Firmy zza Buga rozpychają się w Polsce

opublikowano: 02-12-2019, 22:00

Tańsze spółki transportowe z Ukrainy, Białorusi i Litwy mogą wyprzeć z rynku rodzimych przedsiębiorców.

Liczba nowych firm z kapitałem zagranicznym, które zarejestrowały się w Polsce, jest w tym roku rekordowa, a główne PKD tych działalności to transport drogowy towarów — informuje Ogólnopolskie Centrum Rozliczania Kierowców (OCRK) na podstawie danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej.

Do czerwca tego roku na naszym rynku pojawiło się 296 zagranicznych firm z branży transportowej.

— Od 2012 r. rodzime firmy zajmują pierwsze miejsce pod względem liczby ton przewiezionych ładunków w operacjach typu cross trade [przewóztowarów między dwoma krajami przez przewoźnika niemającego siedziby w żadnym z nich — przyp. red.]. W pierwszej dziesiątce krajów, z których pochodzi najwięcej transportujących firm, znalazły się także Litwa, Słowacja, Rumunia i Węgry. Największy wzrost procentowy względem 2017 r. odnotowali Litwini, bo aż 18 proc. — zwraca uwagę Kamil Wolański, ekspert OCRK.

Jego zdaniem rodzimi przedsiębiorcy muszą zachować czujność. Coraz większa liczba centrów i powierzchni magazynowych w naszym kraju przyciąga przewoźników z Europy Środkowej i Wschodniej. Mają oni niższe stawki frachtowe i wysoką jakość usług. Natomiast polscy przewoźnicy muszą się zmagać z coraz większą liczbą barier.

— Na przykład w wyniku nowego prawa transportowegoprocedowanego w Brukseli właściciele rodzimych firm będą narażeni na znaczny wzrost kosztów pracowniczych oraz zmiany w realizowaniu operacji kabotażowych, co spowoduje spadek liczby zleceń, zwiększenie powrotów na pusto do bazy i ogólny chaos legislacyjny oraz administracyjny na początku obowiązywania przepisów — mówi Kamil Wolański.

Dodaje, że przedsiębiorcy z Ukrainy i Białorusi coraz częściej rejestrują swoje firmy w Polsce, po czym kupują używane ciężarówki i sprowadzają paliwo ze swoich stron, redukując w ten sposób koszty związane z funkcjonowaniem biznesu. Co więcej, zatrudniają kierowców ze swojego kraju, którzy chętnie pracują na terenie UE i są w stanie robić to za mniejszą stawkę niż zawodowcy z Polski. Mają też niższe oczekiwania co do trybu pracy i wyposażenia pojazdów.

— Polscy przewoźnicy operują obecnie taborem 244 tys. ciężarówek w transporcie międzynarodowym i zatrudniają ponad 7 tys. Białorusinów. Jeszcze więcej pracowników to Ukraińcy. Istnieje uzasadniona obawa, że część tych osób będzie chciała jeździć u rodaków, jeśli stawki zaczną być porównywalne, a liczba frachtów będzie rosła kosztem zleceń dla polskich przewoźników — mówi Kamil Wolański.

Tłumaczy, że polscy przewoźnicy nie mają już gdzie szukać oszczędności.

— Muszą znaleźć złoty środek, który pomoże im utrzymać usługi na wysokim poziomie, a zarazem uchroni przed wyparciem z rynku przez tańszych dostawców ze Wschodu — mówi Kamil Wolański.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu