To nie był dobry rok dla Fortis Banku. Nie udało mu się m.in. wypracować planowanego zwrotu z kapitału, znacząco zwiększyć akcji kredytowej, a depozyty wręcz spadły. Na otarcie łez bank zrealizował skorygowaną prognozę zysku netto. Ten rok ma być jednak lepszy.
2002 r. nie zapisze się zbyt dobrze w historii Fortis Banku, lokującego się w drugiej dziesiątce pod względem wielkości w Polsce. Jak większość banków, również ten giełdowy bank nie zakończył ubiegłego roku wielkimi sukcesami. Nie udało mu się m.in. wypracować pierwotnie planowanego zysku, niższy od zakładanego był zwrotu z kapitału, akcja kredytowa prawie nie rosła, a depozyty wręcz spadły.
Zarząd obiecuje, że ten rok dla Fortis Banku ma być zdecydowanie lepszy.
— W tym roku chcemy, by o 25 proc. wzrosła liczba klientów segmentu personal banking, których obecnie jest 11 tys i o 20 proc. instytucjonalnych, których jest 9 tys. Mamy nadzieję na zwiększenie akcji kredytowej i organiczne umacnianie naszej pozycji na rynku. Natomiast nie planujemy fuzji z inną instytucją finansową w Polsce — wylicza Ronnie Richardson, od dwóch tygodni nowy prezes Fortis Bank Polska.
Ma nadzieję, że w końcu ruszy nasza gospodarka i dzięki temu bank zacznie szybciej się rozwijać. Nie chce jednak mówić o konkretach. Powód — w ubiegłym roku nie udało się zrealizować planów.
W ubiegłym roku bank planował początkowo wypracowanie 46 mln zł zysku netto.
— W połowie roku skorygowaliśmy tę prognozę do 30 mln zł i udało nam się ją zrealizować. Oznacza to, że nasz wynik jest trzykrotnie wyższy niż w 2001 r. — wyjaśnia Ronnie Richardson.
Wynik spółki prawdopodobnie przekroczył 31,5 mln zł. Tymczasem inwestor strategiczny — belgijski Fortis Bank — oczekiwał, że przy tym poziomie kapitałów własnych (480 mln zł) bank wypracuje minimum 71,8 mln zł. Jednak nie było to możliwe.
— Nasza strategia rozwoju zakładała znacznie dynamiczniejszy wzrost gospodarczy w Polsce, co miało się przełożyć na wyniki banku. Musieliśmy bardzo poważnie ją skorygować. Sądzę, że tegoroczny wynik finansowy będzie o kilka procent wyższy niż w ubiegłym roku — mówi Ronnie Richardson.
Oznacza to, że bank zamierza zarobić w tym roku nie mniej niż 34-35 mln zł.
Zarząd banku ma nadzieję, że w tym roku zdecydowanie szybciej będzie mógł rozwijać akcję kredytową. W ubiegłym roku planowano jej wzrost o 25-30 proc.
— Z powodu złej koniunktury ostrożniej podchodziliśmy do finansowania klientów. Dlatego realnie wartość udzielonych kredytów w banku wzrosła o 3 proc. — mówi Ronnie Richardson.
W efekcie portfel kredytów w sytuacji nieregularnej nadal wynosi 15 proc., choć zgodnie z planem miał zmniejszyć się o połowę.
Spadła ponadto wartość zgromadzonych depozytów.
— W ubiegłym roku wartość depozytów zmniejszyła się o 150 mln zł. Jednak równocześnie o 160 mln zł wzrosła wartość aktywów będących w zarządzaniu naszej spółki asset management — wylicza szef banku.
Konsekwencją wolniejszego rozwoju było mniejsze niż planowano wykorzystanie kapitałów. Przez rok współczynnik wypłacalności nie zmienił się i wynosi nadal 19 proc. Bankowi nie udało się także osiągnąć planowanego 10-proc. zwrotu z kapitału (ROE), natomiast współczynnik kosztów do dochodów spadł poniżej 60 proc.
Okiem eksperta
Brak specjalizacji
Nie sądzę, by tej wielkości instytucja finansowa, jak Fortis Bank, była w stanie samodzielnie osiągnąć znaczącą pozycję na polskim rynku. Tym bardziej że nie jest to bank wyspecjalizowany w konkretnym segmencie rynku, a raczej nastawiony na oferowanie produktów skierowanych do szerokiego grona odbiorców. Nie należy więc wykluczyć, że partner strategiczny zamierza stworzyć stabilną, przynoszącą określony dochód instytucję, by w odpowiednim momencie odsprzedać ją innemu inwestorowi.
Grzegorz Zawada
analityk Erste