Podatkowa nowela ma kontekst wyborczy

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-08-19 18:30

Rząd z definicji z wetami się nie godzi, ale musi przyjąć do wiadomości, że w kwestii podpisania/niepodpisania każdej ustawy prezydent ma dowolność.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego (TK) jeszcze z 1995 r. niekorzystne dla płatników zmiany w podatku dochodowym powinny wchodzić w życie co najmniej miesiąc przed rozpoczęciem roku podatkowego. Inaczej mówiąc, najpóźniej 30 listopada, przy czym publikacja w Dzienniku Ustaw musi uwzględnić choćby minimalne vacatio legis. Ulubionym chwytem kolejnych ekip rządzących jest wprowadzanie ustaw w życie „z dniem następującym po dniu ogłoszenia”, czyli dla PIT terminem najpóźniejszym jest 29 listopada. Notabene już po wejściu w życie obecnej Konstytucji RP kolejny skład TK w 2005 r. rozszerzył kalendarzową zasadę na wszelkie podatki, których wymiar dokonywany jest w okresach rocznych, czyli w szczególności CIT. W dowolnym terminie mogą wchodzić natomiast nowe stawki VAT oraz akcyzy, w obie strony. Ten graniczny 30 listopada dla PIT i CIT nie jest zapisany ustawowo, ale od ćwierć wieku szanowany przez kolejne rządy.

Przypomniałem kalendarzowy elementarz, ponieważ na procedowanie zmian podatkowych wchodzących w życie 1 stycznia 2027 r. pozostają trzy miesiące. Przy czym na ścieżkę rządowo-parlamentarną mniej więcej dwa, albowiem nie podlega dyskusji okres 21 dni na namysł podpisowy Karola Nawrockiego oraz potem jakiś techniczny czas na publikację. Premier Donald Tusk, który 19 sierpnia projekt podatkowy zaprezentował wraz z podwójnym ministrem Andrzejem Domańskim, od razu publicznie zaznaczył, że oczywiście wchodzi w grę niepodpisanie przez Karola Nawrockiego również tej nowelizacji, tak jak stało się to z różnymi innymi ustawami. Rząd z definicji z wetami się nie godzi, ale musi przyjąć do wiadomości, że w kwestii podpisania/niepodpisania każdej ustawy prezydent RP konstytucyjnie dysponuje kompetencjami pamiętnego kierownika szatni z „Misia”, który płaszczowy incydent zakończył pytaniem retorycznym: „I co pan nam zrobi?”.

W normalnych czasach podatki teoretycznie powinny należeć do kategorii ponad 250 ustaw przez Karola Nawrockiego podpisanych. Jednak ze względu na znaczenie społeczne dosłownie każdy pretekst może wpłynąć na zawetowanie nowelizacji lub prewencyjne posłanie jej do sparaliżowanego TK pod wodzą Bogdana Święczkowskiego. Zwłaszcza że ma ona oczywisty kontekst wyborczy — jeśli wejdzie w życie 1 stycznia, to skutki kwotowe będą odczuwalne jesienią 2027 r., tuż przed wyłonieniem Sejmu i Senatu w październiku. Najważniejsze dla całego elektoratu byłoby oczywiście zrealizowanie przez Donalda Tuska obietnicy wyborczej z 2023 r. i podwyższenie dla wszystkich kwoty wolnej od podatku z 30 do 60 tys. zł rocznie. Ubytek przychodowy w ledwie dychającym budżecie państwa sięgnąłby rocznie mniej więcej 60 mld zł, co zostało uznane za niewykonalne nawet przy rozłożeniu zwiększania kwoty wolnej na coroczne etapy. Nawet w perspektywie wyborczej premier Tusk i minister Domański na takie rozłożenie finansów publicznych jednak się nie odważyli. W zamian stawiają na ulżenie konkretnej części elektoratu, czyli zarabiającej ponadprzeciętnie klasie średniej, która w drugiej części roku wpada do drugiej strefy podatkowej. Korekta kwotowa w progach powinna zmniejszyć obciążenia dla mniej więcej 3,5 mln podatników.

Na drugim biegunie projektu zmian podatkowych umieszczone zostały największe firmy oraz ryczałtowcy. Teoretycznym założeniem nowelizacji jest bowiem zbilansowanie wpływów z PiT i CIT — przynajmniej według deklaracji ministra finansów. Wskazanie właśnie takich źródeł sfinansowania ulgi dla klasy średniej ma podłoże również wyborcze. Same dodatkowo obciążone stawką CIT firmy w sensie dosłownym przecież nie głosują, natomiast ich kadra menedżerska odczuje personalnie ulgę. Notabene jak zawsze w takich sytuacjach dodatkowo obciążone wielkie podmioty oczywiście znajdą sposoby, by wszystko przerzucić na klientów.

Grupą, która zostanie najbardziej uderzona po kieszeni podatkową nowelizacją, są ryczałtowcy. Korzystający z korzystnego ryczałtowego rozliczania podatków od działalności gospodarczej również współtworzą klasę średnią tak bliską Donaldowi Tuskowi. Jeśli szef Koalicji Obywatelskiej liczy na utrzymanie za rok jej poparcia, to przynajmniej w podgrupie ryczałtowców może się przeliczyć.