Fikcyjne sklepy internetowe - instrukcja obrony

Rozmawiał Łukasz Ostruszka
07-09-2018, 20:08

Przelewy jako jedyna forma płatności, brak namiarów w stopce kontaktowej i podejrzane opinie - takie sygnały powinny włączać w naszej głowie bezpieczniki. Gabriel Gatner, prawnik pasjonujący się sprawami bezpieczeństwa internetowego i założyciel serwisu Legalniewsieci.pl radzi, jak nie pozbyć się w sieci swojego portfela.

ŁUKASZ OSTRUSZKA: Jako prawnik zajmujesz się kwestiami legalności w sieci, ale odpowiadając z czystym sumieniem: naprawdę miałeś zawsze wszystko z legalnego źródła? Nigdy nie zdarzyło Ci się zejść na złą stronę? 

Zespół Legalniewsieci.pl – od lewej Mirosław Dyka, Marcin Drzazga i Gabriel Gatner
Wyświetl galerię [1/2]

Zespół Legalniewsieci.pl – od lewej Mirosław Dyka, Marcin Drzazga i Gabriel Gatner

ARC

GABRIEL GATNER*: To doświadczenie chyba każdego z młodych lat, jakaś wymiana płyt, plików, które pochodziły z niewiadomego źródła. Pamiętam, że podstawowym problemem było załatwienie sobie Office’a. To był podstawowy produkt, który krążył w szkole. Przypominam sobie też zgrywanie „Mortal Kombat” z taśm wideo.  

To w którym momencie postanowiłeś, że warto wnikliwie sprawdzać co jest legalne? 

Skończyłem studia i znajomy, który tworzy oprogramowanie do sklepów internetowych powiedział, że jest olbrzymi problem z regulaminami i zabezpieczeniami w sieci. Stworzyłem więc stronę legalniewsieci.pl, co miało być dodatkową odnogą kancelarii prawnej i jakimś nowym źródłem zysków. Dla mnie to miała być formą dorobienia sobie na pokrycie kosztów aplikacji adwokackiej. Podpinamy pod to szeroką tematykę związaną z prawną obsługą tego, co robimy w sieci. Poprzedni rok pokazał, że to potrzebne narzędzie.  

Co takiego się stało? 

Zaczęło się pojawiać coraz więcej czegoś co nazywamy „weekendowymi sklepami internetowymi”. Ktoś zakłada fikcyjny sklep kusząc promocjami. Pobiera opłaty od klientów za towary, których nigdy nie wysyła, bo po weekendzie sklepu już nie ma. Klienci zostają bez pieniędzy. Otrzymujemy zgłoszenie o takim sklepie, sprawdzamy sprawę i publikujemy artykuły o tym, które mają być przestrogą. Informujemy też o wirusach, które przychodzą na maile i blokują komputery. Ludzie często pobierają coś nie wiedząc do końca, że to nielegalne, jak na przykład torrenty.  

Nie żartuj. Przecież to oczywiste, że torrenty nie mają legalne źródła? 

Niby tak, ale ludzie czasem nie zdają sobie z tego sprawy. Jeśli udostępniają pliki, to nie może być mowy o dozwolonym użytku.  

Wymień proszę kilka największych zagrożeń dotyczących legalności. Na czym zwykły człowiek może wpaść? 

Przede wszystkim fałszywe sklepy, które są stratą pieniędzy. Po drugie maile z wirusami, które blokują dostęp do komputera i wymagają opłat w bitcoinach. To duże zagrożenie szczególnie dla małych i średnich przedsiębiorstw, które nie szkolą swoich pracowników. Po trzecie, pobieranie aplikacji z niepewnych źródeł, bo mogą narazić nas na niebezpieczeństwo utraty danych potrzebnych do logowania w banku. Ludzie sporo do nas piszą.  

I co robicie? 

Staramy się pomagać i radzić, choć zdaję sobie sprawę, że nie mamy wiedzy technicznej, jesteśmy tylko prawnikami.  

Ile macie tych zgłoszeń o fałszywych sklepach? 

Teraz jest jeszcze sezon letni, więc notujemy spadek zgłoszeń, ale w okresie przedświątecznym, czy przy okazji „Black Friday” mamy 100-200 takich zgłoszeń miesięcznie.  

Wszystkie sprawy weryfikujecie? 

Staramy się to robić i szybko publikować informację ostrzegającą przed takim adresem.  

W jaki sposób przebiega taka weryfikacja? 

Testujemy cały proces zakupowy. Jeśli jedyną opcją zapłaty jest przelew bankowy, to na 90 proc. mamy do czynienia z fałszywym sklepem i oszustwem. Sprawdzamy kiedy została zarejestrowana domena, gdzie cały sklep jest internetowo „zaparkowany”. Czytamy regulamin o ile w ogóle coś takiego tam istnieje.  

To jak może się obronić przed takimi przekrętami zwykły internauta. Przecież nie każdy ma świadomość zagrożeń. Masz jakieś rady? Na co zwrócić uwagę?  

Przelewy bankowe jako jedyna, wyłączna forma płatności zawsze muszą włączyć bezpiecznik w głowie. Warto zerknąć na informacje kontaktowe, bo zwykle w przypadku fałszywych sklepów telefony nie odpowiadają, albo włączają się jakieś dziwne automaty. Trzeba też porównać ceny z tymi obowiązującymi na rynku. Jeśli cena jest podejrzanie niska, to po prostu musi w naszych głowach zacząć wyć sygnał alarmowy. Konieczne jest też sprawdzenie opinii, choć sklepy w tym przypadku mogą oszukać klientów. Czasem piszą sobie opinie same, a czasem kupują adres, którym przed laty posługiwał się jakiś sklep i w sieci są jeszcze dawne opinie klientów. Data publikacji opinii też więc może nam sporo powiedzieć.  

Pamiętasz najbardziej perfidne oszustwo w sieci, z którym się zetknąłeś?  

To zdecydowanie tworzenie fałszywych sklepów internetowych i to ciągle trwa, więc trudno stworzyć ranking perfidnych przypadków. Wszystkie takie są. Bywa, że złodzieje przygotują się naprawdę solidnie. Mają stronę sklepu, dobry regulamin, ale dodatkowo tworzą też osobną stronę z opiniami, przypominającą adresem te znane na rynku. To często weekendowe strzały. Zbierają 500 tys. złotych i znikają z sieci.  

Czy służby są wobec tego bezsilne? Policja nic nie może zrobić? 

Prawdę mówiąc wszyscy są bezsilni, bo w tym przypadku jedyną skuteczną obroną jest prewencja. Policja może działać na ogół już po fakcie, gdy zbiera tylko listy pokrzywdzonych i szuka śladów spółek zakładających sklepy. Pieniędzy już dawno nie ma, a ludzie stojący za przekrętem są trudni do namierzenia. To łatwy pieniądz. Zazwyczaj takie sklepy sprzedają sprzęt RTV/AGD lub luksusową odzież.  

Oferują produkty w cenach promocyjnych.  

Torebka warta tysiąc złotych nagle kosztuje 600 złotych. Bardzo często ktoś kupuje wtedy kilka sztuk. Był taki sklep, który oferował takie zniżki na torebki i mocno reklamował się adwordsami, więc ludzie widząc reklamę na wiarygodnych portalach dali się uwieść. Przy klikaniu w reklamy też trzeba uważać.  

Znam wielu wykształconych ludzi, którzy klikają na przykład w sensacyjne fake newsy na Facebooku i nie potrafią zweryfikować źródła.  

Oszuści często wykorzystują to do wzbudzania litości i zbierania środków na jakieś niby szczytne cele. Nie zapominajmy też o pewnym automatyzmie tego co robimy w sieci.  

Jakie są nasze szanse obrony w tej płynnej internetowej rzeczywistości.  

Moim zdaniem uratować może nas tylko solidna edukacja i prewencja. Sposoby oszukiwania się zmieniają, ale schemat w gruncie rzeczy jest ten sam. Po prostu nie możemy robić głupich rzeczy, dzielić się wrażliwymi informacjami i bez namysłu klikać w co popadnie. Takie podstawowe zasady powinny być wpajane od najmłodszych lat.  

Szkoła rzadko uczy tego dzieci, a rodzice sami często nie mają o tym pojęcia.  

To prawda, że niestety szkoła nie uczy tego efektywnie. Nie ma podstaw e-przedsiębiorczości. Ludzie wychodzą ze szkoły i często nie mają podstawowej wiedzy prawnej, więc pobierają byle jakie wzory z internetu. Brakuje też wymiaru praktycznego, wszystko jest przeładowane teorią.  

Tak sobie myślę, że łatwo nam narzekać, ale gdybyśmy stanęli przed uczniami i zaczęli im o tym opowiadać, to powiedzieliby nam, że to nuda.  

Stworzyliśmy postać Legalmena i chcemy w łagodnej, lekkiej, komiksowej formie informować o kwestiach legalności, czy nawet tego, co można publikować na Facebooku, a co lepiej zachować dla siebie. Legalmen wzorowany jest na postaci superbohatera. Jest naszym „brand hero”. Chcemy za jego pośrednictwem trafić nie tylko do dzieciaków, ale także 30-latków, którzy przecież wychowali się na komiksach.  

A może najlepszą lekcją jest uczenie się na swoich błędach? 

To brutalne, choć prawdziwe, ale chodzi też o to, żeby wyciągać właściwe wnioski ze swoich błędów, czy lekkomyślnego klikania.

*Gabriel Gatner - z wykształcenia prawnik, a od 2017 r. adwokat. Założyciel i właściciel serwisu legalniewsieci.pl, który od 2013 r. zapewnia prawną obsługę sklepów i serwisów internetowych. Pasjonat nowych technologii, zwłaszcza w jego prawnym ujęciu. 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Łukasz Ostruszka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / IT&Internet / Fikcyjne sklepy internetowe - instrukcja obrony