WIG20
otworzył dzisiejszą sesję z wysokiego pułapu i po wzroście o 1,56 proc. udało mu
się pokonać barierę 1700 pkt. Jednak już po kilku minutach było widać, że jego
dobre zachowanie w poprzednich dwóch dniach wyraźnie mu ciążyło. Próba obrony
rynku ze strony kupujących nie dała efektów i drogi, pomiędzy GPW a
najważniejszymi giełdami w Europie (tak jak ostatnio staje się regułą), ponownie
się rozeszły. Atmosferę na naszym parkiecie psuł narastający konflikt pomiędzy
bankami a firmami, które zaangażowały się w opcje walutowe. Dzisiaj do
kontrataku przeszły Millennium i BZ WBK, twierdząc, że to one czują się oszukane
przez klientów.
Słabość warszawskich byków z całą konsekwencją wykorzystały niedźwiedzie, którym udało się rozmontować szyki obronne popytu i nasz najważniejszy indeks przejął mało zaszczytną rolę „czerwonej latarni”. Od samego początku potężne kłopoty stały się udziałem BRE Banku. Po ostrzeżeniu o kiepskich wynikach za IV kw. akcjonariusze otrzymali kolejną złą informację. Tym razem HSBC obniżył rekomendację dla tego banku do „niedoważaj”, zmniejszając jednocześnie jego cenę docelową aż o 41 proc. do 135 zł.
Bardzo słabo zachowywał się też sektor surowcowy. Mimo dzisiejszej, dobrej postawy europejskich gigantów paliwowych, mocna przecena dotknęła PKN Orlen i Lotos. Szczególnie gdańska firma wyraźnie popada w niełaskę przed zbliżającą się publikacją swojego raportu kwartalnego. Rynek coraz bardziej obawia się o wielkość strat, jaką może spowodować wycena jej zapasów ropy oraz rosnące koszty kredytów związane z realizacją programu 10+. Fatalnie zachowywały się walory KGHM. Panikę wśród akcjonariuszy wprowadziła informacja Reutersa, według której sam lubiński koncern szacuje, że jego tegoroczny zysk netto będzie prawdziwie symboliczny i wyniesie kilkadziesiąt mln zł.
Znacznie lepiej prezentowały się najważniejsze europejskie indeksy, ale euforia po wczorajszym, wysokim zamknięciu na Wall Street nie była i tam widoczna. Tak jak napisałem rano, do trwalszego dźwignięcia cen akcji potrzebne jest paliwo w postaci dobrych raportów spółek z naszego kontynentu. Co prawda wczoraj Ericsson zaskoczył pozytywnie, ale dzisiejsze symboliczne zyski Fiata i spadek rezultatów Nokii aż o 69 proc., wsparte utratą rynku przez fiński koncern, nie mogły wzbudzić zadowolenia u inwestorów.
Po południu na giełdy dotarły kiepskie informacje z amerykańskiego rynku nieruchomości. Liczba rozpoczętych budów okazała się znacznie gorsza od szacunków i wyniosła 550 tys. To najniższy poziom od czasu publikacji tego wskaźnika w 1959 r. Całości słabych danych makroekonomicznych dopełniła liczba tzw. nowych bezrobotnych. Ekonomiści prognozowali, że wyniesie ona 543 tys. Okazała się wyraźnie wyższa-589 tys.
Fatalne dane makro z USA oraz rozczarowujący raport Microsoft, uskrzydliły sprzedających na warszawskim parkiecie. Tempo przeceny nabrało takich rozmiarów, że chwilami przypominało panikę. Dopiero mobilizacja strony popytowej w ostatnich minutach zminimalizowała rozmiary strat. Ostatecznie WIG20 okazał się najsłabszym indeksem w Europie i opadł o 3,51 proc. Jedyną firmą na tym firmamencie czerwieni, która oparła się spadkom okazał się PGNiG. Na drugim biegunie znalazł się BRE Bank i KGHM. Nieco lepiej wypadły dzisiaj średnie i małe spółki, ale nadal podążają niezachwianym mocnym kursem na południe, nie potrafiąc znaleźć żadnej linii oporu.
Jutro głównym wydarzeniem dnia będzie raport kwartalny General Electric.
Amerykański konglomerat, działający w kilkunastu branżach, jest uważany za tzw.
„ gospodarkę w pigułce” i najlepiej odzwierciedla jej stan. Analitycy
spodziewają się spadku zysku tej firmy o blisko połowę. Warszawscy inwestorzy
jednak nadal obawiać się będą, że bez względu na otoczenie WIG20 wybierze własną
ścieżkę.