Firmy i konsumenci na dużych zakupach

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2023-12-04 20:00

Sprzedaż samochodów osobowych w Polsce rośnie w tempie ponad 20 proc. rocznie i jest na poziomie zbliżonym do tego sprzed pandemii. Rozumiem, że jest to w dużej mierze wynik poprawy podaży. Nie byłoby go jednak, gdyby nie rosnący popyt. Samochody nabywają głównie firmy, ale chęć na duże zakupy widać też wśród konsumentów. Skokowo wzrósł indeks obrazujący skłonność do poważniejszych wydatków.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Jesteśmy na ścieżce powrotu do półmilionowego wolumenu rynku samochodów osobowych w Polsce. W grudniu liczba rejestracji nowych aut tego typu wyniosła 41,7 tys., czyli 21,9 proc. więcej r/r – podał instytut Samar, powołując się na dane CEPiK. Na wykresie pokazuję dane wyrównane sezonowo. Jeżeli ten wolumen się utrzyma przez cały kolejny rok, to liczba rejestracji w 2024 r. przekroczy pół miliona. Do tej pory zdarzyło się to dwa razy: w 2018 i 2019 r.

Rosnąca liczba rejestracji aut jest elementem szerszego trendu rosnących inwestycji. Ok. 70 proc. samochodów kupują przedsiębiorstwa i jest to zakup środków trwałych. W całej gospodarce nakłady na środki trwałe rosną w tempie ponad 7 proc., dużo szybciej niż PKB i jest to jedno z najbardziej pozytywnych niespodzianek makroekonomicznych w tym roku. Powodów jest wiele: wysokie zyski z minionych kwartałów, odnawianie majątku po paru latach trudności z realizacją zamówień, transformacja energetyczna.

Do zakupów dóbr trwałych zaczynają prawdopodobnie dołączać konsumenci. Piszę „prawdopodobnie”, bo nie ma jeszcze twardych danych na potwierdzenie tej tezy, ale z badań ankietowych wynika, że skokowo rośnie skłonność do dokonywania dużych wydatków. Indeks GUS mierzący co miesiąc to zjawisko wzrósł w listopadzie o 5,8 pkt, co było największym miesięcznym wzrostem od maja 2020 r. To oznacza, że o tyle zwiększył się netto odsetek konsumentów wskazujących, że nadchodzący czas będzie odpowiedni na ważne zakupy.

Pytanie, skąd ten skok deklaracji zakupowych? Najprostszym wyjaśnieniem jest wysoki wzrost realnych wynagrodzeń, wynikający ze spadku inflacji. Dynamika w ciągu jednego miesiąca wskazuje jednak, że może też chodzić o zapowiedzi nowego rządu związane z podwyżkami płac w budżetówce. Ten punkt znalazł się w umowie koalicyjnej Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Lewicy. Nie wykluczone, że setki tysięcy ludzi oczekują na wyraźną poprawę wynagrodzeń. Na to wszystko nakłada się nadchodząca podwyżka 800+, która doda ok. 20 mld zł do wydatków konsumpcyjnych (w przybliżeniu 1 proc. rocznej konsumpcji).

Rysuje nam się zatem obraz szybko odradzającego się popytu w gospodarce. To oczywiście optymistyczne zjawisko. Są na nim dwie rysy. Przede wszystkim - nasza gospodarka jest mocno oparta na eksporcie i nie dozna trwałego ożywienia bez poprawy perspektyw sprzedaży zagranicznej. Na rynkach zachodnich popyt wygląda natomiast dużo słabiej. Druga kwestia to ryzyko inflacyjne. Czy damy radę obniżyć inflację zgodnie z planem NBP, czyli do niecałych 5 proc. za rok i niecałych 4 proc. za dwa lata, gdy popyt się znacząco odbuduje? Widzę oczywiście taką możliwość, jeżeli okaże się, że cały wstrząs inflacyjny ostatnich lat był wyłącznie zjawiskiem podażowym. Spadek inflacji i szybki wzrost PKB mogą wtedy jak najbardziej iść w parze. Jeśli jednak popyt będzie bardzo mocny, to spadkowa ścieżka inflacji nie będzie łatwa do utrzymania.