Franklin i Amundi nie zrewolucjonizują rynku

  • Jagoda Fryc
opublikowano: 10-10-2013, 07:15

Pojawienie się globalnych graczy nie wymusi na krajowych TFI obniżenia opłat za zarządzanie, bo w Polsce warunki dyktują dystrybutorzy.

Dwaj globalni gracze planują otworzyć w Polsce TFI i zaoferować fundusze inwestujące na warszawskiej giełdzie. Tego rodzaju produktów jest na naszym rynku bez liku. Zagraniczni powiernicy będą musieli się więc zmierzyć z lokalnymi rywalami i przekonać dystrybutorów do współpracy. I choć mają przewagę w postaci rozpoznawalnej marki, to jednak mogą być zbyt „tani” dla sprzedawców, bo na Zachodzie opłaty za zarządzanie są o połowę niższe.

Jeśli chcą wygrać wyścig po aktywa, będą prawdopodobnie musieli dostosować opłaty do polskich standardów. Jest jednak szansa, że nie podniosą stawek do maksymalnych poziomów. Według uczestników rynku, nie wpłynie to jednak na obniżkę opłat w krajowych TFI. — Franklin i Amundi wystartują pewnie z niższymi stawkami. Nie sądzę jednak, żeby to zmusiło nasze TFI do obniżki opłat za zarządzanie. Polska to rynek dystrybutora, a w tym biznesie liczy się skala. Aktywa polskich TFI są wciąż dużo mniejsze niż zachodnich graczy — mówi Marek Mikuć, prezes Open TFI.

Kosztu nie widać, ale jest

Na rozwiniętych rynkach prowizje za zarządzanie funduszami są dwukrotnie niższe niż w Polsce. I choć uczestnicy rynku oficjalnie podpisują się pod postulatem obniżenia opłat, to w kuluarach przyznają, że polska branża zmierza w zupełnie przeciwnym kierunku. W poprzednich latach pojawiało się wiele czynników, które potencjalnie mogłyby zrewolucjonizować rynek. Nadzieję dawało m.in. umożliwienie sprzedaży funduszy luksemburskich (miały konkurować niższymi opłatami), wprowadzenie dyrektywy MIFID (poprzez dostosowanie się do unijnych przepisów) oraz utworzenie ETF na WIG20, który miał być tańszym rywalem benchmarkowych funduszy akcyjnych.

Nic z tego. Przedstawiciele TFI zasłaniali się mniejszą niż na Zachodzie skalą biznesu. O ile jednak w 2005 r. zarządzali aktywami wielkości 62 mld zł, tak dziś mają trzy razy większe portfele, a opłaty, jakie były, takie są. Wielu inwestorów nie zdaje sobie sprawy, że wpływ wynagrodzenia za zarządzanie na stopę zwrotu jest znacznie większy od wpływu, jaki wywiera prowizja za zakup jednostek. Przy pięcioletniej inwestycji w fundusz akcyjny klient zapłaci na starcie opłatę manipulacyjną w wysokości 5 proc. oraz średnio 20 proc. opłaty za zarządzanie.

I o ile ten drugi koszt nie uderza tak po kieszeni podczas hossy, gdy stopy zwrotu przekraczają nawet kilkadziesiąt procent, o tyle w czasie bessy staje się bolesny i wówczas nawet 1 pkt proc. różnicy w opłacie zaczyna mieć znaczenie.

Dystrybutor nasz pan

Drugą stroną medalu jest relacja TFI ze sprzedawcami. W latach 90., kiedy rynek dopiero się rodził, wynagrodzeniem dla sprzedającego jednostki była opłata manipulacyjna. Potem TFI zaczęły powoli wprowadzać zachodnie standardy i dzielić się z dystrybutorami wynagrodzeniem za zarządzanie. O ile jednak jeszcze w 2005 r. oddawały sprzedawcom maksymalnie 40 proc. opłaty za zarządzanie, tak dziś w skrajnych przypadkach oddają nawet 70 proc.

— Niby efekt skali jest większy, ale jednak nie przekłada się to na wyższe marże i zyski dla towarzystw. Ale to same TFI ukręciły bat na siebie. Najbardziej rynek psują nowe firmy, które aby przebić się do sieci dystrybucji, proponują coraz wyższe stawki sprzedawcom. Dochodzi nawet do tego, że dzielą się częścią opłaty zmiennej, tzw. success fee. Przez to dystrybutorzy stają się coraz bardziej pazerni — przyznaje prezes TFI, który chce pozostać anonimowy.

To właśnie dystrybutorzy dyktują warunki na krajowym rynku, bo decydują, które fundusze sprzedawać. I choć coraz większego znaczenia nabierają wyniki inwestycyjne, to wciąż większość dystrybuuje te produkty, z których otrzyma wyższą prowizję.

Koniunktura sprzyja TFI

We wrześniu aktywa funduszy wzrosły o prawie 1 mld zł dzięki dodatnim wynikom zarządzania. Bilans sprzedaży był ujemny i wyniósł 0,4 mld zł – wyliczyły Analizy Online. Dobra passa w branży TFI utrzymuje się już od połowy ubiegłego roku. W przeciwienstwie jednak do poprzednich miesięcy największy wpływ na wielkość funduszowych portfeli miał wynik zarządzania, który według szacunków Analiz Online wyniósł około 1,5 mld zł. Negatywnie na aktywa wpłynął natomiast bilans sprzedaży jednostek uczestnictwa. Według wstępnych szacunków, we wrześniu z TFI wyparowało około 0,4 mld zł. Urosły portfele funduszy akcyjnych (1,7 mld zł), absolutnej stopy zwrotu (0,4 mld zł), mieszanych (0,3 mld zł) i pieniężnych (148 mln zł), a stopniały portfele produktów dłużnych (0,9 mld zł).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Polecane