Firmy skarżą się na brak informacji

Mira Wszelaka
opublikowano: 2005-04-11 00:00

Część firm mięsnych nic nie wiedziała o koreańskiej kontroli. Teraz zabiega o dopisanie na listę oczekujących.

Kto zawinił? Czy firmy, które nie wykazały dostatecznego zainteresowania, czy zrzeszenie, do którego należą? A może aura towarzysząca tworzeniu listy zakładów zainteresowanych eksportem do Korei Południowej była mglista? Wersje wydarzeń są różne.

Orzeł czy reszka

Część firm twierdzi, że nic nie wiedziała o planowanej kontroli koreańskiej, która ma kwalifikować do eksportu wieprzowiny na tamtejszy rynek. Tak było np. z jedną z gazel „PB”, śląską firmą AJPi.

— Zajmujemy się rozbiorem mięsa. Tygodniowo przerabiamy 1,35 tys. ton. Nie wiedzieliśmy o takiej możliwości, a bardzo chcemy znaleźć się na liście — mówi przedstawicielka firmy zabiegającej o wizytację.

W praktyce nie ma jednak żadnych szans.

— Dane dotyczące zakładów zbieraliśmy we wrześniu 2004 r., a informacje wysyłaliśmy w teren. W połowie października zamknęliśmy listę. Wizytacja została jednak odłożona w czasie, gdyż kontrole opłaca Seul, a środki na ten cel nie były zaplanowane w budżecie na 2004 r. Koreańczycy wyraźnie prosili, aby na liście znaleźli się najwięksi eksporterzy na rynki amerykański i unijny, aby bez problemu wywiązali się z kontraktów. Tamtejszy rynek nie należy do sklepikarzy, którzy odbierają niewielkie zamówienia — mówi Krzysztof Jażdżewski, główny lekarz weterynarii.

W czasie tworzenia listy — co oczywiste — nie brano pod uwagę zakładów z okresem przejściowym, a AJPi korzystał z niego do października 2004 r.

Alternatywa czy prestiż

Na liście oczekujących jest 35 firm. W czasie tygodniowej wizyty kontroli zostanie poddana najwyżej połowa z nich. Licencję eksportową posiadało do tej pory 12. Polska wysyła do Korei zaledwie 2-3 tys. ton rocznie. Plany są jednak bardziej ambitne — eksport miały wkrótce wzrosnąć nawet trzykrotnie.

Dla branży rynki dalekowschodnie są alternatywą wobec trudności w eksporcie na rynek rosyjski. Krajowe podmioty poszukują zbytu także m.in. w Japonii i na Tajwanie. Zdaniem Krzysztofa Jażdżewskiego, spośród starających się firm eksportem realnie zajmie się nie więcej niż dziesięć. Reszta uzyskanie licencji traktuje bardziej prestiżowo.