Fiskus potrzebuje 16 tys. nowych etatów

Jarosław Królak, BMK
opublikowano: 21-08-2006, 00:00

Sytuacja w skarbówce jest krytyczna. Trzeba szybko zatrudnić 4,6 tys., a potem jeszcze 12 tys. ludzi — wynika z raportu resortu finansów.

„PB” dotarł do sprawozdania specjalnego zespołu utworzonego w resorcie finansów, którego zadaniem było przeprowadzenie tzw. etatyzacji. Z raportu wynika, że na jednego urzędnika skarbowego przypada 700 podatników. Jeden urzędnik w godzinę wykonuje osiem operacji. To dużo czy mało? Według autorów raportu, stanowczo za dużo.

„Obłożenie pracą jest niemal dwa razy za duże. Aby urzędy właściwie pracowały, konieczne jest zatrudnienie co najmniej 16 tys. nowych urzędników” — czytamy w sprawozdaniu.

Dokument zostanie przekazany Stanisławowi Kluzie, ministrowi finansów. Na jego podstawie szef resortu zdecyduje, czy będą zwolnienia czy nie i jak będzie wyglądać reforma skarbówki.

Nie udało się nam poznać jego opinii na ten temat.

— Ten raport nie jest jeszcze oficjalny. Gdy takim się stanie, to ustosunkujemy się do niego — mówi Dominika Tuzinek-Szynkowska, rzeczniczka MF.

Za dużo na jedną duszę

Zyta Gilowska, gdy była ministrem finansów i wicepremierem, stwierdziła, że należy o 10 proc. zredukować zatrudnienie w administracji rządowej, w tym w resorcie finansów. Miał to być element realizacji programu „Tanie państwo”. Jej pomysłowi ostro sprzeciwiły się związki zawodowe skarbówki. W ramach protestów planowały zablokowanie gmachu ministerstwa. Jednak Zyta Gilowska odeszła z rządu, a 24 czerwca jej miejsce zajął (na krótko) Paweł Wojciechowski. Zdążył jednak powstrzymać plan zwolnień i pod naciskiem związków powołał zespół ds. etatyzacji (złożony z przedstawicieli ministerstwa i NSZZ Solidarność Pracowników Skarbowych). Zespół zakończył prace nad wstępnym sprawozdaniem o sytuacji zatrudnieniowej.

— Dziewięć lat walczyliśmy o etatyzację. Dzięki obiektywnym badaniom wiemy, że obłożenie pracą urzędników jest ogromne. Raport udowadnia, że samobójstwem byłoby redukowanie zatrudnienia. Wręcz przeciwnie, konieczne jest zwiększenie liczby urzędników. Inaczej dojdzie do pogorszenia obsługi podatników — mówi Tomasz Ludwiński, przewodniczący Solidarności Pracowników Skarbowych.

Zespół zbadał obciążenie pracą we wszystkich 381 urzędach skarbowych, bazując na danych systemu POLTAX i resortowej hurtowni danych WHTAX. Okazuje się, że jeden urzędnik obsługuje średnio 176,44 podatników prowadzących działalność gospodarczą oraz 520,15 pozostałych. Łącznie daje to 696,59 podatników na urzędnika. Suma czynności przypadających na jeden etat wynosi 13,7 tys. rocznie. W godzinę statystyczny urzędnik wykonuje osiem operacji zawodowych. Twórcy raportu alarmują, że administracja podatkowa znajduje się w sytuacji krytycznej. Ponad 520 mln operacji rocznie wobec 20 mln podatników wykonuje tylko 36 tys. skarbowców. Najwięcej roboty mają w wielkich miastach. Dramatyczna wręcz sytuacja panuje w urzędach warszawskich, gdańskich i katowickich.

Wzmocnić skarbowców

Badacze etatyzacji sugerują ministrowi działania naprawcze, czyli znaczne zwiększenie zatrudnienia. Według raportu, minister powinien natychmiast znaleźć 4,6 tys. nowych etatów. W przeciwnym razie urzędy nie wykonają właściwie zadań. Ponadto 12 tys. nowych urzędników należy przyjąć „w najbliższym czasie”. W ocenie badaczy, jeden urzędnik w godzinę powinien wykonywać maksymalnie pięć operacji i obsługiwać maksymalnie 100 podmiotów gospodarczych.

— 700 podatników na jednego urzędnika fiskusa to nie jest dużo. Jednak nie można mówić, że w Polsce mamy zbyt wielu urzędników skarbowych. W innych krajach UE jest ich więcej niż u nas. Racjonalne zwiększenie zatrudnienia istotnie poprawiłoby jakość obsługi podatników. Jednak należy uporać się też z innymi problemami aparatu skarbowego, jak słabe zarządzanie, zbyt duża rotacja pracowników, brak porządnych szkoleń, słaba informatyzacja i kiepskie wyposażenie techniczne urzędów. Ministerstwo ma więc wiele do zrobienia — wskazuje prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów.

Trzech ministrów, ten sam problem

2 czerwca „Gazeta Wyborcza” doniosła o nocie, jaką Zyta Gilowska, ówczesna minister finansów, wystosowała do wojewodów. Znalazł się w niej nakaz obniżenia od początku 2007 roku wydatków z funduszu wynagrodzeń 170 tysiącom zatrudnionych w administracji rządowej (m.in. w urzędach skarbowych). Konrad Ciesiołkiewicz, ówczesny rzecznik rządu, wyjaśnił, że chodzi o redukcję 10 proc. etatów, czyli zwolnienia 17 tys. osób. Przyznał też, że rząd nie dokonał analiz, które wskazywałyby na to, gdzie występuje przerost zatrudnienia, a gdzie braki.

26 czerwca Paweł Wojciechowski, nowy minister finansów, spotkał się z działaczami komórek skarbowych Solidarności i OPZZ. Zaprzeczył, jakoby istniały jakiekolwiek plany redukcji zatrudnienia i płac w terenowej administracji skarbowej. Podczas spotkania wystąpiono też z wnioskiem o zagwarantowanie w budżecie na 2007 rok dodatkowych 1200 etatów w administracji skarbowej. Postanowiono powołać zespół, który miał dokonać „etatyzacji i miernikowania pracy w jednostkach organizacyjnych resortu finansów i w Ministerstwie Finansów”. Miało to pozwolić na racjonalizację i zwiększenie efektywności funkcjonowania administracji skarbowej.

10 sierpnia zakończyły się rozpoczęte 14 lipca (w dniu, w którym ministrem finansów został Stanisław Kluza) prace zespołu analizującego obciążenia pracą etatów w jednostkach resortu finansów. Wyniki badań wskazują, że do właściwej realizacji zadań przez urzędy skarbowe niezbędne jest natychmiastowe zwiększenie liczby etatów. Dalsze prace zespołu mają się rozpocząć 15 września.

Więcej pracowników nic nie da

Jeremi Mordasewicz

ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan

Zwiększenie liczby pracowników nie poprawi stosunków przedsiębiorca — urząd skarbowy. Nie ma znaczenia, ile utworzy się etatów — nowo zatrudniony urzędnik i tak znajdzie dla siebie jakieś zajęcie. Sposobem na lepszą koordynację pracy urzędów skarbowych — a w efekcie zmniejszenie zatrudnienia — jest informatyzacja. Banki zrozumiały to już dawno, dlatego doszło do znacznej, kilkudziesięcioprocentowej redukcji zatrudnienia. Podobnie byłoby z administracją publiczną.

Poprawa relacji między urzędami skarbowymi a przedsiębiorcami wymaga prostszego, lepszego i rzadziej zmienianego prawa (które utrudnia życie także urzędnikom).

Konieczne są też stałe podnoszenie kwalifikacji i szkolenia pracowników urzędów skarbowych. Lepiej, by było ich mniej, ale kompetentnych. Do tego należy powiązać wynagrodzenie z wydajnością pracy i kwalifikacjami. Dziś w służbach skarbowych ta zależność nie istnieje.

Andrzej Sadowski

Centrum im. Adama Smitha

Należy wysłuchać tego, o czym „PB” pisał w czerwcu, czyli postulatów pracowników urzędów skarbowych. Jednym z nich była zmiana patologicznego systemu podatkowego, który jest coraz bardziej skomplikowany, zawiły i bliski skrajnej nieefektywności. Liczba osób pracujących w urzędach jest pochodną nieracjonalności systemu. Problem nie tkwi w wielkości zatrudnienia, tylko w systemie jako takim. Dopiero jego zmiana pozwoliłaby określić rzeczywiste zapotrzebowanie na pracowników aparatu skarbowego.

Konrad Marchlewski

dyrektor finansowy Grupy Atlas

W sektorze prywatnym, wraz ze wzrostem technologicznym, rośnie wydajność. Niestety — najwyraźniej nie dzieje się tak w sektorze publicznym.

Od zwiększania liczby pracowników urzędów lepsze efekty dałoby dopracowanie procedur, a zwłaszcza informatyzacja. Należałoby też lepiej wykorzystywać tych pracowników, którzy już pracują w urzędach skarbowych. Do tego jednak brakuje stymulujących bodźców. Na pewno nie znajdzie się ich u związkowców. Drogą jest wzrost wydajności, a nie zatrudnienia.

Ewentualna poprawa sytuacji związana z zatrudnieniem tysięcy nowych urzędników będzie nieproporcjonalna do poniesionych kosztów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak, BMK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu