W poniedziałek złoty był najmocniejszy od 14 miesięcy. To problem dla eksporterów i całej polskiej gospodarki.
- Polskie firmy nie robią nic z ryzykiem kursowym. To się może dla nich źle skończyć – alarmują specjaliści od zabezpieczeń.
Kilka dni temu, na gali szczecińskich Gazel Biznesu, alarm podniósł Krzysztof Kokot, wiceprezes Kredyt Banku. Problem potwierdzają też brokerzy walutowi.
- Boję się, że jak wcześniej były straty ze spekulacji, tak teraz, kiedy złoty się umocni, te same firmy znowu będą miały problem – ostrzega Mariusz Potaczała, szef DM TMS Brokers, największego w tej części Europy brokera walutowego.
Skąd ta niechęć do zabezpieczeń? Wszystko przez toksyczne opcje walutowe, które mocno odcisnęły się w pamięci przedsiębiorców. W ostatnich dwóch latach mogły one zubożyć polskie firmy o nawet kilka miliardów złotych.
- Złoty będzie się umacniał. I to pomimo słabego euro. Może nie wrócimy do 3,2-3,3 zł za euro, ale 3,6-3,7 zł na koniec roku jest bardzo możliwe – przewiduje Mariusz Potaczała.
- Nie dziwię się, że firmy przestały wykorzystywać do zabezpieczeń walutowych opcje. Te, czy inne ryzykowne instrumenty, poczyniły w ostatnich latach prawdziwe spustoszenie na rynku. Firmy, w których ja mam udziały, zabezpieczyły przychody eksportowe korzystając z forwardów przy kursie ok. 4,1 zł za euro. Wierzę, że już wkrótce zapłacimy za euro 3,8 zł – mówi Zbigniew Jakubas, prezes Polskiej Rady Biznesu, akcjonariusz spółek giełdowych.
Więcej we wtorkowym „PB”