FIRMY POLUBIŁY SZTUCZNE OGNIE
W Polsce koszt największego świetlnego widowiska wyniósł 436 tys. złotych
Najdroższy pokaz sztucznych ogni zorganizowany w Polsce kosztował niewiele ponad 400 tys. zł. Imprez za 100-150 tys. zł organizuje się w naszym kraju nie więcej niż pięć rocznie. Za małe pokazy wystarczy zapłacić kilkanaście tysięcy złotych. Gdy ich organizatorami są ludzie biznesu, to chętnie wpuszczają je w koszty działalności.
Chcąc zorganizować pokaz sztucznych ogni, trzeba się liczyć z wydatkiem co najmniej 2 tys. zł za minutę. Tak twierdzą przedstawiciele firm świadczących tego typu usługi. Dodają przy tym, że przelicznik ten jest bardzo uproszczony, a rzeczywista cena widowiska zależy od zastosowanych efektów pirotechnicznych. Jerzy Jurek z firmy Tropic twierdzi, że Michael Jackson za minutę zabawy podczas swojego koncertu w Polsce zapłacił 40 tys. zł. Minuta fajerwerków podczas imprezy o krajowym rodowodzie jest jednak o wiele tańsza od jej odpowiedniczki z koncertu amerykańskiego gwiazdora.
— Warszawski pokaz sylwestrowo-noworoczny z przełomu 1998/99 r. trwał 9 minut i kosztował 100 tys. zł. Już za 15 tys. zł organizuje się jednak 6-7-minutowe pokazy sztucznych ogni na mniejszych festynach i koncertach — informuje Jerzy Jurek.
Ogień spod Częstochowy
Takie zamówienia przeważają właśnie na polskim rynku. Nie więcej niż pięć organizowanych w kraju spektakli kosztuje 100-150 tys. zł. Największy pokaz w Polsce, festiwal organizowany corocznie pod Częstochową, pochłonął ostatnio materiały o wartości 436 tys. zł. Jednak nawet i on nie wytrzymuje porównania z imprezami z Europy Zachodniej.
— Na Zachodzie władze miejskie chcąc przyciągnąć turystów organizują całe festiwale sztucznych ogni. Ich budżety idą w miliony dolarów. Bierze w nich udział kilka firm, z których każda ma wykonać pokaz zamykający się w wyznaczonym przez organizatorów limitach technicznych i finansowych — wyjaśnia Jerzy Jurek.
W Polsce takich imprez nie ma w ogóle. Samorządy nie są zresztą głównymi klientami firm pirotechnicznych.
— Pokazy sztucznych ogni zamawiają najczęściej przedstawicielstwa dużych zachodnich firm. Władze samorządowe to zaledwie około 20 proc. klientów — przyznaje Jerzy Jurek.
Wpuszczanie w koszty
— Zdarza się, że zamożni biznesmeni zamawiają pokazy fajerwerków na prywatne uroczystości w swoich posiadłościach. Niejednokrotnie kosztami imprezy obciążają wtedy prowadzone przez siebie firmy — dodaje Mariusz Rutkowski, inny organizator świetlnych widowisk.
Brak samorządowych zamówień zbytnio jednak nie martwi firm pirotechnicznych. Zdaniem ich przedstawicieli, przy wyborze organizatora pokazu władze miejskie kierują się głównie ceną widowiska. Samorządowcom zarzuca się też niedostateczne zabezpieczenie pokazów.
Niebezpieczne zabawy
— Przygotowywałem kiedyś pokaz w warszawskim parku Agrykola. Przyszło około 20 tys. ludzi, a do zabezpieczenia wyrzutni przed tłumem przysłano mi zaledwie dwóch ochroniarzy — wspomina Mariusz Rutkowski.
Złe zabezpieczenie imprez zdarza się również klientom komercyjnym.
— Ze względów bezpieczeństwa, odmawiamy przeprowadzenia pokazu w co dziesiątym przypadku. Dla przykładu, przy otwarciu jednego z supermarketów, jego właściciele chcieli, aby race były wystrzeliwane z parkingu, po którym chodzą ludzie. Byłoby to zbyt niebezpieczne dla zaproszonych gości — tłumaczy Zbigniew Kubicki, członek zarządu firmy Goldregen.
WAKACYJNA ZAPAŚĆ: Wielu chętnych na zorganizowanie pokazu sztucznych ogni jest w maju i czerwcu. W okresie wakacji zainteresowanie takimi pokazami maleje, ale we wrześniu ponownie rośnie — twierdzi Jerzy Jurek, właściciel firmy Tropic. fot. Grzegorz Kawecki