W niedawnym wywiadzie radiowym Macron, który wcześniej pracował w banku inwestycyjnym Rothschild, opisywał trudny los kobiet pracujących w jednym z borykających się z problemami zakładów.
- W tej firmie większość pracowników to kobiety. Wiele z nich jest niepiśmiennych. Wielu z nich powiedziano: Nie masz przyszłości w tym miejscu. Musisz jechać pracować 50-60 kilometrów stąd. Te kobiety nie mają praw jazdy. Co można im powiedzieć – powiedział minister gospodarki.
Za tą wypowiedź stał się celem ataków zarówno z lewej, jak i prawej strony sceny politycznej.
Jean Marc Detivelle, lider związków zawodowych Force Ouvrière powiedział, że słowa ministra „to obraza w czystej postaci”. Marc Le Fur, centroprawicowy deputowany z partii UMP zaapelował natomiast do premiera, aby „wysłał pana Macrona z powrotem do Rothschilda”.
Macron zaczął się kajać.
- Moje najszczersze przeprosiny dla pracowników, których mogłem urazić tym komentarzem, za który nigdy nie będę mógł dość przepraszać – napisał.
To kolejna wpadka socjalistycznej ekipy rządzącej Francją. Zaledwie kilka tygodni wcześniej głośno było o tym, że coraz bardziej niepopularny prezydent François Hollande określał biednych mianem „bezzębnych”.

