Po wczorajszej przecenie WIG20 o 3,5 proc., w wyniku której niebezpiecznie zbliżył się on do poziomu 1550 pkt., wydawało się, że jest najwyższy czas, aby popyt podjął się roli obrony rynku. Już po kilku minutach stało się jednak jasne, że nie ma do tego większej ochoty. Jednym z czynników wspierających taką postawę była kontynuacja wyprzedaży na największych rynkach europejskich. Tam, po próbie podniesienia indeksów, pojawiła się kolejna fala destrukcji po opublikowaniu danych o wielkości skurczenia się brytyjskiego PKB w poprzednim kwartale. Prognozy mówiły o 1,2 proc. Rzeczywistość znacznie je przerosła i okazało się, że zmalał on o 1,5 proc. Drugim powodem negatywnego zachowania GPW była, w równym stopniu, bierność strony popytowej. O godzinie 14 obroty nie przekraczały 400 mln zł.
Początkowo impet spadków skoncentrował się na walorach, mocno wczoraj zmaltretowanego, KGHM, ale wkrótce rolę odpowiedzialnego za obniżanie indeksu blue chipów przejął PKO BP. Państwowy bank stał się ostatnio ulubionym obiektem zainteresowania inwestorów grających na trend spadkowy. Zniżkującemu sektorowi bankowemu „dzielnie” towarzyszyła branża paliwowa. Dzisiaj do bardzo negatywnego wpływu przeszacowania zapasów ropy na wyniki w poprzednim kwartale przyznała się rafineria Możejki. Do słabej postawy Orlenu przyczyniła się także agencja ratingowa Fitch, która umieściła ratingi PKN Orlen na liście obserwacyjnej ze wskazaniem negatywnym.
Mocnym zniżkom na GPW towarzyszyło dynamiczne osłabienie naszej waluty. Po południu za szwajcarskiego franka trzeba było płacić już prawie 3 zł., a za dolara blisko 3,5 zł. Sytuacja na rynku walutowym wydaje się na tyle niebezpieczna, że powinna wywołać reakcję i ustosunkowanie się do niej przedstawicieli NBP.
Rynki liczyły jeszcze na pojawienie się raportu General Electric, który w przypadku pozytywnego zaskoczenia mógłby ograniczyć zakres spadków. Niestety amerykański konglomerat zanotował mniejszy zysk netto, który wyniósł 35 centów na akcję. Analitycy spodziewali się 37 centów, więc nie mogło być mowy o dobrym odebraniu raportu, tym bardziej, że GE przedstawił dosyć ostrożne prognozy na nadchodzący okres.
W końcowej fazie sesji na GPW kupujący mocno wzięli się do pracy, co przyniosło gwałtowne wybicie WIG20 do minus 0,52 proc.. Fixing dopełnił obraz nieobliczalnego naszego rynku i całkowicie przewartościował wyceny kilku największych spółek. Do zielonej strefy zostały przetransferowane -BRE Bank, PKN Orlen i Pekao. Mocne straty zanotował Lotos i PKO BP, które staniały o ok.5 proc.
WIG20 zmalał w tym tygodniu o 94 pkt., a jeszcze gorzej poradziły sobie mniejsze spółki. mWIG40 utracił również 94 pkt., ale w jego przypadku oznacza to spadek o ok. 6,5 proc.
W tym tygodniu bardzo słabo zaprezentowały się globalne rynki, gdzie najsłabszym ogniwem okazały się giełdy europejskie. Jednym z niewielu indeksów, który nic sobie nie robił z panujących nastrojów jest chiński Shanghai B-Share. Zyskał on już blisko 50 proc. od październikowych minimów bessy. Przewodnik światowych trendów-Wall Street- nie rozstrzygnął kierunku jaki ma obrać w najbliższym okresie. Dow Jones stracił prze 4 sesje zaledwie niecałe 2 proc., co głównie było efektem wtorkowej manifestacji, w dniu zaprzysiężenia Baracka Obamy. Swoje wyniki przedstawiło kilka bardzo znaczących spółek. Część z nich zaskoczyła pozytywnie, a poza informacją z Royal Bank of Scotland nie było takiego raportu, który by zdruzgotał rynki.
Nadchodzący tydzień powinien rozstrzygnąć o trendzie w następnym
miesiącu. Wysyp raportów kwartalnych spółek plus pierwszy odczyt
amerykańskiego PKB może wyjaśnić, czy czeka nas ustanawianie nowych rekordów
bessy, czy pojawią się podstawy do silniejszego odbicia. GPW nadal jednak będzie
miała swoje wewnętrzne problemy, które będą ją trapić aż do zamknięcia pozycji
przez wielkiego rozgrywającego.