Internetowa platforma do zamawiania jedzenia przytyje od kolejnych 20 mln USD. Działająca m.in. w Polsce Foodpanda dostała właśnie od funduszy inwestycyjnych takie pieniądze na rozwój. Globalnie. Ile dostanie polski oddział, nie wiadomo. Taki sam zastrzyk gotówki trafił do obecnego dzisiaj w 32 krajach serwisu już rok temu.
“Dzięki dodatkowym funduszom na rozwój chcemy do końca pierwszego kwartału pojawić się na 40 rynkach. Tylko w zeszłym roku udało nam się wejść do 20 krajów” – czytamy w komunikacie.
Obecnie platforma współpracuje z 22 tys. restauracjami na całym świecie. W Polsce porozumiała się z McDonald’sem, z którym od zeszłego tygodnia testuje dostawę, na razie z trzech punktów w stolicy.
Prezes Foodpandy, Ralf Wenzel, ma wizję stworzenie serwisu, do którego ludzie naturalnie sięgaliby wtedy, gdy poczują sie głodni tak jak naturalnie korzystają z Google’a, gdy czegoś szukają czy z Facebooka, gdy chcą sprawdzić, co słychać u znajomych. Zaś konsument ma zamawiać jedzenie nie tylko przez wejście na stronę www ale również poprzez playstation, telewizję czy na ławce w parku dzięki smartfonowi.
— Konsumenci wciąż dostają mnóstwo papierowych ulotek, które muszą trzymać w domu czy w pracy, żeby mieć szeroki wybór. Później muszą się przez nie przekopać, żeby wybrać konkretny posiłek, i jeszcze zadzwonić. Zamówienie u nas redukuje te zbędne czynności — wszystkie rodzaje kuchni dostępne są w jednym miejscu. Wystarczy kliknąć, żeby złożyć zamówienie — przekonywał w wywiadzie dla PB Ralf Wenzel.
Spółka działa już m.in. w Argentynie, Bangladeszu, Brazylii, Chile, Kolumbii, Czechach, Indiach, Indonezji, Maroko, Meksyku, Nigerii, Peru, Rosji, Arabii Saudyjskiej, Senegalu. Wenezueli, Wietnamie i na Węgrzech. Nad Wisłą obecna jest od 2013 r. Należy do funduszu inwestycyjnego Rocket Internet.
