Film na giełdzie daleki od zysków

opublikowano: 10-04-2013, 00:00

Suche liczby pokazują, że na „Last Minute” nie spadnie deszcz pieniędzy. Widzowie nie dopisali, a inwestorzy przyznają, że z wielkiego ekranu pozostały im małe oczekiwania

W 2013 r. producent filmu „Last Minute” wyprodukuje trzy kolejne, niskobudżetowe filmy. Będzie to sequel „Last Minute” (tym razem w Kenii) oraz ekranizacja dwóch lektur szkolnych: „Małego Księcia” oraz „Zbrodni i kary”. Jednak na razie te projekty, jak i przyszłość Ent One zawisły w próżni. Powodem są dalekie od oczekiwań wyniki filmu „Last Minute”. Dotychczas dzieło, które przyczyniło się do zmiany na stanowisku prezesa GPW, obejrzało niecałe 160 tys. widzów. Przez ostatnie cztery tygodnie film obejrzało jedynie 20 tys., także dlatego, że komedia Patryka Vegi kończy właśnie swój żywot na ekranach kin. Jeśli więc poprawi frekwencyjny wynik, to najwyżej o kilka tysięcy.

Zobacz więcej

QUO VADIS, VEGA?: „Last Minute” nie okazał się kurą znoszącą złote jaja. Inwestorzy nie tryskają optymizmem, ale liczą na to, że nie pójdą z torbami. Marzy im się choć umiarkowany happy end, czyli odzyskanie zainwestowanych pieniędzy. [FOT. ARC]

Widzowie nie dopisali

Co nie zagrało w filmie Vegi? Na nie najlepsze recenzje nałożyła się branżowa zadyszka.

— To wynik dobry jak na tę porę roku i kryzys, jaki dopadł kina. Po prostu nie ma ciekawych pozycji do oglądania. Choć nie wykluczam, że skoro twórcy „Last Minute” oczekiwali wyższej frekwencji, to po prostu ich film nie spełnił oczekiwań widzów — uważa Tomasz Jagiełło, prezes sieci kin Helios. Tzw. box office, czyli przychody ze sprzedaży biletów na seanse egipskiej komedii, wyniosły dotychczas 3 mln zł. Tylko część tej kwoty trafi do Ent One, producenta i dystrybutora filmu. Już na starcie kina zabierają około 55 proc. kwoty od sprzedanego biletu. Oznacza to, że na razie spółka Patryka Vegi i Emila Stępnia może być pewna 1,3 mln zł przychodów. Tymczasem budżet na produkcję i dystrybucję filmu wyniósł niemal 5 mln zł. Na tę kwotę zrzuciło się przynajmniej kilkunastu inwestorów, niektórzy już dostali swoje, bo płacili np. za product placement. Ale większość inwestorów czeka na zyski w gotówce. Taka sytuacja dotyczy m.in. spółek z giełdy. Tu optymizm jakby się ostudził.

Inwestorzy nie liczą na wiele

Adam Osiński, prezes EBC Solicitors, które na film wyłożyło 50 tys. zł, chętnie porozmawia, ale nie o filmie, bo nie ma się czym chwalić. Sławomir Jarosz, prezes ABS Investment, którego spółki zainwestowały dziesiątki tysięcy złotych w film Vegi, wcześniej oczekiwał nawet 300 tys. widzów. Teraz przyznaje, że do tego wyniku dociągnąć będzie trudno.

— Nie jest rewelacyjnie, szacunki były inne. Jednak wciąż liczę, że zainwestowany kapitał wróci do nas z jakimś profitem. Jeśli tak się stanie, będę rozważał kolejne projekty z tej branży. Jeśli zaś nie zarobimy, to raczej nie będę więcej próbował — twierdzi Sławomir Jarosz. Budżet Ent One podreperuje się jeszcze w najbliższych kilku miesiącach, kiedy „Last Minute” trafi do dystrybucji w telewizji i na DVD. Jednak tu — jak twierdzą eksperci — fajerwerków nie należy się spodziewać.

— Film, który nie zrobił kariery w kinach, dostanie od telewizji za roczną licencję maksymalnie 80 tys. EUR, plus mniejsze kwoty za emisję na płatnych kanałach czy na VOD w sieci — tłumaczy Marcin Przasnyski, współwłaściciel Vodeon.pl, serwisu z wideo na życzenie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy