To jeden z najpopularniejszych samochodów dostawczych, jakie można spotkać na naszych drogach. Zauważyli to także producenci, którzy zamiast wprowadzać na rynek nowy samochód w 2000 r. zmodernizowali poprzednią wersję. Odmłodzony i wzbogacony o kilka nowinek Transit zadomowił się na naszych drogach.
Większość kierowców pamięta poprzednią wersję Transita — dość prostą i raczej nie rzucającą się w oczy. Nowe wcielenie auta nabrało nowoczesnego i nieco agresywnego wyglądu. Przednia szyba i pokrywa silnika już nie tworzą jednej linii. Styliści wyraźnie je oddzielili. Pomiędzy sporymi i odrobinę wypukłymi reflektorami umieszczono dużą osłonę chłodnicy. Na masce znalazł się również spory znak firmowy. Auto otrzymało dodatkowe przetłoczenie wzdłuż boku, sprawiające, że karoseria nie przypomina już lodówki. Złośliwi twierdzą, że Transit wygląda teraz jakby ktoś na nim usiadł i starał się go zgnieść. Samochód jednak prezentuje się naprawdę przyzwoicie i, co ważne, jest to nadal zwyczajny furgon, tylko że o ciekawszym wyglądzie.
Takie auta jak testowany Transit niewątpliwie powstały z myślą o wykorzystaniu ich do pracy. Trudno byłoby wykorzystywać je jako samochód uniwersalny, choć oczywiście można kupić Transita z większą liczbą siedzeń i mniejszym przedziałem bagażowym. W kabinie testowanego modelu znalazły się dwa fotele, za którymi umieszczono metalową przegrodę, oddzielającą część bagażową. Ta ostatnia, zależnie od wersji, liczy od 5 do 14 m sześc. W egzemplarzu testowym było to 6,5 m sześc. Trzeba przyznać, że jak na samochód dostawczy Transit miło zaskakuje standardem wykonania wnętrza. Deska rozdzielcza jest czytelna, a wszystkie przyrządy pod ręką. W wyposażeniu znalazły się dwie poduszki powietrzne, klimatyzacja, która małą kabinę schładza dosłownie w kilkanaście sekund. Kierowca ma też do dyspozycji radio z kasetowym odtwarzaczem. Szyby i lusterka regulowane są oczywiście elektrycznie. Jeśli chodzi o komfort i wyposażenie wnętrza Transit dorównuje wielu samochodom osobowym.
Testowany model Forda wyposażono w 2-litrowy silnik TDCI, o mocy 125 KM. Prawdę mówiąc, to bardzo dobre parametry jak na samochód dostawczy. Auto naprawdę doskonale radzi sobie zarówno w mieście, jak i na trasie. Ze stosunkowo niewielkim obciążeniem samochód bez najmniejszego problemu rozwija prędkość 140 km/h, a to naprawdę nie jest szczyt jego możliwości.
Istotnym elementem układu jezdnego nowego Transita jest to, że napęd przenoszony jest na przednie koła, co niewątpliwie ułatwia ruszanie na śliskich lub luźnych nawierzchniach. Dodatkowo auto wyposażono w specjalny system zapobiegający poślizgom kół podczas startu.
Na uwagę zasługują lusterka nowego Transita. Nie ma w nich tzw. punktu martwego, który jest utrapieniem kierowców i przyczyną wielu kolizji. Dwa zwierciadła znakomicie pokazują, co dzieje się za samochodem i obok niego.
Transit 280 S z dwulitrowym dieslem to niezły samochód, który mimo osiągów i wyposażenia porównywalnych z autami osobowymi jest rasowym furgonem gotowym przewozić ponad tonę ładunku.