Firmy wierzą w magię Wrocławia

opublikowano: 10-12-2014, 00:00
aktualizacja: 03-08-2017, 20:44

Kochają swój region i zarażają tym innych. Tak wygląda patriotyzm w wydaniu Dolnoślązaków — w drugim pokoleniu i z dziada pradziada

8 grudnia na Stadionie we Wrocławiu odbywała się impreza Świętego Mikołaja. Mimo tak silnej konkurencji na debatę „Czas na patriotyzm lokalny” dotarło niemal sto osób. Uczestnicy spotkania zastanawiali się, dlaczego częściej mówi się o przedsiębiorcach z Wrocławia niż innych miast? Czy to genius loci? — Dolny Śląsk jest szczególny.

GENIUS LOCI:
GENIUS LOCI:
Wrocławska debata „Czas na patriotyzm lokalny” ściągnęła nie tylko liczne grono słuchaczy, ale też wielu znamienitych dyskutantów z wyjątkowo mocno reprezentowanym pierwiastkiem żeńskim. Było trochę historii i filozofii, szczypta uszczypliwości i sporo marzeń.
[FOT. TOMASZ WALKÓW]

Po 1945 r. napłynęło tu w ramach akcji Wisła dużo ludzi, którzy podjęli trudne decyzje. Wszyscy mamy zakorzenioną przedsiębiorczość. Emanowała ona i dzięki niej powołano kilka prywatnych banków i firm, które wpisały się w krajobraz gospodarczy Polski — uważa Grzegorz Dzik, prezes Impela. Nie tylko przyjezdni budowali tę potęgę.

— Przedsiębiorczość to owoc wielokulturowości, ale także zasługa tych, którzy tu zostali. Ja jestem stąd z dziada pradziada. Kocham Dolny Śląsk — deklaruje Herbert Wirth, prezes KGHM. Piotr Krupa, prezes Kruka, choć pochodzi ze Szczawna-Zdroju pod Wałbrzychem, jest pełen uwielbienia dla stolicy regionu.

— Wrocław to magiczne miejsce — zwykle mam o nim slajd w moich prezentacjach o firmie. To miasto przesiąknięte pozytywną przedsiębiorczością, nie cwaniactwem, lecz wiarą, że ciężką pracą, długoletnim planem i zaangażowaniem można coś osiągnąć. Ważna jest też odpowiednia odległość od Warszawy. Każdy z nas był w niej tysiące razy, ale tu jest mniej niezdrowo, tam jest większa drapieżność. Zawsze, gdy wracam, cieszę się, że to aż cztery godziny jazdy i wszyscy mają tu daleko, nie tylko firmy, ale też urzędnicy. Nie było we Wrocławiu korupcji, tu są zdrowe korzenie, zdrowy biznes — mówi Piotr Krupa.

— Od kiedy jest S8, przestajecie być na odludziu — wtrąca prowadzący debatę Eugeniusz Twaróg. Choć i tu szef Kruka znajduje pozytyw. — Ktoś kiedyś powiedział, że nie bogate kraje budują autostrady, tylko autostrady budują bogate kraje — przypomina Piotr Krupa.

Duch Scrooge’a

Bożena Lublińska-Kasprzak, prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), nie może mu darować drapieżności.

— Różne rzeczy słyszałam w mojej karierze urzędnika, ale nigdy, że jesteśmy drapieżni. Mam nadzieję, że nie odbiera pan tak mojej firmy. Staramy się nie być drapieżni, a jeśli już — to w stosunku do innych instytucji, walcząc o pieniądze dla firm — mówi prezes PARP. Aleksandra Magaczewska, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu, stawia na coś innego.

— Ważna jest kwestia współpracy drapieżnej Warszawy z regionami. Zbyt duża konkurencja doprowadza często do dublowania instytucji, ośrodków, których nie jesteśmy potem w stanie wykorzystać w skali kraju — uważa Aleksandra Magaczewska. Za chwilę jednak wraca świąteczna atmosfera. Obie panie prezes z Warszawy (zawodowo, bo nie tu się urodziły) podkreślają wyjątkowość Dolnego Śląska.

— Region jest skupiskiem ciekawych innowacyjnych aktywności. W Polsce jest kilka takich miejsc — Podkarpacie, Gdańsk, Wielkopolska, Warszawa i Dolny Śląsk. Ten region jest bardzo dobrą bazą na przyszłość, współpracują tu nauka, biznes i administracja. Sfinansowaliśmy tu innowacyjne projekty na ponad 1 mld zł — chwali Bożena Lublińska-Kasprzak.

— Najważniejsze cechy charakterystyczne Dolnego Śląska to dynamika, otwartość i wykwalifikowana kadra — wtóruje jej Aleksandra Magaczewska.

Łyżeczki i chochle

Duch przedsiębiorczości przechodzi we Wrocławiu z pokolenia na pokolenie.

— Mnie inspirowali starsi koledzy. Powinniśmy traktować jako misję pokazywanie studentom, że wszystko jest możliwe — twierdzi Piotr Krupa. — Gdy 15 lat temu jako student zakładałem centrum przedsiębiorczości, na patronów wybrałem założycieli Work Service’u. Po 13 latach zdobywania doświadczenia w różnych korporacjach wróciłem do Wrocławia i zarządzam liderem usług personalnych z 2 mld zł obrotu — mówi Tomasz Ślęzak, wiceprezes Work Service’u.

Jak widać, marzenia się spełniają. Prezes KGHM wyjawia swoje. — Mówi się, że na Dolnym Śląsku są dwa jądra rozwoju: metropolia wrocławska i KGHM. Zgadzam się z tym — nie dlatego, że jestem prezesem KGHM, ale dlatego, że w firmie tkwi duży potencjał, który można uwolnić w kompetencjach ludzkich. Lada moment rozstrzygnie się konkurs na lokalizację Knowledge Innovation Centre — centrum Europejskiego Instytutu Technologii związanego z surowcami.

Wrocław ma szansę stać się głównym ośrodkiem, co mnie nie dziwi, bo Dolny Śląsk jest jednym z najbogatszych surowcowo regionów Polski. Moim marzeniem jest, by na bazie tych surowców powstał przemysł przetwórczy, może dolina miedziana, może srebrna, w każdym razie oparta na surowcach. Na nich oparta jest nasza cywilizacja, ale wkrótce nastąpi załamanie podaży. Potrzebujemy nowych technologii, które pozwolą tworzyć dobre produkty z mniejszą zawartością surowców. To wyzwanie, któremu moglibyśmy sprostać we Wrocławiu — uważa Herbert Wirth, prezes KGHM. Miłość KGHM do regionu może być równie cenna jak miłość Kruka. — Nie wierzę w spektakularne przedsięwzięcia, wierzę w małe łyżeczki, którymi przedsiębiorca tworzy region. Nawet tak mały biznes jak nasz przyciąga największe banki inwestycyjne: Morgan Stanley czy JP Morgan. Przyjeżdżają i mówią: „Wow, jestem pierwszy raz w Polsce, nie wiedziałem, że taki Wrocław istnieje”. Te małe łyżeczki będą procentowały — uważa Piotr Krupa.

Wymsknęło się

Prezes Kruka żałuje, że nie ma przedstawicieli miasta — na debacie miał być prezydent Rafał Dutkiewicz, ale w tym samym dniu i o tej samej godzinie odbywało się zaprzysiężenie. A Piotr Krupa miałby mu co nieco do powiedzenia. — Ubolewam, że gdy zagraniczna firma tworzy 100 miejsc pracy, robi się wielkie halo, a gdy ja zatrudniłem 450 osób w Szczawnie-Zdroju, nikogo to nie interesowało. Kieruję apel do władz: po pierwsze — nie szkodzić. Nie potrzebujemy i nie oczekujemy pomocy. Chcemy tylko równych zasad gry dla wszystkich. Polska firma jest ciągle przez urzędnika postrzegana gorzej niż zachodnia. Zagraniczna otwiera pod Legnicą fabrykę podzespołów za 10 mln zł i zatrudnia 80 osób — o tym się słyszy. Ja mam 2,2 tys. pracowników, w tym 1,1 tys. we Wrocławiu, i 2 mld zł kapitalizacji i wciąż czuję, że dla przeciętnego interlokutora ze strony miasta jestem nikim. My nie chcemy nic od nikogo, bo to się kończy drogą przez

mękę — mówi Piotr Krupa, któremu wypowiedź przerywa burza oklasków. Prezes Kruka się mityguje: — Przepraszam. Obiecałem sobie, że nic nie powiem. Myślałem, że będzie pan prezydent i będę mówił, że wszystko jest ładnie. Taki mam charakter… Znów przerywają mu oklaski. Prezes czuje się w obowiązku zmienić ton. — Infrastruktura jest ok. Sam zyskuję dziesiątki godzin rocznie, poruszając się po naszej obwodnicy śródmiejskiej, miejskiej — kończy Piotr Krupa.

Trzeba się angażować

Za późno. Nie zatarł złego wrażenia. Bożena Lublińska-Kasprzak czuje się wywołana do tablicy. — Muszę z panem podyskutować. Nie wiem w sumie, czy pan jest zadowolony,czy pan narzeka. Uczucia się mieszają. Chyba będę częściej przyjeżdżać na Dolny Śląsk. Staramy się pokazywać dobre przykłady na poziomie centralnym, może warto zejść na regionalny. Mówi pan o braku pomocy dla przedsiębiorców. Nie zgodzę się. Od 2008 r. sfinansowaliśmy 20 tys. projektów. Stworzyliśmy pierwszy w Polsce panel przedsiębiorców, w którym bierze udział 800 firm. Może ktoś z państwa się do tego badania zgłosił? — rzuca do gości szefowa PARP.

— Pytaliśmy przedsiębiorców, czego oczekują. Wskazywali, że nie tylko finansowania, ale informacji, animowania wymiany pomysłów, pokazywania dobrych przykładów, edukacji, wsparcia doradczego, otwierania drzwi za granicą. Przedsiębiorcy nie są świadomi instrumentów lub nie chcą z nich korzystać — konkluduje Bożena Lublińska-Kasprzak. Po jej stronie staje Agata Zemska, zastępca dyrektora departamentu rozwoju regionalnego w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego.

— To kwestia tego, w jakim stopniu przedsiębiorcy są chętni do zrzeszania się w instytucjach, by ich głos był słyszalny. Na Dolnym Śląsku mamy około 200 tysięcy działających firm, trudno dotrzeć każdemu przedsiębiorcy do samorządu — mówi Agata Zemska. A na pewno warto było brać udział w pracach nad unijnymi programami na lata 2014-20. Całe województwo dostanie ponad 2 mld EUR, w tym 400 mln EUR na cele związane z przedsiębiorczością i innowacyjnością.

— Województwo dolnośląskie wpadło na dobry pomysł, by oferować przedsiębiorcom głównie instrumenty zwrotne — pożyczki i poręczenia. Lata 2014-20 to ostatni tak hojny dla Polski okres. Władze regionu muszą podjąć bardzo ważną decyzję o sposobie przekazywania unijnych funduszy. Są też programy centralne, np. kredyt technologiczny w BGK. Serdecznie zachęcam, żeby już teraz państwo pomyśleli, jakie inwestycje można z niego finansować. Wy nie, bo jesteście za duzi — tymi słowami Marek Szczepański, dyrektor zarządzający pionem funduszy europejskich Banku

Gospodarstwa Krajowego, zwraca się do prezesów Impela i Kruka. Instrumenty dłużne będzie też mieć dla przedsiębiorców ARP. — Będziemy oferować kredyty i planujemy wejścia kapitałowe z 5-letnim okresem wyjścia. Z prezesem Wirthem też rozmawiamy, mamy program rozwoju technologii dla dużych przedsiębiorców. Każdy z nas ma wycinek pomocy dla firm, musimy współpracować — nawołuje Aleksandra Magaczewska. Ale wrocławscy przedsiębiorcy uważają, że relacje nie muszą być jednostronne. Być może zadziałał czar uczestniczących w debacie pań. — Chciałbym odwrócić tę relację. Wszędzie, gdzie się rozwija przemysł, potrzebny jest kapitał ludzki. Oddaję się w ręce pań. Jesteśmy gotowi do współpracy: dostarczamy ludzi do pracy oraz ekspertyzę o rynku. To często marginalizowany aspekt, ale my rozwiązujemy problemy lub zapobiegamy ich powstawaniu — mówi Tomasz Ślęzak.

We wish you a merry Xmas

A ponieważ święta za pasem, na zakończenie wszyscy rozmówcy składają życzenia. Oto wybrane: — Życzę nam wszystkim walki z narodową cechą Polaków — zazdrością. Trzy czwarte Polaków jest za tym, by zlecenia lokować lokalnie. Podatki zostają w kraju, podczas gdy z międzynarodowych przedsiębiorstw pieniądze wypływają. Patriotyzm lokalny to tworzenie miejsc pracy. Ale gdy Impel chciał otworzyć centrum usług we Wrocławiu, Ministerstwo Finansów odmówiło grantu, choć popierały nas wszystkie inne resorty. Perspektywa unijna jest szansą dla Polski, ale wykorzystamy ją w takim stopniu, w jakim jesteśmy gotowi zrezygnować z tej brzydkiej cechy narodowej — mówi Grzegorz Dzik.

— A ja życzę pasji. Pasja buduje profesjonalizm. Profesjonalizm daje efektywność, a efektywność — luksus finansowy. Życzę, żebyście zawsze płonęli, zarażali innych swoją pasją — mówi Piotr Krupa. I dostaje brawa. Od wrocławian i warszawiaków. Święty Mikołaj też klaskał. Sama widziałam.

„Czas na patriotyzm lokalny”

to cykl debat zorganizowany przez „Puls Biznesu”. Biorą w nich udział lokalni przedsiębiorcy, przedstawiciele administracji samorządowej oraz ogólnopolskich instytucji wspierających biznes. Ich celem jest próba odpowiedzi na pytania: czy w globalizującym się świecie warto wykazywać się lokalnym patriotyzmem, jakie wyzwania stoją przed regionem oraz jak usprawnić współpracę na linii biznes-samorząd.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Patronat honorowy

Partnerzy

Partnerzy debaty tematycznej Finansowanie 4.0

Partnerzy debaty tematycznej Przemysł 4.0

Polecane

Ikona zamknięcia