
Pokusi się pan o krótką charakterystykę naszego rynku energii, zwłaszcza tej ze źródeł odnawialnych?
Powinniśmy zacząć od obrazu ogólnego, a więc od specyfiki polskiej energetyki i miksu energetycznego. Na koniec 2020 r. łączna moc osiągalna wszystkich elektrowni w Polsce, wliczając elektrownie domowe czy mikroinstalacje, po raz pierwszy przekroczyła 50 GW. Moc zainstalowana źródeł odnawialnych to 12,5 GW, w tym w samej fotowoltaice mamy 4 GW.
Pomimo coraz większego — bo już 25-procentowego — udziału OZE w całkowitej mocy osiągalnej, głównym źródłem energii elektrycznej w Polsce są elektrownie węglowe, odpowiedzialne za około 70 proc. produkcji energii elektrycznej. Udział energii z odnawialnych źródeł w całkowitej produkcji energii w ostatnich latach regularnie w Polsce rósł, osiągając 16 proc. na koniec 2019 r. Nie ma jeszcze danych z 2020 r., ale sądząc po dotychczasowych około jednoprocentowych rocznych wzrostach i jeszcze dynamiczniejszym przyroście mocy, dzisiaj jesteśmy już pewnie na poziomie 17,5 proc. udziału OZE w całkowitej produkcji energii elektrycznej w Polsce.
Jeśli natomiast weźmiemy pod uwagę samą fotowoltaikę to charakteryzuje ją przede wszystkim dynamiczny wzrost rynku, dostępność technologii i rosnąca konkurencyjność — obserwowane szczególnie mocno w ostatnich dwóch latach.
Jakie czynniki sprawiają, że coraz chętniej korzystamy z tej technologii?
Przede wszystkim wymieniłbym znaczący spadek kosztów technologii fotowoltaicznej w ostatnim dziesięcioleciu i przecięcie się spadającej krzywej kosztów wytworzenia energii z fotowoltaiki z rosnącą krzywą kosztów wytworzenia energii z węgla. Krótko mówiąc, fotowoltaika zaczęła wygrywać z węglem pod kątem efektywności kosztowej. Oczywiście nie możemy tu mówić o pełnym zwycięstwie, bo fotowoltaika nie jest źródłem stabilnym; zależy od pogody, pór roku czy pory dnia. OZE, w tym fotowoltaika, nigdy więc nie zastąpi całkowicie źródeł konwencjonalnych — odnawialne źródła energii będą potrzebowały „backupu” w energetyce konwencjonalnej. Jednak już dziś względy ekonomiczne w połączeniu z tym, że fotowoltaika jest technologią zdrową i ekologiczną, sprawiają, że klienci masowo inwestują w swoje domowe elektrownie.
Drugi czynnik to wprowadzona ustawowo definicja prosumenta, która pozwala mu na magazynowanie energii w sieci. Trzecim było wprowadzenie ulgi termomodernizacyjnej, umożliwiającej odliczanie kosztów mikroinstalacji od podatków.
Czwartym czynnikiem — chyba najważniejszym w ostatnim czasie — był wprowadzony w lipcu 2019 r. program „Mój prąd”, pozwalający na uzyskanie w prosty sposób dotacji na przydomową instalację fotowoltaiczną.
Popularność instalacji fotowoltaicznych rośnie również wśród klientów biznesowych, dla których kluczowe znaczenie mają regularne wzrosty kosztów energii. Ten segment nie jest chroniony regulowanymi taryfami, w związku z czym dźwiga na swoich barkach koszty wszystkich dodatkowych obciążeń. Dla przykładu wprowadzona w tym roku opłata mocowa wygeneruje w wielu firmach aż 15–20 proc. wzrost kosztów energii. Na forach internetowych właściciele firm żalą się, że w ostatnich dniach dostają rachunki nawet o 50 proc. wyższe i zawierające kilka nowych pozycji. Przedsiębiorcy, szukając oszczędności, mają coraz większą determinację, żeby inwestować w fotowoltaikę.
Czego możemy spodziewać się w 2021 roku?
Są zapowiedzi NFOŚiGW, że program „Mój prąd”, który cieszył się największą popularnością, będzie kontynuowany. Jego trzecia edycja ruszy jeszcze w tym roku i prawdopodobnie obejmie również inne produkty związane z fotowoltaiką, takie jak chociażby magazyny energii. Komercyjne banki tworzą oferty dedykowane tym inwestycjom. Nadal dostępne są ulga termomodernizacyjna i opcja magazynowania energii w sieci. W programach takich jak „Czyste powietrze” mamy możliwość znacznego dofinansowania pomp ciepła, wymiany pieców, tzw. kopciuchów, i innych działań podnoszących efektywność energetyczną gospodarstw domowych. Będzie się sporo działo.
Czyli pozostaniemy krajem fotowoltaiki przydomowej.
Moim zdaniem nie. W Polsce większość nowych mocy dotychczas instalowano w mikroinstalacjach, stanowiących około 70 proc. udziału w całkowitej mocy zainstalowanej w fotowoltaice. To będzie się zmieniało.
Do najdynamiczniej rozwijającego się segmentu klientów indywidualnych już dołącza segment klientów biznesowych. Mam na myśli zarówno mikroinstalacje do 50 KW, które są szybko i łatwo procedowane, jak i większe instalacje, których procedowanie wymaga dłuższego czasu. Klienci biznesowi, ze wspomnianych wcześniej powodów, będą mieli coraz większą motywację, żeby inwestować w fotowoltaikę. Hotele, restauracje, sektor rolniczy i hodowlany, małe i średnie zakłady produkcyjne, krótko mówiąc, ci wszyscy, którzy zużywają od kilkudziesięciu do kilkuset megawatogodzin rocznie. Jest naprawdę wiele branż, które mogą zaspokajać swoje potrzeby energetyczne dzięki fotowoltaice.
Mamy jeszcze trzeci, bardzo ważny, dynamicznie rosnący segment — rynek projektów „farmianych”, czyli farm fotowoltaicznych, produkujących energię nie na potrzeby własne, lecz również na sprzedaż. To inwestycje najczęściej o mocy 1 MW, charakteryzujące się nawet dwuletnią bezwładnością czasową pomiędzy pomysłem na inwestycję a momentem, w którym zaczyna być produkowany prąd. To zazwyczaj kilkunastomiesięczny okres, począwszy od wykonania tzw. dewelopmentu — projekty, uzgodnienia, warunki środowiskowe, pozwolenie na budowę, warunki przyłączenia itp. — przez udział w aukcji na odsprzedaż energii, aż do budowy farmy. Spiętrzenie takich projektów w ostatnich latach było na tyle duże, że w najbliższym czasie będą realizowane inwestycje o łącznej mocy prawie 1,7 tys. MW, które wygrały na dotychczasowych aukcjach. I właśnie takie duże inwestycje w farmy fotowoltaiczne zdecydowanie zmniejszą procentowy udział fotowoltaiki przydomowej.
A jak pan ocenia potencjał rynku fotowoltaicznego?
Mamy w Polsce 5 mln domów jednorodzinnych i na nich około 450 tys. instalacji fotowoltaicznych. Około 100 tys. domów buduje się każdego roku. Według tych szacunków nasycenie procentowe jest nadal jednocyfrowe. Nie zakładam oczywiście, że 100 proc. domów jednorodzinnych docelowo zainstaluje fotowoltaikę, bo z różnych powodów technicznych — np. zacienienie, nieprzystosowane dachy itp. — to nierealne, ale mamy przynajmniej kilkukrotny potencjał wzrostu w segmencie instalacji indywidualnych, a do tego wschodzący rynek B2B oraz farm fotowoltaicznych. Są także technologie synergicznie współpracujące z fotowoltaiką. Mam na myśli np. pompy ciepła, zwiększające wolumen mocy, który można zasilić z fotowoltaiki. Jest też potencjał rosnącej liczby samochodów elektrycznych i ładowarek do nich, które w naturalny sposób powinny być zasilane przez fotowoltaikę. Do tego trwają prace związane z konsumpcją miejską, odbiorcami masowymi w aglomeracjach. Podsumowując — potencjał fotowoltaiki na najbliższe lata widzę ogromny.
Prowadzi pan działającą na rynku fotowoltaiki firmę Sunday Polska. Jak idzie biznes? Jakich macie klientów?
Nasza firma rośnie szybciej niż rynek fotowoltaiczny. Dzięki szeroko zakrojonym działaniom rozwojowym i jakościowym nasza sprzedaż w ostatnim roku wzrosła sześciokrotnie. Zwiększyliśmy tym samym nasz udział w tym bardzo rozdrobnionym rynku. Lokujemy się w pierwszej piątce największych firm tego sektora w kraju. Firma Sunday istnieje od 2015 r., i podążając za wzrostem sprzedaży, dynamicznie rozwijaliśmy całą organizację, z kilkudziesięciu pracowników w 2019 r. doszliśmy do ponad 400 wysokiej klasy specjalistów i ekspertów dzisiaj. Równolegle rozwijamy dynamicznie kanał sprzedaży agencyjnej i regularnie poszerzamy sieć instalatorów. Każdego dnia mamy otwartych kilkanaście procesów rekrutacyjnych na różne stanowiska.
Jeśli chodzi o klientów, to odpowiednio do rynku — klienci indywidualni stanowią około 80 proc. naszego portfolio, ale coraz mocniej rozpychamy się na rynku biznesowym.
Działamy praktycznie w całym kraju, nie mamy białych plam na mapie, ale najmocniejsi jesteśmy w Polsce południowej, wschodniej i środkowej.
Jak działa Sunday i co stanowi o konkurencyjności firmy?
Jesteśmy dostawcą kompleksowej usługi doboru i montażu instalacji PV — od A do Z. Dzięki temu możemy wziąć odpowiedzialność za cały proces: od audytu technicznego, analizy zużycia energii, przez dobranie właściwej instalacji dla klienta, pośrednictwo w uzyskaniu optymalnego finansowania (współpracujemy z kilkoma największymi bankami), zaprojektowanie i montaż instalacji, kończąc na przygotowaniu dokumentacji powykonawczej i wsparciu klientów w procesie przyłączenia instalacji do sieci oraz uzyskaniu dofinansowania (jesteśmy partnerem NFOŚiGW w programie „Mój prąd”). Jako jedna z niewielu firm na rynku zapewniamy również monitoring instalacji i wsparcie posprzedażowe po przyłączeniu instalacji do sieci, dotyczy to wszystkich naszych klientów.
I właśnie kompleksowość jest naszą przewagą. Klient nie musi wiedzieć, jak i co załatwić, biegać do urzędu, banku, występować o dofinansowanie. Robimy to w jego imieniu. Nasi klienci cenią doradztwo naszych ekspertów, którzy odbywają pół tysiąca spotkań dziennie. Wspieramy naszych klientów zarówno przed procesem instalacyjnym, jak i długo po nim. Zapewniamy serwis, również pogwarancyjny. Słowem, świadczymy usługę na najwyższym poziomie. I mimo dynamicznego wzrostu firmy dbamy o zachowanie najwyższej jakości i standardów działania, np. przykładamy ogromną wagę do tego, aby nasi klienci byli doinformowani na każdym etapie procesu. Dbamy też o zachowanie naszego startupowego DNA, tak aby mimo wzrostu pozostać firmą zwinną, elastyczną, szybko reagującą na zmiany rynku i indywidualne potrzeby naszych klientów.
Nasze działanie wspierane jest misją propagowania zielonej energii, orientacją na przyszłe pokolenia. Dzięki temu pracuje się nam znacznie przyjemniej, bo ta świadomość zwiększa naszą motywację.
Słońce jako paliwo fotowoltaiki wpisaliśmy w nazwę firmy, jest w niej także słowo „niedziela”, bo zbudowane przez nas elektrownie pracują i zarabiają dla naszych klientów cały tydzień. Klienci dzięki temu mogą mieć niedzielę — synonim słonecznego, przyjemnego dnia — codziennie.
Jakie widzi pan wyzwania związane z rozwojem?
Duże perspektywy widzimy w samej fotowoltaice, ale też w innych energetycznych produktach, przede wszystkim w pompach ciepła. Wolumen sprzedaży pomp cieplnych typu powietrze-woda, w 2020 r. przekroczył 40 tys. sztuk. W tym roku spodziewamy się kolejnych rekordów i mamy aspiracje mieć w tej sprzedaży swój odpowiedni udział. Pompy ciepła wpisują się w strategię Unii Europejskiej, dotyczącą łączenia sektorów (wytwarzanie energii — wytwarzanie ciepła jako najbardziej efektywna technologia grzewcza).
Głównym problemem fotowoltaiki jest sezonowość produkcji. Kluczowe będzie więc spowodowanie, aby energia była wytwarzana i konsumowana na miejscu w jak największym stopniu. A żeby tak mogło się stać, klienci powinni wyposażać się w magazyny energii i wyprodukowaną w słoneczny dzień energię spożytkować później. W magazynach energii widzimy również bardzo poważny segment dla naszego biznesu. Właściwie już dziś.
partnerem publikacji jest Sunday Polska