Fraikin chce tchnąć życie w CNG

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2015-03-13 00:00

Kierowcy unikają aut na sprężony gaz ziemny (CNG), bo choć jest tańszy, to są z nim kłopoty. Fraikin pojedzie jednak pod prąd

— Chuchacie na trupa w nadziei, że ożyje — takimi słowami skomentował niedawno jeden z dziennikarzy pomysł ożywienia polskiego rynku CNG (z angielskiego Compressed Natural Gas), czyli rynku sprężonego gazu ziemnego. Z takim pomysłem wyszła francuska firma Fraikin, jeden z czołowych graczy na rynku wynajmu samochodów w Polsce. Ma sposób i liczy, że zadziała.

FRANCUSKI PATENT:
FRANCUSKI PATENT:
Nie udało się to PGNiG, ale francuski Fraikin przekonuje, że da radę. Artur Nowicki, szef spółki na Europę Środkową i Wschodnią, obiecuje, że rozrusza rynek CNG — mimo obaw ludzi i niesprzyjającego otoczenia prawnego.
Marek Wiśniewski

Jajko czy kura?

Na miano trupa polski rynek CNG zasłużył sobie nikłym rozmiarem i zerowym tempem rozwoju. Ujmując rzecz hasłowo: praktycznie nie ma w Polsce pojazdów jeżdżących na CNG, a nawet gdyby były, to nie miałyby gdzie zatankować, bo nie ma stacji. To uproszczenie, ale nieprzesadne: samochodów na CNG jest ok. 16 tys., a stacji — nieco ponad 20, jeśli mówimy o obiektach publicznie dostępnych.

Łącznie ze stacjami pracującymi na wewnętrzne potrzeby jakiegoś podmiotu jest ich ledwie o 10 więcej. Nic dziwnego, że w badaniach Fraikin wyszło, że ludzie stronią od CNG, bo po pierwsze — nie lubią zmian, a po drugie — boją się, że nie będą mieli gdzie zatankować.

— Można na to patrzeć jak na problem jajka i kury i zastanawiać się, co powinno być pierwsze: rozwój stacji czy wzrost liczby aut. A można, jak my, podejść do sprawy kompleksowo — mówi Artur Nowicki, szef Fraikin na Europę Środkową i Wschodnią.

Fraikin wprowadzi więc i pojazdy, i infrastrukturę CNG. Czyli zaproponuje klientom, że wynajmie im auta napędzane CNG, a jednocześnie wybuduje stacje do tankowania tych pojazdów, wielkością dostosowane do potrzeb klienta (koszt budowy stacji to minimum 100 tys. EUR). — Zaczniemy od dużych firm dystrybucyjnych, komunalnych, zajmujących się transportem miejskim — zapowiada Artur Nowicki.

Kiedy pomysł chwyci u dużych, przyjdzie czas na stacje publiczne, otwarte dla wszystkich. Na razie trwają rozmowy — w trzech przypadkach Fraikin jest „blisko”, a jedna decyzja o wejściu w taką inwestycję może zapaść jeszcze w marcu. W kuszeniu klientów dużą rolę odgrywają możliwe oszczędności na paliwie, a także aspekt ekologiczny CNG (takie samochody w mniejszym stopniu zanieczyszczają powietrze oraz mniej hałasują).

Odstraszać może natomiast ogrom przedsięwzięcia związanego z budową stacji (choć wszelkie formalności, m.in. podłączanie do gazociągu lub transport gazu skroplonego, czyli LNG, Fraikin bierze na siebie) i potrzeby serwisowe (choć tu też Fraikin zapewnia gwarancję).

Bez wsparcia trudniej

Plany Fraikin wyglądają ambitnie, bo do 2019 r. firma chce mieć 116 stacji w Polsce. Choć to, co u nas jest ambitne, w innych krajach jest rzeczywistością. W sąsiednich Czechach liczba stacji CNG zbliża się już do 90, co wynika z państwowego wsparcia dla tej technologii. U nas wsparcia nie ma, choć życzyłoby go sobie m.in. państwowe PGNiG, właściciel niemal wszystkich — bo aż 20 — stacji CNG w Polsce.

Gazowy koncern ma taką stację m.in. w Warszawie, przy ul. Prądzyńskiego. Sądząc po opiniach kierowców, cieszy się nie najlepszą sławą ze względu na ceny i niesatysfakcjonującą przepustowość. Gazowy koncern widzi w CNG przyszłość, choć analizuje go łącznie z rynkiem LNG oraz LCNG (paliwo CNG powstałe z gazu skroplonego).

„Ten rynek będzie notował wysoką dynamikę wzrostu, ze względu zarówno na oczekiwania UE w zakresie ograniczenia emisji w transporcie, jak i na zaległości Polski w rozwoju paliw alternatywnych” — przekonuje biuro prasowe PGNiG. Zdaniem przedstawicieli spółki gazowej, bez zaangażowania państwa, choćby legislacyjnego, się nie obejdzie.

„Potrzebne jest określenie długoletniej polityki rozwoju paliw alternatywnych. Kluczowa jest też przewidywalność i stabilność regulacji fiskalnych (patrz: nałożenie akcyzy na przedmiotowe paliwa w listopadzie 2013 r.) czy też technicznych, np. w zakresie odbiorów i badań (jedne z najbardziej rygorystycznych przepisów na świecie), a także dotyczących budowy stacji CNG i LNG (brak regulacji w tym zakresie)” — wylicza PGNiG.

Autobusom wygodniej

Sceptyczny co do perspektyw rozwoju rynku CNG jest Krzysztof Romaniuk, dyrektor ds. analiz w Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.

— Na razie to nie jest rynek, bo pojazdów jest mało. A co do rozwoju, to idee podobne do pomysłów Fraikin miało też kiedyś PGNiG. Wydaje się, że Polska nastawiła się raczej na LPG [czyli autogaz — red.] — zauważa Krzysztof Romaniuk. Pełen dobrych chęci, choć bez konkretów, jest natomiast Jean-Michel Kaleta, prezes firmy Sita, zajmującej się odbiorem i transportem odpadów.

— Działania przyjazne środowisku są osią naszej strategii, więc mamy pomysły związane z CNG. Na razie jednak nie ma decyzji, próbujemy zrozumieć ten rynek. Niestety, transportując odpady na duże odległości, mielibyśmy problem z zatankowaniem aut. CNG ma większy sens w przypadku przedsiębiorstw typowo miejskich — mówi Jean-Michel Kaleta. Według danych PGNiG, autobusy na CNG jeżdżą w 19 polskich miastach, m.in. w Rzeszowie, Tarnowie, Zamościu i Gdyni.