Fikcja rozgrywki absolutoryjnej

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2014-07-24 00:00

Każdego roku na lipcowym posiedzeniu Sejmu, zwykle ostatnim przed przerwą wakacyjną, odbywa się przedziwne misterium.

Izba rozpatruje rządowe sprawozdanie z wykonania budżetu państwa za poprzedni rok kalendarzowy — wraz z oceną dokonaną przez Najwyższą Izbę Kontroli (NIK) — oraz podejmuje uchwałę w przedmiocie absolutorium dla Rady Ministrów. Od początku III RP działa tu koalicyjno-opozycyjny automat. Przykładowo rok temu absolutorium przeszło 240:210, przy 10 posłach nieobecnych, a wynik w piątek będzie się różnił może o kilka głosów. Stanie się kopią niedawnego głosowania nad wotum zaufania dla rządu czy też — oczywiście po odwróceniu głosów za/przeciw — wotum nieufności wobec szefa MSW.

FOT. MW
FOT. MW
None
None

Przedziwność procedury absolutoryjnej nie wynika jednak z sejmowej arytmetyki. Ani też z kuriozalnej sytuacji trafiającej się raz na kilka lat, gdy pod koniec poprzedniego roku nastąpiła zmiana rządu i w lipcu nowa ekipa z urzędu… broni budżetu wykonanego tak naprawdę przez pozbawionych władzy poprzedników. Zdumiewa inna okoliczność — otóż możliwe czysto hipotetyczne, ale jednak możliwe, podjęcie przez Sejm uchwały o odmowie udzielenia Radzie Ministrów absolutorium nie niesie żadnych następstw prawnych! Po prostu ojcowie Konstytucji RP z 1997 r. mówiąc A, zapomnieli dodać B. Czemu zatem służy taka fikcyjna norma konstytucyjna? Wyłącznie dobremu samopoczuciu ekipy obecnie trzymającej rządowe stery.

Bezkarność rządu za nawet najgorsze wykonanie budżetu jest paradoksem wobec bardzo ostrej sankcji za spóźnienie jego uchwalenia. Jeśli prezydent do końca stycznia nie ma na biurku ukończonej ustawy (przy założeniu, że rząd wniósł projekt do końca września), to może od ręki skrócić kadencję parlamentu. W styczniu 2006 r., na samym początku kadencji Lecha Kaczyńskiego, taka plotka obiegająca przez kilkanaście godzin stolicę zdążyła ostro osłabić złotego… Notabene w innych obszarach władzy nieudzielenie absolutorium ma znaczenie. W jednostkach samorządu terytorialnego może uruchomić procedurę odwołania wójta/burmistrza (w referendum) czy zarządu powiatu/województwa (uchwałą rady/sejmiku). Jeszcze ostrzej postawione jest to w spółkach prawa handlowego, gdzie brak absolutorium praktycznie równa się odwołaniu członka organu spółki.

Debata Sejmu nad wykonaniem budżetu oczywiście jest ważna i konieczna. Zwłaszcza że towarzyszy jej sprawozdanie Narodowego Banku Polskiego z realizacji polityki pieniężnej oraz problemowe sprawozdanie NIK. Niestety, jest zbyt skażona schematem rozgrywek koalicji z opozycją, aby przyniosła pożytek. Czy np. władza obecna/przyszła wyciągnie wnioski ze stwierdzenia NIK, że w 2013 r. nastąpiło w Polsce załamanie się wpływów podatkowych, zwłaszcza z VAT, a urzędy kontroli skarbowej ujawniły wzrost fikcyjnych transakcji gospodarczych? Paranoją innego typu, niezmienną od akcesji Polski do Unii Europejskiej, jest okoliczność, że ogromne pieniądze unijne wpływające do Polski nie stają się z mocy prawa obligatoryjną częścią budżetu państwa, a ich uwzględnienie zależy od uznaniowej decyzji ministra finansów. Warunki dla kreatywnej księgowości budżetowej pozostają wprost nieograniczone…