Firmowe waciki z NFZ

Marta Markiewicz
opublikowano: 05-07-2010, 00:00

Umowa z funduszem zdrowia (państwowym) jako forma promocji? To nie żart. To już zdarzyło się w Gdyni.

Prywatna służba zdrowia jest kosztowna. Kontrakty z funduszy publicznych wystarczają na... Na pewno nie kadrę.

Umowa z funduszem zdrowia (państwowym) jako forma promocji? To nie żart. To już zdarzyło się w Gdyni.

Orłowo, jedna z najspokojniejszych i najbardziej urokliwych dzielnic Gdyni. Stromy, klifowy brzeg, willa, w której tworzył Stefan Żeromski, i drewniane molo rozcinające wody Zatoki Gdańskiej. Gdy Andrzej Sokołowski, z wykształcenia lekarz chorób wewnętrznych, od 30 lat prowadzący prywatną praktykę, otwierał w gdyńskim Orłowie niepubliczny zakład rehabilitacyjny, miał w planach stworzenie najlepszej w Trójmieście placówki dostępnej dla wszystkich pacjentów. W 2006 r. w al. Zwycięstwa przy trzygwiazdkowym hotelu Kuracyjnym powstało Centrum Rehabilitacji i Odnowy Biologicznej.

— Do zakładu ściągnąłem dream team — najlepszą trójmiejską kadrę 26 terapeutów — mówi Andrzej Sokołowski.

Programy fizykoterapii, hydroterapii, nowoczesny sprzęt, najnowsze techniki i metody rehabilitacji, a do tego system ciągłego szkolenia i doskonalenia kadry. Ten, wydawać by się mogło, idealny plan zweryfikowało pierwszych 12 miesięcy kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ).

— Przez rok moi terapeuci pracowali na dwie zmiany, przyjmując dziennie do kilkuset pacjentów. Kontrakt, jaki otrzymaliśmy z wojewódzkiego oddziału NFZ, opiewał na 22,5 tys. zł miesięcznie, a część wykonywanych przez nas procedur była wyceniana na 1 lub 2 punkty: to jest 90 gr lub 1,8 zł — szacuje Andrzej Sokołowski, prezes orłowskiego centrum oraz Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych (OSSN).

Drzwi się nie zamykały...

— Jeden pacjent ubierał się po zabiegu, drugi był przyjmowany, trzeci czekał w szlafroku na swoją kolej. Na indywidualne podejście, szkolenia kadry czy wspólne omawianie postępów terapii i dalszego postępowania nie starczało nam już doby — mówi Andrzej Sokołowski.

Ostatecznie czas kontraktu zamknął ze stratą, a rok leczenia pacjentów w ramach kontraktu z NFZ potraktował jako inwestycję w... reklamę.

...VAT również

To wierna ilustracja kłopotów prywatnych inicjatyw. Ciągła niepewność długoterminowych kontraktów, niskie wyceny procedur i zerowe zachęty do prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych — to najistotniejsze kłopoty wskazywane przez przedsiębiorców oferujących prywatne usługi medyczne.

— Główną barierą rozwoju, obok kontraktów z NFZ, jest również ich wartość i długość. Nam, jako przedsiębiorcom, potrzebne są uczciwe umowy, które moglibyśmy podpisywać na przykład na pięć lat — wyjaśnia Andrzej Sokołowski.

Posiadając gwarancje publicznego płatnika podmioty działające w sektorze ochrony zdrowia będą na diametralnie innej pozycji w relacjach z instytucjami udzielającymi kredytów. Z praktyki wynika, że NFZ podpisuje umowy maksymalnie na 3 lata. Co roku szpitale muszą je odnawiać.

Według właścicieli prywatnych szpitali, w Polsce brakuje również zachęt do dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych.

— Dlaczego pracodawca nie może wpisać w koszty uzyskania przychodu wydatku na prywatne ubezpieczenie zdrowotne swojego pracownika? Odciąży to przecież i tak ledwo dyszący system publiczny, a jednocześnie silniej powiąże i pracodawcę, i pracownika — twierdzi Andrzej Sokołowski.

Niedawno przedsiębiorcy z sektora prywatnej ochrony zdrowia spotkali się z Maciejem Grabowskim, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów. Starali się przekonać resort do wprowadzenia w służbie zdrowia podatku VAT, by mogli również odliczać go przy okazji inwestycji w sprzęt medyczny czy rozbudowę obiektów. Efektów formalnych jeszcze nie widać, jednak przedstawiciele resortu wykazali zainteresowania problemem.

Prywatni = efektywni

Według dr. Maxa Ponseille, szefa Europejskiej Unii Szpitali Prywatnych (UEHP), prywatna służba zdrowia znacznie efektywniej dysponuje funduszami. Potwierdził to kryzys gospodarczy.

— Szpitale należące do prywatnych właścicieli musiały zweryfikować koszty podnosząc jakość wykonywanych usług — oceniał podczas I Kongresu UEHP w Paryżu szef UEHP.

Ponadto obok gwarancji wysokich standardów leczenia prywatne placówki stanowią o pozytywnej konkurencji z publicznymi szpitalami.

— Prywatny sektor ochrony zdrowia w Europie pełni funkcję drajwera zmian — podkreśla Piotr Gerber, prezes EMC Instytut Medyczny.

Większość nowych procedur, zarówno medycznych, jak i organizacyjnych, w pierwszej kolejności wprowadzają placówki niepubliczne. Mimo lepszej jakości usług prywatni przedsiębiorcy nie zawsze dostają kawałek z tortu NFZ.

— Z naszych szacunków wynika, że w szpitalach prywatnych w Polsce dysponujemy 5 proc. łóżek — mówi Piotr Gerber.

Według szacunków OSSN, finansowane w nich procedury z funduszy NFZ mieszczą się w widełkach 1,4-1,7 proc. wartości wszystkich kontraktów przyznawanych szpitalom.

A przecież według zaleceń Unii Europejskiej, co drugi szpital w krajach członkowskich powinien być zarządzany przez prywatnego właściciela. Tak jest m.in. we Francji, Hiszpanii czy na Cyprze, gdzie aż 53,2 proc. łóżek znajduje się w niepublicznych placówkach. Gros pacjentów leczy się tam bez dodatkowych opłat, korzystając z ubezpieczenia zdrowotnego.

Bezcenne zdrowie

Według szacunków firmy doradczej Frost Sullivan, wartość polskiego rynku prywatnej opieki medycznej w ubiegłym roku wyniosła 12,88 mld zł. Najbliższe lata okażą się jeszcze lepsze. Prognozy na 2014 r. mówią o już 20 mld zł. Wzrost poziomu życia, starzenie się społeczeństwa, przystępne ceny ubezpieczenia zdrowotnego oraz niezadowalający dostęp do publicznej służby zdrowia będą głównymi stymulatorami rozwoju. Na dynamikę wpłynie rosnąca popularność abonamentów, czyli pakietów usług w prywatnych przychodniach wykupywanych przez firmy dla pracowników w ramach tzw. świadczeń dodatkowych. W 2009 r. korzystało z nich około 1,5 mln Polaków.

23 304 299 000 zł

Tyle, według planu na 2010 r., NFZ przeznaczy

na świadczenia szpitalne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Markiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu