Przewoźnicy mogą nie zdążyć z uzyskaniem licencji wspólnotowej do 1 maja. Powód? Za mało urzędników, co drugi wniosek ma braki.
Od 1 maja przewoźnicy, którzy chcą świadczyć usługi transportu osób i rzeczy na terenie Unii, będą zobowiązani do posiadania tzw. licencji wspólnotowej.
— O licencję będzie się ubiegać blisko 14 tys. przewoźników świadczących usługi w przewozie zarówno rzeczy, jak i osób. Na razie zgromadziliśmy 1,5 tys. wniosków, z czego co drugi ma poważne braki lub błędy — mówi Ewa Brzozowska, zastępca dyrektora Biura Obsługi Transportu Międzynarodowego (BOTM), które zajmuje się wydawaniem licencji.
Dziurawe wnioski
Wśród załączników powinny znaleźć się m.in. fotokopia certyfikatu uprawniającego do wykonywania zawodu, dokument potwierdzający sytuację finansową przedsiębiorcy, opłata (100 zł) za wydanie licencji oraz oświadczenie przedsiębiorcy o spełnieniu wymagań.
— Przedsiębiorcy najczęściej zapominają o potwierdzeniu kopii z oryginałem, co wydłuża cały proces i uruchamia lawinę korespondencji. Tymczasem biuro ma ograniczone zasoby osobowe, a w obiegu może znaleźć się aż 50 tys. dokumentów. W tej sytuacji nie wykluczam, że nie wszyscy przewoźnicy otrzymają licencję do 1 maja — mówi Ewa Brzozowska.
Opóźnienia w legislacji
Zdaniem Wojciecha Sienickiego, prezesa Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych, wydawanie licencji przebiega dość sprawnie.
— Szkoda tylko, że wskutek opóźnień legislacyjnych sam proces został uruchomiony tak późno. Gdyby ruszył wcześniej, przewoźnicy obsługujący np. rynek niemiecki nie musieliby ponosić wysokich kosztów wykupu zezwolenia na cztery miesiące tego roku (od początku roku Niemcy honorują już licencje wspólnotowe). Wskutek tego branża straciła kilka milionów złotych — zauważa Wojciech Sienicki.