Nastrój narodowego pojednania wyparował bardzo szybko i sytuacja wróciła do normy. Rozpoczynające się dzisiaj posiedzenie Sejmu nareszcie rozpatrzy wniosek Prawa i Sprawiedliwości o skrócenie sejmowej kadencji. Według szefa klubu PiS, Przemysława Edgara Gosiewskiego, pracę parlamentu rozkładają codzienne ostre... filipinki. Szydercy z telewizji pastwili się nad posłem, stawiając tezę, iż źle zapamiętał obcy dla niego wyraz, bo chodzi mu o słowne filipiki. Tym samym się ośmieszyli i potwierdzili, że współtworzą „łże-elity”, albowiem poseł Gosiewski używa słowa właściwego — filipinki to granaty zaczepne, produkowane przez ruch oporu w okresie okupacji.
Od 18 marca, gdy prezes Jarosław Kaczyński zapowiedział wniosek, cała Polska i zagranica docieka, z jakiegoż to powodu wszechrządząca partia chce się dobrowolnie pozbawić władzy i wystawić na wyborczą poniewierkę. Dwa tygodnie wzajemnego obrzucania się „filipinkami” przez aktorów sceny politycznej nic nie wyjaśniło. Ba, sytuacja jeszcze się zagmatwała. Wystarczy zestawić najważniejsze zdanie uzasadnienia wniosku PiS: „Pakt stabilizacyjny stracił walor, jakim miało być zapewnienie trwałego poparcia dla inicjatyw ustawodawczych rządu i innych projektów ustaw w nim przewidzianych” — z oświadczeniem premiera Kazimierza Marcinkiewicza, które cytowaliśmy już wczoraj, ale które zasługuje na powtarzanie codziennie: „Mamy dosyć dogodną sytuację, bo parlament jest bardzo skłócony i w związku z tym najważniejsze sprawy, jakie są do wprowadzenia w Polsce, przechodzą bardzo łatwo”. Tak wygląda PiS-owska wersja filmu „Prawda przeciw prawdzie”.
Rozstrzygnięcie wniosku jest oczywiste, także dla jego inicjatora. Trawestując „Lokomotywę” Juliana Tuwima: żeby prezes Kaczyński nie wiem jak się wytężał, to nie udźwignie — taki to ciężar! Wojska IV Rzeczypospolitej dysponują zaledwie 156 własnymi szablami i nawet gdy przyjmą — z ogromnym obrzydzeniem, ale przyjmą — pomoc 55 SLD-owskich, to i tak do wymaganych 307 brakuje niemal setki. Wyborów 21 maja nie chce nie tylko PO, ale cała reszta Sejmu. Niewdzięcznicy — przecież PiS składa im niezwykle atrakcyjną ofertę: „Zagłosujcie za skróceniem kadencji, a w nagrodę nie wejdziecie do nowego Sejmu”.
Prawdziwym problemem, od dawna wywołującym lęki rynków i środowisk przedsiębiorców, jest — co dalej? To odrębny temat, najpierw musi się dopełnić los osamotnionego PiS-owskiego wniosku.