Na podpisaniu umowy na rewitalizację krakowskich akademików w formule partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP) francuska grupa Bouygues Polska nie poprzestanie. Liczy na kolejne zlecenia na rozwijającym się rynku.
— Jesteśmy zainteresowani PPP z opłatą za dostępność [zryczałtowane wynagrodzenie partnera publicznego na rzecz prywatnego — red.]. Wierzymy, że rynek PPP będzie się rozwijałwłaśnie w tym kierunku. Złożyliśmy wniosek w postępowaniu na budowę akademików w Poznaniu i monitorujemy rozwój sektora opieki zdrowotnej, w szczególności szpitali — mówi Gilles Leonard, prezes BYPolska (z Bouygues Construction należącej do francuskiej grupy Bouygues). Podkreśla, że wiele szpitalnych projektów PPP jest przygotowywanych w formule opłaty za dostępność.
— Mamy nadzieję na kolejne realizacje projektów PPP w Polsce. Chcemy tu wykorzystać doświadczenie zdobyte na świecie — mówi Gilles Leonard.
— Perspektywy branża szpitalna ma, co wynika z ogromnychpotrzeb (średni wiek budynków użytkowanych w sektorze ochrony zdrowia w Polsce wynosi prawie 50 lat, a 1/3 budynków została wybudowana przed I wojną światową lub w okresie międzywojennym) oraz konieczności dostosowania się do wymogów unijnych. To będzie bat na szpitale, które mają ograniczone budżety. Nie ma więc ucieczki przed zaangażowaniem sektora prywatnego, czy to w PPP, czy poprzez prywatyzację. W PPP sektor prywatny będzie zainteresowany inwestycjami w systemie projektu i buduje bez usług medycznych, bo wówczas ryzyko krótkich kontraktów z NFZ spada na publicznego — mówi Bartosz Mysiorski, wiceprezes Fundacji Centrum PPP.
Firmy widzą, że młody polski rynek PPPP wciąż potrzebuje czasu na rozwój.
— Zwłaszcza ze względu na stopień skomplikowania projektów infrastrukturalnych — uważa prezes BYPolska. Przez podobny okres dojrzewania musiały wcześniej przebrnąć Wielka Brytania czy Francja.
— Polska jest na etapie nauki udzielania zamówień publicznych w PPP. Upłynie kilka lat, zanim dogoni Europę Zachodnią. Z pewnością jednak jest na dobrej drodze, by tego dokonać — uważa Gilles Leonard. Jego zdaniem, szansę na sukces mają tylko projekty o dużej wartości, które będą przygotowane z doradcami.
— Projekty PPP są czasochłonne, trudne i bardzo kosztowne. Wydanie pieniędzy na ich przygotowanie jest uzasadnione w dużych przedsięwzięciach. W przeciwnym razie uzyskanie najkorzystniejszego stosunku jakości do ceny nie będzie możliwe ani dla strony publicznej, ani dla prywatnej. Projekty kosztujące poniżej 40 mln zł nie mają sensu w trybie koncesji czy PPP, bo koszty ich przygotowania są zbyt duże — tłumaczy Gilles Leonard. Podkreśla, że na sukces partnerstwa istotny wpływ mają kryteria wyboru oferty.
— Przy tak skomplikowanych przedsięwzięciach, gdzie w grę wchodzi wieloletnie zarządzanie, a partner prywatny musi pozyskać finansowanie, strona publiczna nie powinna kierować się jedynie ceną, lecz brać pod uwagę jakość projektu — z uwzględnieniem kryterium zrównoważonego rozwoju, poziom ryzyka, a przede wszystkim zdolności partnera prywatnego do zamknięcia finansowego projektu. To kryterium jest brane pod uwagę w Wielkiej Brytanii czy Francji. Dlatego tam wskaźnik niezrealizowanych projektów PPP jest bardzo niski — mówi Gilles Leonard.