JTT walczyło na wczorajszym WZA z widmem bankructwa. A jest blisko.
Wczoraj odbyło się WZA JTT Computer, jednego z największych producentów komputerów w Polsce, który znalazł się na krawędzi bankructwa. Akcjonariusze mieli zwiększyć uprawnienia rady nadzorczej i kompetencje zarządu oraz podjąć decyzję o podniesieniu kapitału. WZA zakończyło się po zamknięciu wydania „PB”, spółka nie przekazała nam też projektów uchwał. Wszystkie miały zapewnić szybsze działania wobec groźby upadłości. Już dwa tygodnie temu akcjonariusze upoważnili zarząd do podniesienia kapitału, które umożliwi zewnętrznemu inwestorowi przejęcie kontroli nad spółką (ponad 60 proc. akcji). Inwestorzy nie są jednak skłonni podać pomocnej dłoni do czasu decyzji fiskusa.
To właśnie fiskus jest ojcem problemów JTT. Miał do 12 października podjąć decyzję w sprawie ewentualnego zwrotu JTT nadpłaconych 23 mln zł podatków.
— Urząd zażądał dodatkowych wyjaśnień i przesunął decyzję. Powinna zapaść w ciągu miesiąca — powiedziano nam w JTT.
— Fiskus woli poczekać, bo lepiej zniszczyć firmę, a potem układać się z syndykiem — mówi jeden z akcjonariuszy JTT.
W całej sprawie chodzi o podatek za komputery eksportowane, a potem importowane przez JTT i dostarczane do szkół w latach 1998-2000. JTT, a także Optimus, wykorzystały lukę w prawie, dzięki czemu ich sprzęt był nie obciążony podatkami. Potem fiskus zakwestionował te transakcje — firmy zapłaciły duże kary, a zarządy oskarżono o przestępstwa. JTT wygrał już z fiskusem wszystkie sprawy w sądzie (Optimus czeka) — zarówno karne, jak i przed NSA.
Dzięki odwleczeniu decyzji fiskusa JTT musiała zwolnić 160 osób i nie może realizować kontraktów.
— Rocznie odprowadzaliśmy do około 70 mln zł podatków. Teraz nikogo to nie obchodzi — mówi Paweł Ciesielski, prezes JTT.