rynek wyrobów pirotechnicznych jest bardzo specyficzny. Charakteryzuje go przede wszystkim krótki i intensywny okres sprzedaży. Fajerwerki kupuje się głównie w końcu roku.

— Około 80 proc. naszej sprzedaży przypada na okres świąteczny i przed Nowym Rokiem. Resztę asortymentu sprzedajemy sporadycznie, głównie w okresie letnim. Trochę gorszy od Nowego Roku jest okres karnawału — twierdzi Magdalena Osińska z hurtowni artykułów pirotechnicznych w Michałowicach.

W firmie Tropic, zajmującej się importem i sprzedażą pirotechniki, koniec roku generuje 95 proc. obrotów. Mniejsi handlowcy w ogóle nie prowadzą takiej działalności poza sezonem.

— Handel pirotechniką jest działalnością dodatkową. Wykorzystujemy krótką, sezonową koniunkturę na ten asortyment. Interes dla nas kończy się wraz z Nowym Rokiem. Traktujemy to jako dodatkowy zastrzyk finansowy dla firmy — twierdzi Mirosław Kwapuliński, handlowiec i właściciel hurtowni materiałów pirotechnicznych.

Sezonowość rynku sprawiła, że nie rozwinęły się wyspecjalizowane sklepy tej branży. Fajerwerki można za to kupić praktycznie wszędzie. Sprzedaje się je na bazarach, w sklepach i hipermarketach.

Potrzebne koncesje

— Rynek psują drobni handlarze, którzy sprowadzają nie sprawdzony, tani towar. Niewiele ryzykują, stwarzając zagrożenie dla klientów. Przy okazji szkodzi to naszym interesom. Stąd też się biorą pomysły na wprowadzenie różnych zakazów — zauważa Mirosław Kwapuliński.

Według Roberta Głowackiego z firmy Tropic, znacznie większym zagrożeniem jest sprzedaż w hipermarketach.

— Postawiliśmy warunek, że nie można sprzedawać naszego towaru w systemie samoobsługowym. Każdy wypadek to gwóźdź do trumny naszej branży. Mało kto myśli, co się stanie, gdy jakiś wariat podpali takie stoisko w sklepie samoobsługowym — zastanawia się Robert Głowacki.

Wszyscy duzi sprzedawcy są zgodni, że należy wprowadzić jakieś formy koncesji na sprzedaż materiałów pirotechnicznych.

— Dla wyklarowania sytuacji prawnej na rynku powołaliśmy Stowarzyszenie Pirotechników. Chcemy wprowadzenia prawa, które dałoby nam możliwość spokojnego działania. Niestety, nie wykorzystano naszej oferty współuczestniczenia w przygotowaniu ustawy o broni i amunicji — skarży się Robert Głowacki.

Na razie branża zdana jest na różne zakazy wprowadzane przez administrację państwową i lokalną.

Rok przygotowań

— Okres świąteczny to tylko ten widoczny dla wszystkich czas naszej aktywności. Tak naprawdę przez wiele miesięcy musimy przygotowywać się do sezonu. Inwestujemy w coś, co przynosi dochody z dużym opóźnieniem. To bardzo duże ryzyko — mówi Robert Głowacki.

Eksporterzy tylko pozornie znajdują się w uśpieniu przez większą część roku. Część firm tej branży zajmuje się również organizowaniem pokazów ogni sztucznych. Wszyscy jednak przyznają, że stanowi to drobną część ich obrotów. Magdalena Osińska ocenia taką działalność na około 3 proc. całorocznych obrotów.

— Pokazy traktujemy raczej jako hobby. Co prawda, mamy trochę zamówień w tym miesiącu. W ciągu roku średnio przygotowujemy jeden pokaz w tygodniu. Zamawiają je głównie duże firmy. Trochę pokazów robimy na zamówienia gmin i osób prywatnych. Jednak trudno to porównywać z sezonem świątecznym, w którym sprzedajemy 60 kontenerów różnego asortymentu — przyznaje Robert Głowacki.

O perspektywach na przyszłość przedsiębiorcy z tej branży wypowiadają się bardzo rożnie. Na ogół nie wyrażają zbyt wielkiego entuzjazmu.

— Jest coraz gorzej. Przeszkadzają nam nie przemyślane zakazy administracyjne i nieuczciwa konkurencja — twierdzi Mirosław Kwapuliński.

Nadzieja 2000

— Konkurencja jest bardzo silna. Rynek zdominowało 6 -7 wielkich firm. My znajdujemy się wśród nich, więc dobrze sobie radzimy — twierdzą w michałowickiej hurtowni artykułów pirotechnicznych.

— Interes nie jest już taki dobry jak kilka lat temu. Była to wtedy nowość: handlowaliśmy od końca lata do wiosny. Trzeba jednak przyznać, że wszyscy z tej branży nastawiają się na obchody roku dwutysięcznego. Z pewnością następny sylwester rozkręci koniunkturę — podsumowuje Robert Głowacki.

ZMIANA MODY: Kilka lat temu sprzedawaliśmy rzeczy tanie, tzw. galanterię pirotechniczną. Teraz klienci wymagają drogich i efektownych fajerwerków — mówi Magdalena Osińska z hurtowni artykułów pirotechnicznych z Michałowic. fot. G. Zięba

UWAGA NA PIROMANÓW: W Polsce nikt nie robi atestów do akcesoriów pirotechnicznych. Powstają niebezpieczne sytuacje, bo ludzie chętnie kupują pirotechnikę o przesadnej mocy — uważa Robert Głowacki z firmy Tropic.

PRAWO OGNIA: Jeżeli odpalę fajerwerki na własnej działce, to działam zgodnie z prawem. Kiedy jednak przelecą one poza mój teren, mogę zostać ukarany mandatem. Nasze przepisy są absurdalne — skarży się Mirosław Kwapuliński, właściciel hurtowni z materiałami pirotechnicznymi. fot. G. Zięba