Firmy mogą pójść w kamasze

  • Jacek Kowalczyk
06-11-2014, 00:00

Rząd zapłacił przedsiębiorstwom 680 mln zł, żeby były gotowe na wypadek wojny. Bronić granic będą m.in. Zygmunt Solorz-Żak, Jerzy Starak i Zbigniew Jakubas

Na ten temat nikt nie ma nic do powiedzenia. Zarówno urzędnicy ministerstw, jak i przedsiębiorcy, słysząc pytanie dziennikarza o rządowy Program Mobilizacji Gospodarki (PMG), nabierają zwykle wody w usta i ucinają rozmowę.

WOJENNE PPP:
Wyświetl galerię [1/2]

WOJENNE PPP:

Głównym dowodzącym PMG jest Tomasz Siemoniak, wicepremier i minister obrony narodowej. Oprócz resortu obrony w program zaangażowanych jest kilka innych ministerstw: gospodarki, zdrowia, skarbu państwa, infrastruktury i rozwoju oraz administracji i cyfryzacji. Każde z nich nadzoruje grupę firm i podpisuje z nimi umowy. Marek Wiśniewski

— Nie możemy nic powiedzieć, te umowy są tajne — niemal identycznie brzmiącą odpowiedź uzyskaliśmy w ostatnich dniach od ponad 20 rozmówców.

Choć w program zaangażowane są ogromne kwoty — na konta firm trafiło z budżetu państwa już prawie 700 mln zł dotacji — to rząd robi, co może, żeby o PMG było jak najciszej. Trudno się zresztą dziwić, chodzi o bezpieczeństwo kraju.

Wszystkie ręce na pokład

PMG wystartował na dobre w 2008 r. Zakłada, że firmy działające w Polsce powinny w miarę możliwości wspierać państwo na wypadek wojny. Na okoliczność konfliktu zbrojnego muszą być stale przygotowane. Rząd co roku specjalnym rozporządzeniem wskazuje przedsiębiorstwa strategiczne z punktu widzenia obronności kraju, które mają obowiązek włączyć się do programu. Obecnie na liście jest 177 takich firm. Wbrew pozorom, nie są to tylko przedsiębiorstwa z branży zbrojeniowej, ale też z branż, które — na pierwszy rzut oka — z wojną mają niewiele wspólnego, np. spółki farmaceutyczne, budowlane, medialne, telekomunikacyjne, transportowe czy paliwowe. Słowem — wszystkie, które mogą pomóc rządowi i wojsku, gdyby trzeba było bronić polskich granic lub odpierać ataki terrorystyczne. Co może zrobić firma farmaceutyczna? Dostarczać do szpitali polowych leki dla żołnierzy i cywilów. Jak może pomóc agencja outdoorowa? Kolportować informacje wśród cywili. Do niedawna program był przez ministerstwa i przedsiębiorców traktowany jako kaprys generałów z Ministerstwa Obrony Narodowej. W ostatnich miesiącach, od wybuchu wojny na Ukrainie, PMG nabrał jednak szczególnego znaczenia. Jak dowiedział się „PB”, niektóre ministerstwa ostatnio przeprowadziły audytw nadzorowanych przedsiębiorstwach i zaktualizowały oczekiwania.

Biznes w mundurze

Oczywiście, spora część firm biorących udział w programie to spółki kontrolowane przez państwo, np. Polski Holding Obronny, Orlen, Lotos, PGNiG, Poczta Polska czy TVP. Jednak około połowy przedsiębiorstw to firmy prywatne, np. Polpharma Jerzego Staraka, Polkomtel Zygmunta Solorza-Żaka czy Netia, której głównym udziałowcem jest Zbigniew Jakubas.

— Kiedyś sprawa była prosta — większość firm była w rękach państwa i żadne specjalne ustawy czy umowy nie były potrzebne. Gdyby na początku lat 90. wybuchła wojna, rząd czy wojsko mogłyby bez problemu przejąć kontrolę nad daną firmą i wykorzystać ją do obrony kraju. Teraz, kiedy większość firm działa komercyjnie i ma prywatnych akcjonariuszy, tego typu sprawy muszą być zawczasu zaplanowane i prawnie rozwiązane — tłumaczy przedstawiciel jednej z firm biorących udział w PMG.

Co jeszcze ciekawsze, spora część firm to polskie oddziały koncernów zagranicznych, np. Orange, T-Mobile, Skanska, Strabag, GlaxoSmithKline czy Gedeon Richter. Możliwe więc, że kiedyś przed obcym wojskiem będą nas bronić zagraniczne firmy.

— Nie mogę ujawnić szczegółów, ale mamy naprawdę spore możliwości, żeby wspomóc państwo w razie zagrożenia. Gdyby w Polsce wybuchł konflikt zbrojny, jak ten na Ukrainie, albo powtórzyły się zamachy podobne do tych w Madrycie czy Londynie, z pewnością bylibyśmy w stanie przysłużyć się polskim obywatelom — przekonuje Jacek Mąka, dyrektor bezpieczeństwa regulacyjnego w Orange (i były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego).

Dmuchanie na zimne

Kwoty zaangażowane w PMG robią wrażenie. Rocznie do firm trafia około 100 mln zł. W tym roku jest to rekordowe 117 mln zł, a w przyszłym ma być jeszcze więcej — 121 mln zł. Pieniądze przekazywane są firmom w formie dotacji. Odpowiednie ministerstwo podpisuje z przedsiębiorstwem umowy, w ramach których firma zobowiązuje się do określonych działań i dostaje za to rekompensatę poniesionych kosztów. Jakie rząd ma wymagania? W przypadku firm produkcyjnych (np. stoczni czy producentów sprzętu wojskowego) chodzi przede wszystkim o utrzymywanie określonych mocy wytwórczych. Paliwowe muszą utrzymywać odpowiednie rezerwy paliwa, (np. Orlen poprzez spółkę Solino jest zobowiązany do utrzymywania podziemnych magazynów). Ponadto, firmy paliwowe mają obowiązek szczegółowego zaplanowania wojennej logistyki, czyli tego, którym jednostkom wojskowym, którymi drogami i ile paliwa dostarczyć. W branży budowlanej chodzi przede wszystkim o zagwarantowanie sprzętu i ludzi — firmy zobowiązują się, że w razie potrzeby będą dysponowały określonymi maszynami budowlanymi, które w odpowiedni sposób będą mogły dostarczyć we wskazane miejsca i budować tam drogi, mosty czy okopy. Telekomy natomiast muszą być przygotowane na to, by w odpowiedniej chwili oddać służbom państwowym część kontroli nad systemem informatycznym albo błyskawicznie wyłączyć sieć telekomunikacyjną na wskazanym przez wojsko obszarze.

— W przypadku Orange ważne jest też, że przejęliśmy od państwa — w ramach akwizycji Telekomunikacji Polskiej — całą infrastrukturę telefonii stacjonarnej. Ze strategicznego punktu widzenia to ważna sprawa. Jeśli z jakichś powodów zawiedzie telefonia komórkowa, to telefony stacjonarne będą działać — mówi Jacek Mąka.

Ukraińska przestroga

Przedsiębiorcy, z którymi rozmawialiśmy, nie postrzegają uczestnictwa w programie jako coś uciążliwego.

— Bezpieczeństwo państwa to dobro nadrzędne. Jeśli będzie zagrożone, to zagrożona będzie też działalność naszej firmy i życie obywateli. Dlatego cieszę się, że możemy brać udział w tym programie i w razie czego przysłużyć się krajowi — mówi Zbigniew Jakubas. Jak twierdzi, sytuacja na Ukrainie pokazuje, że wojna w Polsce wcale nie jest tak nierealna, jak do niedawna się wydawało. — To są czarne scenariusze, ale warto się na nie przygotowywać — mówi Zbigniew Jakubas.

Program nie wywołuje oporu wśród przedsiębiorców także dlatego, że właściwie nic ich nie kosztuje.

— Pieniądze, które dostajemy od rządu, są adekwatne do kosztów, jakie ponosimy w związku z uczestnictwem w programie — mówi Jacek Mąka.

Wiele firm nawet nie potrzebuje rekompensaty z budżetu, bo są w stanie wywiązać się ze zobowiązań bez dodatkowych kosztów.

— Nie otrzymujemy pieniędzy z budżetu, bo zakres działań związanych z PMG nie wykracza poza prace planistyczne, a te są finansowane z własnego budżetu firmy — mówi Krzysztof Kopeć z Grupy Lotos.

Zdarzają się jednak przypadki, że przedsiębiorstwa muszą do programu dokładać. Dotyczy to zwłaszcza firm produkcyjnych, bo to one ponoszą największe koszty — muszą utrzymywać linie produkcyjne i zatrudniać ludzi. Tak było np. w przypadku Polskiego Holdingu Obronnego. W ubiegłym roku otwarcie mówił o tym problemie Krzysztof Krystowski, ówczesny prezes.

— W 2013 r. nasze spółki będą musiały dopłacić około 30 mln zł. Takie obciążanie holdingu to łamanie umowy społecznej z państwem — protestował Krzysztof Krystowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Firmy mogą pójść w kamasze