Powtarzające się gigantyczne pożary wysypisk (które bywają tanim sposobem pozbycia się hałd śmieci) i rosnąca skala przywozu do kraju odpadów z zagranicy coraz bardziej bulwersują Polaków. Rząd postanowił rozwiązać śmierdzący problem — chce wziąć w karby firmy sprzedające i pośredniczące w obrocie odpadami komunalnymi.

Wizja miliardów
Ministerstwu Klimatu (MK), które przedstawiło projekt skuteczniejszego nadzoru nad obrotem odpadami, zamierza do tego wykorzystać... fiskusa, a konkretnie system JPK VAT, do którego firmy raportują dokonane transakcje. Drugim filarem pomysłu jest Baza Danych o Odpadach (BDO). Resort proponuje poszerzenie katalogu trafiających do niej danych o szczegóły dotyczące wystawionych faktur. Porównanie przez organy kontrolne informacji z obu systemów pozwoliłoby wyławiać trefne śmieci.
„Projektowane zmiany umożliwią weryfikację informacji zawartych w BDO z danymi administracji skarbowej. Bieżący dostęp do informacji dotyczących przekazywania odpadów pozwoli na nadzór nad ich strumieniem oraz sprawne reagowanie w przypadkach naruszeń. Pozwoli to połączyć konkretną fakturę z odpowiednim dokumentem z zakresu gospodarowania odpadami. Narzędzie to usprawni prace organów jak Inspekcja Ochrony Środowiska, organy ścigania, Krajowa Administracja Skarbowa” — czytamy w uzasadnieniu.
Celem całej operacji ma być „zapewnienie uczciwej konkurencji na rynku zagospodarowania odpadów poprzez zlikwidowanie szarej strefy”. Ministerstwo oszacowało, że dzięki temu w ciągu 10 lat budżet państwa zyska ok. 12 mld zł. Za niewypełnianie nowych obowiązków projekt przewiduje karę grzywny do 5 tys. zł.
Grzech pierworodny
Eksperci branżowi wytykają MK nadmierny optymizm.
— Cel jest słuszny, lecz niestety wszystko rozbije się o niefunkcjonalność, niewydolność i oderwanie od rzeczywistości biznesowej systemu BDO. Ten rejestr nie działa skutecznie, nie gwarantuje właściwej gospodarki odpadami. Panuje w nim wielki bałagan — dane bardzo często są ze sobą nieporównywalne, bo firmy dokładnie nie wiedzą, co i gdzie wpisywać. Dlatego nie wróżę sukcesu próbom porównywania tej bazy z plikami JPK VAT. Zero-jedynkowe sprawdzanie strumieni odpadów doprowadzi tylko do sporów między urzędnikami a przedsiębiorcami, a w konsekwencji do niesłusznego karania firm — mówi Jacek Pietrzyk, ekspert BCC ds. gospodarki odpadami. Wątpi też w skuteczność zwalczania szarej strefy.
— Jeżeli ktoś dotychczas nie wystawiał faktur VAT i oszukiwał w ewidencji odpadów, nadal będzie to robił. Nie wiem, na jakiej podstawie oszacowano skalę skutków regulacji — podkreśla Jacek Pietrzyk.
Podobnego zdania jest Marek Suchowolec z Izby Gospodarczej Metali Nieżelaznych i Recyklingu.
— Nie ma szans na osiągnięcie tą metodą zakładanego przez rząd celu, czyli znaczne ograniczenie szarej strefy i pozyskanie dodatkowych miliardów złotych dla budżetu. BDO nie działa jak należy — nie odzwierciedla rynkowych realiów i niewiele firm się w niej zarejestrowało. Jedynym skutkiem porównywania danych z rejestru z plikami JPK VAT będzie zwiększenie obowiązków przedsiębiorców i ponoszonych przez nich kosztów — mówi Marek Suchowolec.
4mld zł Taka jest, według szacunków NFOŚiGW, wartość szarej strefy w obrocie odpadami — może sięgać nawet 50 proc. wartości rynku.
12 mld zł Tyle, zdaniem resortu klimatu, budżet państwa zyska w ciągu 10 lat na ograniczeniu szarej strefy.
Co ma trafić do rejestru
Zgodnie z projektem Ministerstwa Klimatu przedsiębiorcy obracający odpadami będą musieli dodatkowo wpisywać do BDO: numer i datę wystawienia faktury lub rachunku, numer identyfikacji podatkowej (NIP) nabywcy, kod odpadu i jego masę, wartość sprzedaży netto (w przypadku faktury) i kwotę należności ogółem.