By uniknąć przykrych konsekwencji kontroli skarbowej, firmy i samozatrudnieni powinni poprawić umowy o współpracy.
Eksperci gospodarczy nie od dziś mówią o tym, że praca w Polsce jest za droga. Lekarstwem na to w jakimś stopniu było samozatrudnienie. Jego dalsze istnienie na rynku pracy jest zagrożone, bo po 1 stycznia 2007 r. zmienią się przepisy w ustawach o podatku dochodowym.
Obydwaj są za
Zdarza się, że były pracownik albo ktoś spoza przedsiębiorstwa świadczy na rzecz firmy usługi w ramach prowadzonej działalności gospodarczej.
— Samozatrudniony podpisuje umowę z firmą i wystawia fakturę VAT za usługi — mówi Renata Dłuska z MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy.
Jeśli pracownik zarabia miesięcznie pięć tys. zł brutto, to znaczy, że on i jego pracodawca z tytułu składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe płacą około 1626 zł. Ponadto pracownik płaci około 122 zł składki na ubezpieczenie chorobowe oraz 19 proc., a częściowo również 30 proc. podatku dochodowego. Jeśli takie wynagrodzenie otrzymuje samozatrudniony, to przy spełnieniu pewnych warunków może odprowadzać na ubezpieczenie emerytalne i rentowe łącznie około 88 zł, na ubezpieczenie chorobowe około 7 zł i korzystać ze 19-procentowej stawki podatku. I to niezależnie od tego, jak wysokie są jego dochody.
Definicja biznesu
Urzędnicy fiskusa nie zajmują się umowami firmy z samozatrudnionym. Interesuje ich jedynie aspekt fiskalny transakcji. A tutaj trudno o nieprawidłowości, bo przecież jest to standardowa transakcja, w której firma A wystawia fakturę firmie B i następnie obie strony dokonują rozliczeń podatkowych. Od pierwszego stycznia podejście fiskusa się zmieni. Będzie on na takie transakcje wyczulony. Urzędnicy dostaną do ręki nowy oręż prawny. W ustawach o podatku dochodowym od osób prawnych i fizycznych znalazła się definicja działalności gospodarczej (ramka). Być może już wkrótce inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy zaczną tropić samozatrudnionych ręka w rękę z przedstawicielami urzędów i izb skarbowych (ramka).
— Z nowych przepisów podatkowych wynika, że jeśli ktoś prowadzi działalność gospodarczą i wykonuje czynności w firmie pracodawcy, który go kontroluje i bierze na siebie ryzyko biznesowe, to znaczy, że taka osoba nie robi tego w ramach swojej działalności biznesowej — zaznacza Renata Dłuska z MDDP.
A tak właśnie jest najczęściej z samozatrudnionymi. Często świadczą usługi na rzecz firmy, korzystając z krzesła, biurka i komputera, które są własnością tej firmy. Jak ktoś do budynku przedsiębiorstwa wejdzie, to nie ma sposobu, by go odróżnić od zwykłych pracowników.
Czy firmy i samozatrudnieni mogą nadal kontynuować współpracę na dotychczasowych zasadach?
Umowy do przeglądu
— Należy zmienić umowy pracodawców z samozatrudnionymi tak, żeby wynikało z nich jednoznacznie, że łączący strony stosunek prawny nie jest stosunkiem pracy. Chodzi o korzystających z samozatrudnienia obecnie i tych, którzy po pierwszym stycznia przejdą na samozatrudnienie —wyjaśnia Marcin S. Tofel z kancelarii Salans.
Firmy i samozatrudnieni mają około miesiąca, żeby zawrzeć odpowiednie umowy.
— Wystarczy, że tylko jeden z warunków decydujących o zakwalifikowaniu czynności do umowy o pracę nie będzie spełniony, aby uznać, że samozatrudniony nie wykonuje czynności w ramach umowy o pracę — tłumaczy Renata Dłuska.
Jeśli — przykładowo — informatyk prowadzący biznes wykonuje czynności w firmie pracodawcy i pod jego nadzorem, ale już za ryzyko swoich działań odpowiada on sam, to wszystko pozostaje po staremu, czyli utrzymuje status samozatrudnionego. Zdaniem Renaty Dłuskiej pojęcie ryzyka jest niejednoznaczne i praktyka pokaże, jak organy podatkowe je interpretują. Również księgowa nie będzie miała kłopotu z zachowaniem statusu samozatrudnionej. Wystarczy, że zrobi swoją buchalteryjną robotę u siebie w domu. Gorzej ma pielęgniarka. Ona nie może wziąć roboty do domu.
Co w jej wypadku i w innych podobnych? Fiskus zakwalifikuje taką umowę jako umowę o pracę. Uzna, że od pieniędzy zarobionych przez usługobiorcę trzeba naliczać podatek według skali 19, 30, 40 proc., a nie 19 proc. podatku liniowego.
— Dla pracodawcy oznacza to, że zapłaci nie tylko zaległe podatki za okres, od którego fiskus uznał, że przestał być samozatrudnionym, bo odprowadził do kasy państwowej za mało zaliczek na podatek dochodowy, ale jeszcze także składki na ubezpieczenie społeczne. Samozatrudniony zapłaci zaległy podatek oraz odsetki, jeśli jego dochód powinien być opodatkowany wyższą stawką niż 19 proc. po wyeliminowaniu wszystkich kosztów uzyskania przychodu, jak np. amortyzacja samochodu, benzyna — dodaje Renata Dłuska.
Jak więc widać, w takiej sytuacji firma będzie musiała ponieść wydatki, ale również rozstrzygnąć, czy dalej chce współpracować z samozatrudnionym. Czy ustawodawcy chodziło o to, żeby postawić firmy pod ścianą?