Franczyzobiorcy boją się nowego podatku

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2016-02-09 22:00

Podatek od sieci detalicznych zabije drobny, polski handel — apelują kupcy działający w sieciach franczyzowych.

Opodatkowanie hipermarketów i sieci wielkopowierzchniowych miało wyrównać szanse rodzimego biznesu w konkurencji z międzynarodowymi sieciami oraz usprawnić ściąganie podatków od podmiotów podejrzanych o transfer zysków.

Ministerstwo Finansów wejście, tabliczka
Ministerstwo Finansów wejście, tabliczka
WM, Puls Biznesu

Tymczasem może się okazać, że to drobny, polski biznes na nowym podatku ucierpi najbardziej — twierdzą kupcy, zrzeszeni w sieciach franczyzowych. Największym problemem jest to, że projekt podatku nie uwzględnił specyfiki polskiego handlu, szczególnie funkcjonującego pod wspólnym logo w różnych grupach — zakupowych, franczyzowych, spółdzielczych.

Zakłada on, że płatnikami podatku są sprzedawcy detaliczni niewchodzący do sieci handlowych oraz sieci handlowe. Przy tym w przypadku sieci handlowej podstawą opodatkowania jest suma obrotów wszystkich sprzedawców detalicznych. Stawka w wysokości 0,7 proc. miałaby obowiązywać powyżej 18 mln zł rocznego obrotu, 1,3 proc. powyżej 3,6 mld zł, a 1,9 proc. za obroty realizowane w soboty i niedziele.

— W efekcie nawet niewielki sklep, który ma niższe obroty niż 18 mln zł rocznie, może być zmuszony do płacenia podatku przez przynależność do sieci — zwracał uwagę Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu, na niedawnej konferencji prasowej.

— Nasza sieć skupiająca 2 tys. małych i średnich przedsiębiorców posiadających około 3 tys. sklepów zapłaci podatek według najwyższej skali procentowej, na równi z największymi międzynarodowymi potęgami handlowymi o miliardowych przychodach, pomimo że średni obrót naszych sklepów wynosi tylko ok. 220 tys. zł miesięcznie, a średni obrót sklepu dyskontowego 1,2 mln zł. Taka stawka sprawi, że przy średniej rentowności rzędu 0,3-1 proc. zagraża nam bankructwo.

Wprowadzenie ustawy w zaprojektowanej formie spowoduje upadłość franczyzodawcy już w pierwszym miesiącu jej obowiązywania — skarży się Polska Sieć Handlowa Lewiatan w liście przesłanym do premier Beaty Szydło. Lewiatan obliczył, że do zapłacenia miałby 8 mln zł miesięcznie, czyli ok. 100 mln zł rocznie.

— W przypadku naszego sklepu podatek wynosiłby ok. 3 tys. zł miesięcznie, czyli połowę zysku. Taki sklep jest do zamknięcia — mówi Piotr Kopeć, właściciel sklepu Delikatesy Centrum w Warszawie przy placu Grzybowskim.

Zdaniem przedsiębiorców działających w sieciach, takie rozwiązanie jest karaniem polskiego handlu za to, że współpracuje w walce z dyskontami i hipermarketami. Franczyza to m.in. wynegocjowane warunki wspólnych zakupów, a zatem niższe ceny u dostawców, wspólne strategie marketingowe i promocyjne oraz programy lojalnościowe. Bankructw obawia się także m.in. branża paliwowa, która w dużej mierze też działa we franczyzie. Jednak w jej przypadku wiele pojedynczych placówek i tak weszłoby w pierwszy próg opodatkowania, bo generuje obrót w wysokości powyżej 18 mln zł, ale marże są tutaj bardzo niskie.

— Mamy około 100 mln zł obrotu rocznie, przy marży 6 proc., z czego 5,5 proc. pochłaniają koszty, a 0,5 proc. to nasz zysk. Gdyby podatek od sprzedaży detalicznej wszedł w życie w obecnym kształcie, musielibyśmy zapłacić dodatkowo ok. 600 tys. zł, co zjadłoby całą naszą marżę i doprowadziłoby do straty rzędu ok. 100 tys. zł. W takiej sytuacji nie widzę innego wyjścia jak zamknięcie działalności — mówi Stanisław Lampa, właściciel Stacji Paliw Lampa.

Jutro ma się odbyć manifestacja przed Sejmem w obronie polskiego handlu. Przedsiębiorcy postulują m.in. wyłączenie z ustawy zapisów o franczyzie, naliczanie i pobieranie podatku od przedsiębiorstw wg NIP-u, stawkę podatku nie wyższą niż 0,3 proc. przy obrotach powyżej kwoty wolnej w wysokości 12 mln zł rocznie i odstąpienie od naliczania podatku od handlu w sobotę. © Ⓟ