Fiskus ustrzelił gazelę i znów zapolował

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2013-12-13 00:00

Przedsiębiorca, pomny doświadczeń ze zniszczeniem jednej firmy, zaczął wzywać notariusza do kluczowych czynności w drugiej. To tylko wzmogło czujność urzędników

Dwa sądy odrzuciły wnioski o aresztowanie przedsiębiorcy oskarżanego o wyłudzenia podatku VAT, motywując to m.in. tym, że sam „zawiadamiał organy ścigania i urzędy skarbowe (…) o swoich podejrzeniach dotyczących nielegalnej działalności” kontrahenta. Blokady rachunków bankowych sprawiły jednak, że niewiele zostało z firmy Mcomp, szóstej na liście Gazel Biznesu 2012 i ósmej w edycji 2011. Na bruk trafiło kilkudziesięciu pracowników. Właściciel firmy Michał Wiórek i jej dyrektor Wojciech Pławecki postanowili jednak nadal handlować elektroniką w uśpionej dotychczas spółce Stager.

Michał Wiórek i Wojciech Pławecki, fot. Edytor
Michał Wiórek i Wojciech Pławecki, fot. Edytor
None
None

— Chcieliśmy kontynuować biznes, którym zajmujemy się od lat, a sprawę Mcompu wyjaśniać — tłumaczy Wojciech Pławecki.

Stager ruszył na dużo mniejszą skalę, niż działał Mcomp. Dwóch szefów i dwóch pracowników. Biznesmeni wzywali notariusza, by potwierdzał dostawy towarów.

— Nikt nie potwierdza dostaw przez notariusza, ale po doświadczeniach w Mcompie zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie — tłumaczy Wojciech Pławecki.

Belgijski komornik potwierdzał natomiast dotarcie towaru do zagranicznego kontrahenta Stagera. To o tyle istotne, że Stager zajmował się wewnątrzwspólnotowym eksportem towarów — a co za tym idzie — mógł ubiegać się w Polsce o zwrot podatku VAT od wywiezionej elektroniki.

Notariusz? To podejrzane

Na pierwszy ogień poszło 1520 iPhone’ów wyeksportowanych w lipcu. Firma złożyła do Urzędu Skarbowego w Tychach wniosek o zwrot 739,5 tys. zł VAT w trybie 25-dniowym. Ewa Langer, naczelniczka urzędu, wszczęła rutynowe postępowanie wyjaśniające i wydłużyła termin zwrotu do czasu jego zakończenia. Firma nie dostała pieniędzy do dziś, podobnie jak 245,5 tys. zwrotu oczekiwanego za sierpień. W konsekwencji zakończyła działalność.

— Nie da się działać bez pieniędzy — rozkłada ręce Wojciech Pławecki. Udział notariusza, z którego usług przedsiębiorcy korzystali, by wykluczyć ewentualne wątpliwości fiskusa, ten uznał za… czynnik obciążający. „Zdaniem organu podatkowego, akt notarialny nie jest dokumentem wymaganym i określonym przepisami prawa podatkowego jako dokument stanowiący podstawę dokonywanych odliczeń w podatku VAT. Nie jest też dokumentem zwyczajowo stosowanym w rozliczeniach podatkowych mającym dokumentować nabycie towarów. Dokumentem takim jest faktura. Budzą wątpliwości ponadstandardowe działania prezesa spółki mające świadczyć o dochowaniu należytej staranności podatnika poprzez sporządzanie aktów notarialnych mających potwierdzać zakupy telefonów komórkowych w sytuacji braku wnikliwej analizy i kontroli własnych dokumentów źródłowych, mających istotne znaczenie dla rozliczeń podatkowych, a także nie podjęcie należytych czynności zmierzających do wyjaśnienia istotnego uchybienia natury materialnej, stwierdzonego w trakcie czynności sprawdzających” — napisał Marian Kącki, zastępca naczelnika Urzędu Skarbowego w Tychach.

„Istotne uchybienie” to rozbieżność dat między lipcową fakturą dla niemieckiego odbiorcy a międzynarodowym listem przewozowym (CMR) potwierdzającym przez niego odbiór towarów.

— Niemiecki magazynier miał nieprzestawiony datownik firmowy. Mamy jednak inne dokumenty potwierdzające, że termin dostawy był zgodny z tym na fakturze — twierdzi Michał Wiórek.

Firma ma nawet nagrania dokumentujące relacje handlowe Stagera.

— Nagrywaliśmy dostawy towarów do naszej firmy, załadunek i wyładunek u klienta. Zatrzymując się na tankowanie, kierowca kręcił też iPadem krótkie filmiki z widokiem okolicy, zbliżeniem paragonu ze stacji benzynowej i części samochodu, w której był towar. Urząd skarbowy nie był jednak zainteresowany tymi materiałami — opowiada Michał Wiórek.

Kontrola i weryfikacja

Warto zauważyć, że w sierpniu Urząd Skarbowy w Tychach przeprowadził w Stagerze kontrolę związaną z lipcowymi rozliczeniami VAT. W protokole z tej kontroli czytamy: „Sprawdzone faktury VAT zostały zaewidencjonowane w przedłożonych rejestrach w kwotach z nich wynikających, zapłata należności wynikająca z faktu rozliczonych w kontrolowanym okresie następowała w formie przelewu (wyciągi bankowe) oraz gotówką, zapłaty należności zostały w całości uregulowane do dnia złożenia rozliczenia zgodnie z warunkiem (…) ustawy o VAT dla uzyskania zwrotu w terminie 25 dni”. Mimo to stwierdzili pod kątem ich prawidłowości”. Weryfikacja trwa. — Spółce Stager nikt nic nie zarzucił — podkreśla Michał Wiórek. Urząd Skarbowy w Tychach odmówił komentarza ze względu na tajemnicę skarbową.

OKIEM  EKSPERTA

KRZYSZTOF FLIS, doradca podatkowy w Baker & McKenzie Krzyżowski i Wspólnicy

Jeżeli firma dokonuje dostawy wewnątrzwspólnotowej, to obowiązuje ją zerowa stawka VAT. Ale w zależności od towaru, zakupów dokonuje ze stawką 8 lub 23 proc., więc ma nadwyżkę podatku naliczonego nad należnym. Podstawowy termin zwrotu VAT to 60 dni. Jeśli jednak firma zapłaciła już faktury swoich dostawców, to czas ten skraca się do 25 dni. Dla potwierdzenia dostawy wewnątrzwspólnotowej, oprócz faktur potrzebny jest dokument transportowy tzw. CMR i — w przypadku transportu własnego — oświadczenie z adresem nabywcy, terminem dostawy i podpisem odbiorcy. Notariusz do tego nie jest potrzebny. Nigdy nie spotkałem się z sytuacją, by ktoś korzystał z usług notariusza do potwierdzania dostaw.

JUŻ PISALIŚMY - „PB” z 14 marzec 2013 r.

POLOWANIE: Załamanie działalności Mcompu to konsekwencja kontroli podatkowej z wiosny 2012 r. Okazało się wtedy, że jeden z dostawców firmy nie jest płatnikiem podatku VAT. Fiskus uznał więc, że występując o zwrot VAT za eksport wewnątrzwspólnotowy, Mcomp wyłudzał pieniądze. O świcie 6 lutego 2013 r. policja zapukała do Michała Wiórka i Wojciecha Pławeckiego. Pierwszy został zatrzymany, a prokuratura wniosła o jego aresztowanie. Sąd rejonowy, a potem okręgowy nie zgodziły się na to, wskazując, że jedyne dowody, jakie ma prokuratura, to zeznania karanego już prezesa firmy, z którą handlował Michał Wiórek.