Francuska ekipa atomowa nie składa broni, mimo że polski rząd — planujący budowę reaktorów o mocy ponad 9 GW — dla nadmorskiej lokalizacji wybrał już partnera amerykańskiego, a o lokalizacji w Wielkopolsce rozmawia tylko z Koreańczykami.
Nie każdy oferuje pod klucz
Philippe Crouzet, wysoki reprezentant rządu francuskiego ds. współpracy atomowej z Polską, dwa dni temu spotkał się w Warszawie z Jackiem Sasinem, ministrem aktywów państwowych, Mateuszem Bergerem, pełnomocnikiem ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, oraz Adamem Guibourgé-Czetwertyńskim, wiceministrem klimatu. W trakcie spotkania z polskimi dziennikarzami Philippe Crouzet podkreślał, że polski rząd nadal jest zainteresowany ofertą francuskiego koncernu EDF. Przypomniał, że francuska oferta ma charakter zintegrowany, czyli obejmuje jednocześnie technologię i wykonawstwo, ponadto jest jednocześnie ofertą pod klucz.
— To prawdopodobnie jedyna taka oferta, którą otrzymała strona polska. Poza EDF taką możliwość oferują jedynie Rosja i Chiny — mówi Philippe Crouzet.
Francuzi podkreślają ponadto swoje doświadczenie, zdolność do zaangażowania w projekcie polskich firm, a także europejskość swojej oferty.
— Dlatego przekazałem, że trudno byłoby nam zrozumieć sytuację, w której Polska, dokonując ostatecznego wyboru, nie uwzględniłaby EDF w polskim narodowym programie atomowym. Powodem nie byłyby kwestie techniczne czy przemysłowe, byłyby to wyłącznie przyczyny geopolityczne — podkreśla Philippe Crouzet.

Druga miejscówka na tapecie
Na razie EDF sukcesów nie ma. Dla nadmorskiej lokalizacji Lubiatowo-Kopalino polski rząd wybrał ofertę amerykańskiego Westinghouse’a, który oferuje jedynie technologię. W przygotowaniu jest przetarg na wybór wykonawcy, w którym faworytem wydaje się amerykański Bechtel, współtwórca oferty Amerykanów. Oprócz tego toczą się rozmowy o projekcie, nazywanym przez rząd prywatnym, w wielkopolskim Pątnowie, gdzie współpracować chcą PGE, ZE PAK i koreański KHNP.
Program Polskiej Energetyki Jądrowej i Polityka Energetyczna Polski do 2040 r. zakładają, że w 2033 r. uruchomiony zostanie pierwszy blok elektrowni jądrowej o mocy 1-1,6 GW. Cały program obejmuje budowę sześciu bloków o mocy do 9 GW, ale może to być także dziewięć bloków na ponad 9 GW. Wartość całego przedsięwzięcia grubo przekracza 100 mld zł.
Francuzi rozmawiają dziś więc z polskim rządem o trzeciej lokalizacji, czyli drugiej w ramach programu rządowego. Miejsce nie jest na razie sprecyzowane, ale od dawna mocnym kandydatem wydaje się Bełchatów, w którym dziś pracuje elektrownia PGE opalana węglem brunatnym.
— Nie wracamy do tematu pierwszej lokalizacji. Jesteśmy kandydatem wyłącznie do drugiej — twierdzi Philippe Crouzet.
Nie tylko Francuzi ostrzą sobie zęby na drugą rządową lokalizację, w grze są również Amerykanie i Koreańczycy. Francuzi są gotowi wesprzeć polski rząd technicznie czy sejsmicznie, by przyśpieszyć badania i wybór tej lokalizacji.
Wspólna obrona w Brukseli
— Atom nie ma w Brukseli samych przyjaciół, dlatego ważne, by Polska i Francja działały razem. Można przecież spodziewać się, że polski program jądrowy zostanie oprotestowany przez ważnych członków Unii Europejskiej — podkreśla Philippe Crouzet.
Niechęć do technologii jądrowej wyrażają dziś Niemcy i Austria. Francuzi przestrzegają, że ewentualna batalia nie będzie miała charakteru politycznego, lecz prawny. Dlatego — jak podkreślają — uczulają polski rząd na kwestie przepisów, polskich i unijnych, ale także kwestie przejrzystości procedur.
— Francja też uruchamia program inwestycji jądrowych, więc mamy wspólne interesy — mówi Philippe Crouzet.
