Farmazony o inwestycjach alternatywnych

Weronika A. Kosmala
20-05-2018, 22:00

Ile to roboty, rozbryzgać trochę niebieskiej farby i podpisać jako bezkres morza — powątpiewa Kowalski. I słusznie, bo inwestycje alternatywne toną w oceanie bajek.

1. Picasso nie może być tańszy od Kossaka

Zobacz więcej

OGARY POSZŁY W LAS:: „Polowanie w śnieżnej zamieci” magnetyzuje czerwoną sygnaturą Wojciecha Kossaka — mimo że cena wywoławcza wynosiła 90 tys. zł, ubiegłoroczna licytacja w Agrze-Art zakończyła się na 305 tys. zł. Fot.agra-art

Słotna scena polowania z wiatrem tańcującym w końskiej grzywie została wylicytowana w ubiegłym roku do 305 tys. zł. Prawie metrowy obraz w suto wyzłoconej ramie jest olejny, a jego autorem już w domyśle Wojciech Kossak — przykład tym jaskrawszy w zestawieniu z dorobkiem Picassa, że droższy ponad 40 razy. Zarówno na lokalnym, jak i światowym rynku sztuki istotne jest rozgraniczenie na media, dlatego, mimo że kanciaste malarstwo hiszpańskiego autora może być warte nawet 160 mln USD (582 mln zł), jego jeździec na koniu ma spodziewaną stawkę do 2 tys. USD (7,3 tys. zł), bo to pikador zdobiący talerz. Obszerne edycje ceramicznych naczyń potrafią nie mieć nawet sygnatury Picassa, ale oficjalnie są jego dziełami — trudno się spodziewać, żeby gwałtownie zdrożały, ale na półce akcesoriów kuchennych dryfują między cenami blenderów i kawiarek.

2. Jestem jak wino— im starszy, tym lepszy

Jeśli już chcemy sobie dodać animuszu, dobrze doprecyzować,o jakie wino chodzi, bo zdecydowaną większość obiegu stanowią trunki bez potencjału starzenia — stołowe. Opieranie się ponurym prawom przemijania jest więc podstawowym warunkiem, żeby w ogóle rozważać inwestycję, niezależnie od tego, w jakim terminie przewiduje się odsprzedaż.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, wina, którym można pozwolić zakurzyć się w piwnicy, stanowią zaledwie ciemną kropelkę w zaróżowionym morzu podaży, która po paru latach będzie już nie do wypicia. Kropelkę ciemną, bo nasyconą taninami, chociaż to również upraszczanie sprawy — związki zawarte w najlepszych gronach istotnie odpowiadają za godniejszą starość trunku, ale dla potencjału dojrzewania ważna jest też proporcja kwasów i cukrów, a także sam proces winifikacji. Na jednym biegunie grona zrywane są z delikatnością łapania motyli, na drugim gałązki łamie kombajn, a zamiast rozdętych beczek do dojrzewania są wióry — aromat do dosypania, identyczny z naturalnym.

3. Porsche proszę, byle droższe

Nie ma lokat z gwarancją, jeśli o szansach na jakikolwiek zwrot decyduje nieprzebrany ogrom czynników, pojawiających się w różnych momentach i znów wsuwających pod kołdrę mgły. W ciągu kilkuletniego okresu inwestycji w auto czy dzieło wydarzyć może się sporo, zarówno na rynku danego dobra, jak na ścianie gabinetu czy na drodze.Kiedy nastawiamy się na zakup z myślą o intratnej odsprzedaży, przede wszystkim nie powinniśmy decydować się na inwestycję przy cenie, która jest aż krzycząco zawyżona — jeśli oferent zapewnia nas, że w ostatnim miesiącu trend podskoczył jak oparzony, trzeba się zastanowić, czy wybryk nie jest czasem chwilowy. Takich wybojów na liniach średnich cen samochodów jest sporo, podobnie jak wykresów karnie opadających, przed którymi nie uchroni nas nawet logo z wierzgającym koniem. Porsche tak lubi się przecież ścigać, że jest już bliżej początku niechlubnego zestawienia aut z obniżającymi się cenami — jak podaje Jeff Peek w kwietniowym podsumowaniu Hagerty, model 911 Carrera Turbo 930 dał się minąć tylko czterem rywalom. Przez cały 2015 r. zdrożał ponad 190 proc. w stanie dobrym, czyli nie bez pyłku, ale też bez usterek wytykanych palcami — obecnie kosztuje przeciętnie 161 tys. USD (586 tys. zł), czyli 17 proc. mniej, bo od szczytu cena ześlizgiwała się już jak po stoku świeżo wyprasowanym przez ratrak.

4. Whisky tylko z prospektem

W przeciwieństwie do rynku kapitałowego, dla inwestycyjnej whisky trudno o lepszą rekomendację niż upadłość destylarni. Wbrew pozorom, zamiast zamierać w ciszy, rynek wtórny ożywia się, kiedy grube mury szkockich zabudowań zaczynają się wyludniać — osamotnione zostają w nich tylko beczki z whisky, której jeszcze nie zabutelkowano.

W myśl zasady, że nic tak nie podsyca popytu, jak żałośnie ograniczona podaż, dopisek „silent distillery” tylko podnosi stawki za wypuszczane na wygłodniały rynek wąskie edycje. O tym, jak istotna jest ta reguła dla inwestorów, świadczy nawet burza z piorunami, jaką rozpętała wiadomość o planach na przywrócenie produkcji Port Ellen. Destylarnia zamknięta na zamglonej szkockiej wyspie Islay w latach 80. uchodziła dotychczas za właściwy przykład rynkowego mechanizmu, dlatego zgłaszana przez kolekcjonerów obawa dotyczy ewentualnego spadku cen starych butelek — niepokój tli się jednak na dalszym horyzoncie, bo przecież jeśli młoda Port Ellen miałaby zasłużyć na swoją etykietę, poczeka pewnie dekadę w beczce.

5. Bryzg nad krzywym fotelikiem

Stół z powyłamywanymi nogami, do niego krzesło przywodzące na myśl kłopoty z kręgosłupem, a nad aranżacją obraz nieskażony mozolną malarską pracą — gładki, niebieski prostokąt na szarym tle. Mimo że każdy z elementów można błyskawicznie wykpić, ramy przykładowego abstrakcyjnego dzieła są bardzo pojemne, bo zmieszczą i wczesne, wartościowe prace awangardzisty, i impresje całkowicie współczesne, zakleszczone w przedziale 1-1,5 tys. zł.

Autora takiego prostokąta, mdłego morza czy czystego nieba można jednak prześledzić nawet w wyszukiwarce — znacznie trudniej bywa z meblami, bo krajowy rynek dizajnu dopiero się przebudza, pokasłując od kurzu zalegającego w składach z antykami. Intuicyjnie nie postawilibyśmy gorącego, ociekającego kawą kubka na wiekowym, zdobionym masą perłową stoliczku, mimo że jako inwestycja mógłby być daleko w tyle za biurkiem tak prostym, że doszukiwanie się jakiegoś wizualnego wyróżnika przyprawiłoby o ból oczu. Na światowym rynku rzemiosła wykształcił się już bardzo wysoki popyt na wczesne egzemplarze i prototypy, dlatego, oprócz głębokich barokowych szaf i wyzłoconych konsolek, gorączkowo licytowane są meble aż nieprzyzwoicie zwykłe. Pytanie, w jakim tempie krajowy rynek do tego dojrzewa, pozostaje otwarte — możemy albo rozwinąć bukiet, albo stracić smak, jak wino bez potencjału, które za długo czekało do świątecznego obiadu.

 

 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Farmazony o inwestycjach alternatywnych