Firmy starające się o dotację wyższą niż 100 tys. EUR będą musieli stosować ustawę Prawo zamówień publicznych.
Zgodnie z przepisami Unii Europejskiej, podmioty prywatne zobowiązane są stosować ustawę o zamówieniach publicznych w przypadku, gdy środki publiczne pokrywają ponad 50 proc. kosztów ponoszonych w trakcie realizacji projektu objętego dofinansowaniem. Taki sam wymóg stawia polskim przedsiębiorstwom, obowiązująca od kilku tygodni ustawa Prawo zamówień publicznych. W świetle tych zapisów przedsiębiorcy korzystający ze wsparcia pochodzącego z programów Unii nie mają obowiązku stosowania się do ustawy, ponieważ w żadnym z województw maksymalny pułap pomocy nie przekracza wspomnianych 50 proc.
Niestety, polskie władze postanowiły stworzyć kolejną zaporę legislacyjną. Przedstawiciele resortów finansów i gospodarki wspólnie z Urzędem Zamówień Publicznych zdecydowali o wprowadzeniu nowego przepisu zmuszającego przedsiębiorców do stosowania prawa zamówień publicznych w przypadku ubiegania się o dotację większą niż 100 tys. EUR. Ich zdaniem, stosowanie ustawy będzie zapobiegać nadużyciom i korupcji na linii beneficjent-dostawca.
Co ciekawe, tak dużą troską o prawidłowe wydatkowanie unijnych pieniędzy wykazały się tylko polskie władze. W Unii Europejskiej podobne praktyki nie są powszechnie stosowane.
— Gdyby ktoś chciałby mi dać 500 tys. zł pod warunkiem, że zastosuję ustawę o zamówieniach publicznych, nie wahałbym się ani chwili — twierdzi Włodzimierz Dierżanowski, wiceprezes Urzędu Zamówień Publicznych.
Problem tkwi w sporządzeniu właściwej dokumentacji. Przy większych projektach nawet instytucje publiczne korzystają z pomocy zewnętrznych konsultantów. Świadczą oni usługi na wysokim poziomie za odpowiednio wysoką opłatą.
— Proces starania się o dotację jest bardzo czasochłonny. Od przygotowania wniosku do otrzymania pieniędzy na konto mija od kilku do kilkunastu miesięcy. Przez cały ten okres nie ma pewności, czy dotacja w ogóle zostanie wypłacona, ponieważ otrzymuje się ją w formie refundacji. Mimo to należy prowadzić miniksięgowość, organizować konkursy ofert, trzymać się harmonogramu, itd. Jeżeli miałbym do tego wszystkiego zastosować ustawę o zamówieniach publicznych, z którą nigdy wcześniej nie miałem do czynienia, raczej podziękowałbym — mówi Wojciech Buras, przedsiębiorca z Warszawy.