Kurs Polfy Kutno stracił w środę 6 proc., po tym jak zarząd zaalarmował, że spółka stała się celem nagonki organów kontroli skarbowej, służb celnych i prokuratury. Wczorajszy spadek kursu był największy od ponad roku. Poprzednio taki spadek giełdowych notowań Polfa notowała dwukrotnie w styczniu 2003 r. Rynek obiegła wówczas plotka, że Enterprise Investors, ówczesny główny akcjonariusz, szuka inwestorów finansowych, którzy odkupią 70 proc. walorów kutnowskiej spółki.
Fiskus domaga się od Polfy zapłaty 6 mln zł. To niebagatelna kwota, zważywszy, że w 2003 r. firma zarobiła na czysto 31 mln zł. Spór toczy się już kilka lat (szczegóły w środowym „PB”). Jednak dziwnym zbiegiem okoliczności fiskus przystąpił do egzekucji żądań akurat, gdy kurs spółki wspiął się do bardzo wysokiego poziomu, firma wypracowała najwyższy w historii zysk i na jesieni 2003 r. pozyskała stabilnych inwestorów finansowych. Czyli ma wiele do stracenia, jeśli nie ulegnie żądaniom organom aparatu fiskalnego. Analogia do sprawy Romana Kluski i kierowanego przez niego Optimusa nasuwa się sama.
W tym kontekście wysoko należy ocenić postępowanie władz Polfy Kutno. Informując rynek o sprawie, zarząd Polfy potwierdził, że spółka nieprzypadkowo znalazła się w czołówce rankingu firm o najwyższych standardach corporate governance (razem z Agorą, BPH PBK, Computerlandem, Eldorado, Elektrobudową i Emaxem, Grupą Kęty, LPP, PGF i Pekao SA) przygotowanego przez Polski Instytut Dyrektorów. Zamiast chować głowę w piasek zarząd farmaceutycznej spółki poinformował akcjonariuszy o kłopotach. Chyba tylko dzięki temu przecena akcji — choć największa od ponad roku — to jednak nie była olbrzymia. Na środowej sesji właściciela zmieniło prawie 11 tys. walorów, czyli 5,5 razy więcej niż wynosi średni wolumen wymiany w ostatnim miesiącu. Sprzedawali nerwowi akcjonariusze indywidualni. Inwestorzy finansowi spółki — Pioneer Pekao IM, ING Nationale Nederlanden Polska OFE i PZU zachowali spokój.