Firmy zwlekają z ochroną

Łukasz Ruciński
opublikowano: 2003-04-18 00:00

Po przystąpieniu do Unii Europejskiej część polskich producentów będzie musiała zmierzyć się z konkurencją taniego, bezcłowego importu spoza wspólnoty. Jest jeszcze szansa, aby temu zapobiec. Co z tego, skoro firmy się nie kwapią.

Wobec wybranych produktów sprowadzanych spoza swojego obszaru UE stosuje preferencje celne — zawieszenia i obniżki cła oraz kontyngenty. Mają one charakter powszechny — dotyczą importu ze wszystkich państw z wyjątkiem objętych sankcjami, np. cłami antydumpingowymi. Korzyści z preferencji czerpią również nasi producenci.

Ich sytuacja zmieni się po wejściu Polski do UE. Ciągle jednak mają jeszcze czas, aby nakłonić Unię do zawieszenia preferencji. W tym celu muszą złożyć wniosek do Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej. Na razie przedsiębiorcy zdają się lekceważyć okazję do uzyskania ochrony. Jak poinformowało ministerstwo, do tej pory nie wpłynął żaden wniosek.

Tymczasem termin składania wniosków mija 30 kwietnia.

— Wniosek musi zawierać analizę ekonomiczną skutków zawieszenia ceł lub wprowadzenia kontyngentów na sprzedaż produkowanego towaru na rynkach UE. Na jej podstawie resort oceni zasadność wniosków, które zostaną przedstawione komisji — wyjaśnia Aleksandra Kalinowska, menedżer działu podatkowego firmy Ernst & Young.

Warunkiem utrzymywania preferencji na określony towar jest brak zagrożenia dla jego producentów ze wspólnoty. Jeżeli obniżenie lub zawieszenie ceł wpłynie niekorzystnie na ich działalność, będą one przywrócone. To wymaga jednak decyzji Komisji Europejskiej.

— Formalnie będzie to wniesienie sprzeciwu, co musi być dobrze uzasadnione. Decyzja powinna być pozytywna, jeżeli z analizy wynika, że polski producent może sam zaspokoić większą część unijnego zapotrzebowania na dany towar — wyjaśnia Aleksandra Kalinowska.