Fala spadków omija sektor spożywczy

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 2008-10-10 07:05

Firmy spożywcze mają swoje pięć minut. Indeks branżowy trzyma się mocno. Na więcej trzeba jeszcze zapracować.

Giełdowe tsunami zbiera żniwo. W ciągu trzech tygodni, gdy spadki przyspieszyły, główne polskie indeksy straciły po kilkanaście procent. Wszystkie subindeksy znalazły się pod kreską, niektóre zniżkowały nawet kilkadziesiąt procent. Najmocniej spadał wskaźnik WIG-Deweloperzy i niedawno utworzony WIG-Chemia. Najlepiej zachowywały się WIG-Telekomunikacja i WIG-Spożywczy.

Nie wszyscy błysną
Szczególnie dużym zaskoczeniem jest silna pozycja te- go ostatniego sektora, który wcześniej radził sobie najgorzej. Teraz, gdy coraz częściej mówi się, że polska gospodarka także zwolni, wraca do łask.

— Sektor spożywczy bardzo długo był odstawiony przez inwestorów na boczny tor. Teraz niepewność i lęk o spowolnienie gospodarcze każe im szukać bezpiecznych branż. Taką może być właśnie spożywcza, która nie powinna ucierpieć tak bardzo na ewentualnych turbulencjach gospodarczych — mówi Wojciech Szymon Kowalski, analityk Biura Analiz i Koniunktur WS Kowalski.

Analitycy zalecają jednak selektywne podejście do spółek z tego sektora, mimo że jest mocno przeceniony.

— Większość spółek z branży spożywczej jest notowana poniżej wartości księgowej. Ale przestrzegam przed pochopnym podejmowaniem decyzji inwestycyjnych. Część przedstawicieli tej branży w związku z przeprowadzaniem procesów akwizycyjnych jest mocno zadłużona — ostrzega Artur Iwański, analityk Erste Securities.

 Hoop ciągnie indeks
Lokomotywą indeksu WIG-Spożywczy jest Hoop. Kurs producenta napojów skoczył tylko na jednej sesji o ponad 40 proc., gdy wezwanie na akcje spółki ogłosił Enterprise Investors. Powody do zadowolenia mają także inni przedstawiciele branży. Mimo że w ostatnich dniach na giełdzie dominowały spadki, to kilka spółek spożywczych zdoła- ło wyraźnie odbić się od lokalnego dna. Wśród nich były  Graal,  Ambra czy  Jutrzenka.

Większe zainteresowanie branżą częściowo wynika z jej sezonowego charakteru. Właśnie rozpoczął się IV kwartał, uznawany w branży spożywczej za tradycyjnie najlepszy w całym roku. Pojawiła się szansa na poprawę wyników. W minionych kwartałach branża spożywcza raczej rozczarowywała. Niekorzystne relacje na rynku surowców spożywczych i rosnące koszty pracy obniżały rentowność firm. Problemem jest też siadająca sprzedaż detaliczna. Z danych GUS wynika, że w sierpniu w tym sektorze zanotowano spadek o 1,6 proc. W tym samym czasie ogólna sprzedaż detaliczna wzrosła o 7,7 proc. Tak kiepskiej sprzedaży branża spożywcza nie miała jeszcze w tym toku.

— Problemy ze sprzedażą odczuwamy od początku roku. Nie tylko my, inne firmy także. Wpływ na to mają podwyżki, które trzeba było wprowadzić w związku z drożejącymi surowcami i wyższymi kosztami pracy. Klienci też bardziej racjonalnie podchodzą do wydatków — mówi Marek Piątkowski, prezes  Mispolu.

— Nie odczuwamy spadku sprzedaży, ale mamy sygnały z innych firm, że sierpień był słaby. Spore spadki zanotowały sieci, które uznawane są za papierek lakmusowy dla branży spożywczej. Słabsze dane mogą być zwiastunem spowolnienia gospodarczego czy nawet recesji. Mogą mieć też charak- ter incydentalny, wynikający z chwilowej słabości rynku, bo we wrześniu zauważyliśmy już pewne odbicie — zaznacza Marek Moczulski, prezes Mieszka.

Jeśli sierpniowa wpadka nie była przypadkowa, to branżę spożywczą czeka ostra selekcja. Byłoby to korzystne dla dużych przedstawicieli sektora notowanych na giełdzie. Największe problemy mieliby najmniejsi.

— Dochodzą do mnie głosy od dostawców, że wiele małych zakładów, zajmujących się przetwórstwem mięsa, ma duże kłopoty z płynnością. To może być dla nich początek selekcji. Proces ten może trwać 3-5 lat i doprowadzić do tego, że z rzeszy ponad 3 tys. zakładów przetwarzających mięso pozostanie 1100. Taki proces jest nieunikniony. Tak rozdrobniony sektor w Polsce to unikat na skalę światową — podsumowuje Piotr Kulikowski, prezes  Indykpolu.