Firmy przygarnęły sto tysięcy osób

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2010-10-19 00:00

Zatrudnienie w firmach rośnie najszybciej od dwóch lat. Tylko po wynagrodzeniach nie widać ożywienia.

Już niewiele brakuje, by miejsc pracy było tyle, ile przed kryzysem

Zatrudnienie w firmach rośnie najszybciej od dwóch lat. Tylko po wynagrodzeniach nie widać ożywienia.

W sektorze przedsiębiorstw mnożą się miejsca pracy. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, we wrześniu firmy zatrudniły prawie 12 tys. osób (choć GUS analizuje tylko podmioty, w których pracuje przynajmniej dziesięć osób). Przez ostatnie dwanaście miesięcy przedsiębiorcy zwiększyli zatrudnienie już prawie o 100 tys. pracowników.

Odrobiona strata

— Dynamika roczna zatrudnienia wzrosła we wrześniu do 1,8 proc., wobec 1,6 proc. w sierpniu. To więcej, niż oczekiwaliśmy — przyznaje Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.

Sektor przedsiębiorstw zatrudnia już 5,364 mln osób. Przedsiębiorcy prawie odbudowali zatrudnienie do poziomu sprzed wybuchu kryzysu. We wrześniu 2008 r. — kiedy upadał bank Lehman Brothers, od czego zaczęły się wstrząsy w gospodarce — firmy zatrudniały łącznie 5,403 mln pracowników, a więc tylko o 39 tys. osób więcej niż obecnie. Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku zatrudnienie nie tylko dobije do poziomów przedkryzysowych, ale wręcz je przekroczy.

— W październiku miejsc pracy będzie przybywać już nieco wolniej niż we wrześniu, a w kolejnych miesiącach nawet zacznie ich ubywać. Będzie to jednak związane jedynie z czynnikami sezonowymi [w zimę mniej jest prac sezonowych — red.]. Na wiosnę znowu sytuacja na rynku pracy będzie się poprawiać — przekonuje Karolina Sędzimir-Domanowska, ekonomistka PKO BP.

Jej zdaniem, w przyszłym roku zatrudnienie wzrośnie o 1 proc. Oznaczałoby to, że w 2011 r. — niezależnie od zmian sezonowych — firmy stworzą około 54 tys. miejsc pracy.

— Koniunktura w gospodarce będzie się dalej poprawiać, dlatego należy spodziewać się poprawy również na rynku pracy — podsumowuje Karolina Sędzimir-Domanowska.

Wąż w kieszeni

Ekonomiści zwracają jednak uwagę, że wzrostowi miejsc pracy wyjątkowo nie towarzyszy przyspieszenie wynagrodzeń. Wręcz przeciwnie — jak podał GUS, we wrześniu przeciętna pensja wypłacona pracownikowi przedsiębiorstwa wynosiła 3404 zł, czyli o 3,7 proc. więcej niż przed rokiem. Tak niską dynamikę — zbliżoną do inflacji — GUS odnotowuje już od ponad roku. Cały trzeci kwartał 2010 r. był pod względem tempa wzrostu płac nawet nieco gorszy niż poprzedni (3,3 proc. wobec 3,8 proc.).

— Wynagrodzenia rosną powoli, ponieważ przedsiębiorcy utrzymują dyscyplinę kosztową. Presja ze strony pracowników na podwyżki płac nadal nie jest na tyle silna, by zmusić pracodawców do złagodzenia tej polityki — tłumaczy Karolina Sędzimir-Domanowska.

Cały obraz rynku pracy — zarówno pod względem zatrudnienia, jak i wynagrodzeń — ekonomiści oceniają jednak jako optymistyczny z punktu widzenia gospodarki.

— Dzięki przyspieszeniu tempa wzrostu zatrudnienia poprawiła się dynamika funduszu płac [łączna wartość wszystkich pensji wypłacanych pracownikom firm — red.]. Wzrosła w trzecim kwartale z 4,4 do 5 proc., co dobrze świadczy o sile popytu konsumpcyjnego — zaznacza Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK.

120 zł 50 gr

Taką podwyżkę brutto otrzymał w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy przeciętny pracownik sektora przedsiębiorstw.