Niektórzy urzędnicy skarbówki współdziałali z mafią paliwową — twierdzi Andrzej Czyżewski, były prokurator.
Mafia paliwowa nie rozwinęłaby skrzydeł, gdyby nie współpraca z niektórymi urzędnikami fiskusa — twierdzi Andrzej Czyżewski, były prokurator, który od czwartku jest przesłuchiwany przez prokuratorów i członków sejmowej komisji śledczej ds. PKN Orlen. Odpowiada na pytania z Hamburga, za pośrednictwem łączy satelitarnych, bo w Polsce jest ścigany listem gończym. Już tylko jednym, bo drugi został wycofany. Oskarżono go jednak o udział w mafii paliwowej. Tymczasem jego zdaniem, wiele urzędów skarbowych na terenie całego kraju przymykało oczy na proceder prania faktur przez nieuczciwe firmy.
Pociąg widmo
Z relacji Andrzeja Czyżewskiego wyglądało to tak: firma słup sprowadza pociąg jakiejś cieczy z zamiarem jej przerobu na paliwo, po czym stawia go na bocznicy w Szczecinie, Zarębie czy na terenie jednostki wojskowej w Żaganiu. Pociąg stoi, a po kraju zaczynają krążyć jego dokumenty. Po kilku tygodniach nikt nie jest już w stanie dojść, gdzie jest pociąg ani co tak naprawdę zawierały cysterny, bo ich zawartość została już „na papierze” przerobiona na pełnowartościowe paliwo. Transport został zalegalizowany, a przestępcy zarabiali na zwrocie VAT i niepłaceniu akcyzy. Andrzej Czyżewski podaje przykład takiego „czyszczenia”.
— Wraz z funkcjonariuszami Centralnego Biura Śledczego (CBŚ) ze Szczecina dokonaliśmy pewnego eksperymentu. Otóż na podstawie danych operacyjnych nanieśliśmy na mapę Polski pewien transport oleju napędowego wartego 460 tys. zł. Tyle wyniosła inwestycja mafii. Ten skład, a ściślej mówiąc grupa wagonów (do 8 sztuk), stała na bocznicy na stacji Gumieńce pod Szczecinem. Jak ustaliliśmy, jego papiery krążyły po całej Polsce przez kilka tygodni, przeszły przez kilkanaście firm i na koniec olej napędowy wart 460 tys. zł sprzedano za 1,5 mln zł — mimo że pociąg nawet nie ruszył z miejsca. Fałszując dokumentację, przestępcy doliczyli sobie wszystko: akcyzę, VAT, postojowe, osiowe, przetrzymanie wagonów, przeładunku, bo to było podstawą do naliczania coraz wyższego VAT. Zysk grupy okazał się lepszy niż na narkotykach, bo nikomu nic nie groziło, wystarczyło mieć kilkanaście słupów, samochód i pracowitego gońca przewożącego dokumenty od słupa do słupa — mówi Andrzej Czyżewski.
Ciężkie oskarżenia
Jaka była w tym rola fiskusa? Zdaniem naszego rozmówcy, to wszystko nie byłoby możliwe, gdyby nie współpraca z urzędnikami kontroli skarbowej, którzy ani razu nie zadali sobie trudu, żeby zgodnie z ordynacją podatkową sprawdzić, czy rzeczywiście doszło do obrotu. Ustawa mówi bowiem, że naliczenie należności skarbu państwa dokonywane jest od rzeczywiście zaistniałego zdarzenia podatkowego, czyli obrotu — zmiany własności. Urzędnik kontroli skarbowej powinien sprawdzić, czy rzeczywiście doszło do przejścia własności. Tymczasem, jak twierdzi Andrzej Czyżewski, żaden urząd skarbowy w Polsce tego nie dokonał, wbrew art. 21 ordynacji podatkowej. Jego zdaniem, żaden urzędnik nie poniósł za to konsekwencji.
— Co więcej, nie znam żadnego urzędu kontroli skarbowej (UKS), który mając uzasadnione podejrzenie, że chodzi o oszustwo, nie zawiesił postępowania kontrolnego i nie zawiadomił prokuratora. Urzędy skarbowe to podstawowa sprawa. Bez nich nic by nie wyszło. Mafia legalizowała interesy poprzez słupy, o których urzędnicy skarbowi wiedzieli — dodaje były prokurator.
Podaje przykład urzędnika kontroli skarbowej z Jeleniej Góry (nazwisko znane redakcji), który świadomie wyliczał podatek od nieżyjącego od pół roku słupa, Andrzeja K., którego zwłoki policja znalazła pływające w Odrze. Ale byli i tacy urzędnicy, którzy nie zdecydowali się na współpracę z mafią.
Ja mam tutaj mafię!
We Wrocławiu urzędnik kontroli skarbowej, który natknął się na przestępstwa paliwowe, złożył zawiadomienie do tamtejszej prokuratury. Skutek był taki, że prokuratura przedstawiła mu akt oskarżenia.
— Podczas rozmowy w cztery oczy z zastępcą dyrektora oddziału UKS w Jeleniej Górze usłyszałem „Panie Andrzeju, ja mam tutaj mafię, niech pan coś zrobi”. Jeden z jego podwładnych również dał mi to do zrozumienia, mówiąc: „Jeżeli ma pan jakieś dojścia do Rapackiego (CBŚ), to niech pan go spróbuje zawiadomić”. Próbowałem, ale niedługo po spotkaniu Rapacki wyleciał z ministerstwa. Znam więcej takich osób, których dane ujawnię członkom sejmowej komisji ds. PKN Orlen — mówi Andrzej Czyżewski.
„Puls Biznesu” poszedł śladem innego świadka — Zdzisława M. Niestety, za późno. M. został znaleziony martwy w mieszkaniu kolegi. Jego śmierć do dzisiaj nie została wyjaśniona.
Tajny raport
W sierpniu 2000 r. w trakcie rozmowy z profesorem Z. (nazwisko znane redakcji) Andrzej Czyżewski postanowił powiadomić wiceministra Jana Wojcieszczuka, generalnego inspektora kontroli skarbowej z Ministerstwa Finansów (MF).
— Z. umówił mnie na spotkanie z Janem Delisiem, wicedyrektorem Departamentu Kontroli Skarbowej w MF. Spotkanie odbyło się 20 sierpnia. Potem było ich jeszcze kilka — każde po kilka godzin. Zwróciłem mu uwagę na sposób powstawania decyzji podejmowanych przez inspektorów kontroli skarbowej w Jeleniej Górze. Prowadziły one do ukrywania przed ministrem finansów rzeczywistego stanu poboru podatków i legitymowania w ten sposób sektora przestępczego w obrocie paliwami oraz wprowadzania w błąd co do skali zagrożenia, jakie wiąże się z istnieniem mafii paliwowej. Zwróciłem też uwagę, że szacunki dokonywane na podstawie błędnych decyzji fiskusa są niezgodne ze stanem faktycznym i prowadzą do sytuacji, że kolejny budżet państwa konstruowany jest na fałszywych przesłankach. Inspektorzy skarbowi po prostu deklarowali ściąganie kwot wyższych niż w rzeczywistości. Dowodami były dokumenty firm Danszoft, Vera i cała lista kilkunastu fikcyjnych firm wykorzystywanych przez mafię gospodarczą. Ponadto w lecie 2000 r. rozmawiałem o tym ze wszystkimi dyrektorami UKS oraz Izby Skarbowej w Jeleniej Górze, żądając od nich poinformowania prokuratury — relacjonuje Andrzej Czyżewski.
Ujawnił też, że 22 marca 2002 r., na polecenie ówczesnego ministra finansów, została sporządzona opinia na temat zagrożenia sytuacji finansowej państwa przez mafię paliwową. Twierdzi, że widział raport w Ministerstwie Finansów, który z jakichś przyczyn został utajniony — nie zapoznał się z nim ani Sejm, ani komisja ds. PKN Orlen.
— W tym raporcie, w miarę kompetentnie i obiektywnie wykonanym, jest wiele prawdy o mafii paliwowej w Polsce. Widziałem pismo polecające jego sporządzenie i znam dwóch ludzi z Departamentu Kontroli Skarbowej, którzy go wykonali. Obawiam się jednak, że raport ten trafi „do łodzi podwodnej”, czyli nigdy nie ujrzy światła dziennego — mówi były prokurator.
