Fala zwolnień w towarzystwach ubezpieczeniowych

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2016-03-23 22:00

Generali chce pożegnać nawet 300 osób. W styczniu kadrowe cięcia ogłosił Allianz, a szykuje się do nich PZU

Po bankach, które ostro cięły zatrudnienie w ubiegłym roku, fala zwolnień dotarła do ubezpieczycieli. Najpierw pod koniec stycznia plan zwolnienia 250-300 pracowników ogłosił Allianz Polska. Wczoraj w jego ślady poszło Generali. Ubezpieczyciel zamierza odchudzić polskie spółki o maksymalnie 300 pracowników.

NIE MA WYJŚCIA:
NIE MA WYJŚCIA:
Andrea Simoncelli przyszedł do polskiego Generali, by poprawić wyniki towarzystwa. Prezes jest pewny, że po restrukturyzacyjnych zmianach towarzystwo stanie się „bardziej konkurencyjne”.
ARC

— Musieliśmy podjąć bolesną decyzję o redukcji kosztów przez zmniejszenie zatrudnienia — mówi Andrea Simoncelli, szef Generali w Polsce.

Według niego, powodem jest zła sytuacja na rynku. Tłumaczy, że takie wydarzenia jak wzrost wypłat ze szkód osobowych, zmieniające się regulacje i wojna cenowa miały negatywny wpływ na wszystkie towarzystwa działające nad Wisłą. Zwolnienia w Generali nie są zaskoczeniem. Firma jest jedynym dużym ubezpieczycielem, który jeszcze nie opublikował wyników za 2015 r. Powód jest prozaiczny: nie ma w nich nic, czym mógłby się pochwalić. Strata ubezpieczyciela w ubiegłym roku przekroczyła 200 mln zł. Fatalne wyniki finansowe doprowadziły w październiku do zmian w zarządzie Generali. Wówczas Roberta Sokołowskiego zastąpił ściągnięty z Serbii Andrea Simoncelli. Dla polskiego Generali, w którym zwolnienia mają potrwać do końca roku, będzie to drugie, kadrowe trzęsienie w ciągu dwóch lat. Kiedy na początku 2014 r. władzę w grupie przejął Robert Sokołowski (wcześniej kierował kupioną przez Włochów Proamą), zdecydował o wymianie kadr. W efekcie z Generali odeszła spora część pracowników z długim stażem. Zostali zastąpieni przez tzw. świeżą krew. Allianz i Generali nie są jedynymi zakładami, które będą zwalniać pracowników. Zaledwie dwa tygodnie temu Michał Krupiński, nowy prezes PZU, ogłosił plan cięcia kosztów w spółce. W ten sposób lider rynku zamierza poradzić sobie z problemem spadającej rentowności. W ubiegłymroku po raz pierwszy w giełdowej historii giganta wskaźnik ROE (zwrotu na kapitale) spadł poniżej 20 proc. Nieoficjalnie przedstawiciele PZU przyznają, że spółkę czekają zwolnienia. Ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, ale według naszych ustaleń pracę może stracić nawet 400 osób. Należy przy tym pamiętać, że PZU jest znacząco większą firmą niż Generali i Allianz.

— Obecnie nic nie wiemy na temat potencjalnych zwolnień w PZU — mówi Joanna Ratajczyk, szefowa NSZZ Solidarności w PZU.

Zwolnienia w giełdowym ubezpieczycielu na pewno będą niewygodnym tematem, bo związki zawodowe poparły PiS w ubiegłorocznych wyborach. Władze ubezpieczyciela będą musiały przekonać związkowców, że oszczędności są potrzebne. Mogą to zrobić np. przywracając zakładowy układ zbiorowy pracy, który został wypowiedziany cztery lata temu przez poprzednie władze PZU. Rozmowy w tej sprawie miały ruszyć w tym tygodniu. Nasi rozmówcy z rynku ubezpieczeniowego jako kolejnego kandydata do przeprowadzenia kadrowych cięć wskazują AXA. W ostatnim czasie francuski ubezpieczyciel przejął BRE Ubezpieczenia i Liberty Direct. Czeka go trudne zadanie — musi poukładać wszystkie polskie aktywa.

Tym bardziej że Komisja Nadzoru Finansowego oczekuje skonsolidowania firm pod jednym dachem. Dlatego też właśnie tutaj może dojść do największych zwolnień na rynku. Według najbardziej radykalnego scenariusza, który można usłyszeć w branży, pracę ma stracić nawet 500 pracowników.

— Nasze firmy są komplementarne pod względem oferty i kanałów sprzedaży, więc głównym celem integracji będzie rozwój komercyjny — mówi Aleksandra Leszczyńska, rzecznik prasowy AXA Polska.